Fatalne otwarcie kolejnego frontu

29-01-2018, 22:00

Sejm z zaskoczenia uchwalił odkurzoną po ponad roku leżakowania ustawę konfliktogenną w wymiarze międzynarodowym.

Tytuł przypomniany poniżej nadałem komentarzowi sprzed tygodnia chyba w złą godzinę. Tamten tekst dotyczył akurat pozycji Polski w ONZ. Tuż przed objęciem przechodniego fotela w Radzie Bezpieczeństwa rząd PiS wyłamał się z frontu państw bezwzględnie szanujących prawo międzynarodowe i wstrzymał się w głosowaniu nad rezolucją ONZ, potępiającą decyzję Donalda Trumpa o przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy. Rezolucja przeszła stosunkiem 128:9 (35 państw wstrzymało się, 21 nie głosowało), poparli ją potentaci NATO/UE na czele z Wielką Brytanią, czyli najwierniejszym sojusznikiem USA, który jednak nie jest wasalem.

Zobacz więcej

Mateusz Morawiecki i Beata Szydło upamiętnili ofiary obozu oczywiście niemieckiego – ale tego w Izraelu absolutnie nikt nie neguje. Fot. Grzegorz Łyko-ArtService - FORUM

Kunktatorskie głosowanie miało umocnić relacje Rzeczypospolitej Polskiej również z Państwem Izrael.

Dlatego tym bardziej dotkliwy jest cios, jaki władcy kraju otrzymali od żydowskiego sojusznika. Izraelska ambasador, wykonując osobiste polecenie premiera Benjamina Netanjahu, 27 stycznia zapisała się w kronikach dyplomatycznych skandali. Podczas uroczystości 73. rocznicy oswobodzenia obozu Auschwitz-Birkenau oficjalnie skrytykowała uchwaloną dzień wcześniej nowelizację ustawy o IPN i kilku pokrewnych. O co naprawdę chodzi? Ustawa przewiduje m.in. penalizację za obwinianie Polaków pomocnictwem w Holokauście „wbrew faktom” oraz akcentuje „odpowiedzialność rzeczywistych sprawców”. Rzecz w tym, że zabetonowała się rozbieżność obu rządów w ocenie takich epizodów, jak choćby mord z 1941 r. w Jedwabnem. Skoro minister edukacji Annie Zalewskiej „wbrew faktom” nie może przejść przez usta, że sprawcami masakry byli polscy sąsiedzi, oczywiście na polecenie Niemców, to z drugiej strony trudno się dziwić obecnym tendencyjnym wypowiedziom ministrów i premiera Izraela.

Niestety, skandal spowodował kolejną wizerunkową wpadkę na skalę globalną. W tych samych dniach, gdy w Davos prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki podejmowali działania naprawcze marki Polska — Sejm na polecenie Jarosława Kaczyńskiego z zaskoczenia uchwalił ustawę konfliktogenną w wymiarze międzynarodowym. Sprawozdanie komisji leżakowało od 8 listopada 2016 r. i nagle… stało się wrzutką do porządku obrad 25-26 stycznia 2018 r. Gwałtownie odkurzona po ponad roku ustawa miała odegrać rolę osłonową wobec niewygodnej politycznie informacji ministra Joachima Brudzińskiego o ekscesach wyrostków czczących Adolfa Hitlera.

Podczas weekendu wieści o konflikcie miały wysokie czytelnictwo w światowych serwisach i portalach.

We wszystkich językach odmieniano frazę „polskie obozy śmierci”, występującą w tytułach. W dalszej treści informacji oczywiście można było przeczytać, że takowych nigdy nie było — i taka jest jednolita opinia rządów Polski i Izraela. Pytanie retoryczne: ilu z milionów czytelników informacji przekopało się przez tytuły i jaki przekaz dotyczący ustawy w świadomości globalnej społeczności pozostał?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Fatalne otwarcie kolejnego frontu