Fatalne dane? Tym lepiej dla Wall Street

MWIE, Bloomberg
opublikowano: 2010-10-08 15:50

Giełda nowojorska odrobiła straty z handlu przedsesyjnego, co było reakcją na… fatalne dane z krajowego rynku pracy. Niemal przesądzone wydaje się być już poluzowanie polityki pieniężnej.

W pierwszych minutach handlu Dow Jones i S&P 500 rosną o 0,2 proc., a Nasdaq notuje 0,1 proc. zwyżkę.

Amerykańscy pracodawcy obcięli we wrześniu 95 tys. etatów po tym, jak miesiąc wcześniej zatrudnienie spadło o 57 tys. Konsensus rynkowy przewidywał utratę 5 tys. miejsc pracy. Nie wzrosła natomiast stopa bezrobocia. Marne to jednak pocieszenie, bo świadczy wyłącznie o trwałym odpływie bezrobotnych z rynku pracy.

- To dosyć złe dane. Nie tworzymy wystarczająco dużo miejsc pracy, by utrzymać wzrost gospodarczy – powiedział Michael Mullaney z bostońskiego Fiduciary Trust.
 
W reakcji na dane dolar osłabił się wobec jena do najniższego poziomu od 1995 r. Za dolara płaci się już poniżej 82 jenów. Jak stwierdził w wywiadzie dla radia Bloomberg Bill Gross, współzałożyciel PIMCO, bardzo słabe dane oznaczają niemal pewne wznowienie programu skupu obligacji przez Fed.

O ponad 3 proc. w pierwszych transakcjach drożeje Alcoa. Aluminiowa spółka zainaugurowała sezon wyników kwartalnych za oceanem. Nie tylko pochwaliła się znacznie wyższym od prognoz zyskiem, ale podwyższyła prognozę tegorocznego wzrostu globalnego zapotrzebowania na metal z 12 proc. do 13 proc.