GórnictwoŻądania płacowe nie idą w parze z efektywnością górników
W ostatnich czasach śląskie kopalnie wydobywają coraz mniej węgla. Natomiast płace górników rosną szybko.
Kto da więcej węgla niż ja? — rzucił zaraz po wojnie Wincenty Pstrowski. Górnicy odpowiedzieli tłumnie, a rywalizacja objęła cały kraj. Dziś górnicy też chcą więcej, ale... zarabiać. W ostatnich dniach na pytanie związków zawodowych z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), największego producenta węgla koksowego w Unii Europejskiej, prawie cała załoga opowiedziała się za podwyżkami. Żądania wesprze jednodniowym strajkiem 24 września. Związkowcy z innych kopalń już przebierają nogami. Mogą więc paść kolejne rekordy roszczeń płacowych, bo dzisiaj kwestie efektywności i produkcji zeszły na dalszy plan. Pokazuje to opracowany przez "PB" ranking.
Solidarność związków
Porównaliśmy wydobycie w poszczególnych spółkach węglowych w kolejnych latach z zatrudnieniem i zestawiliśmy to z wynagrodzeniem górników. Główna prawidłowość, a raczej nieprawidłowość, to wzrost płac przy spadku efektywności produkcji. Liderem jest JSW. Tylko w ciągu półtora roku przeciętne wynagrodzenie na zatrudnionego w JSW wzrosło o ponad 1 tys. zł — do 6185,98 zł, a wydajność w tym czasie spadła o ponad 10 proc. Spadły także zyski spółki. W tym roku zarząd JSW obiecał załodze 12,5 proc. podwyżki, związkowcy żądają 16,5 proc.
Podobnie problem wygląda w Katowickim Holdingu Węglowym (KHW). Na plus wyróżnia się Kompania Węglowa, w której efektywność w stosunku do wynagrodzenia spadła najmniej.
— Jestem przeciwny łączeniu tych wskaźników. Inne kraje od tego odchodzą. W latach 1998-2006 wydajność w kopalniach wzrosła średnio o 30 proc. To, że teraz spada, nie jest winą górników, lecz złych decyzji rządzących sektorem. Za 2-3 lata, jak ustabilizuje się wydobycie, zwiększy się też wydajność — mówi Dominik Kolorz, szef górniczej Solidarności.
Ciekawy tok myślenia prezentuje Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. Jego zdaniem, najpierw trzeba podnieść płace, a potem mówić o wydajności.
— Płaca powinna być bezwzględnie powiązana z efektywnością pracy. Pora skończyć z zasadą: czy się stoi, czy się leży... — uważa Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Czarna perspektywa
Z najnowszych danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że wydajność pracujących na dole górników spadła o 6 proc., a liczona w tonach na pracownika o 4,6 proc. w porównaniu z lipcem roku ubiegłego, kiedy wydobycie zmniejszyło się aż o ponad 6 mln ton. A płace? Według Głównego Urzędu Statystycznego wynagrodzenia w kopalniach wzrosły w tym czasie o ponad 20 proc.!
Branżę na razie ratuje, jednocześnie zaciemniając obraz, koniunktura. Tylko z tego tytułu przychody w ciągu siedmiu miesięcy wzrosły o ponad 2 mld zł — do 12 mld zł. Hossa nie trwa jednak wiecznie.
— Drastycznie maleje wydobycie, a rosną koszty i płace. Słowem — w górnictwie tak źle jeszcze nie było — ocenia Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.