Festiwal plemiennych wzorów

Magdalena Mastykarz
opublikowano: 2015-07-16 22:00

Łukasz Wiewiorowski z zagranicznych wojaży przywiózł koncepcję sklepu z odzieżą plemienną. Biznes dopiero się rozkręca, ale klientów przybywa

Festiwalowy sezon trwa. Fani muzyki podróżują po całej Europie, podążając za swoimi ulubionymi zespołami bądź szukając nowych propozycji muzycznych. Zdarza się, że podczas tych wypraw odnajdują coś więcej — na przykład pomysł na biznes! Tak właśnie było w przypadku Łukasza Wiewiorowskiego, którego festiwale z muzyką psychedelic trance zainspirowały do zajęcia się sprzedażą odzieży plemiennej.

ETYCZNY HANDEL:
ETYCZNY HANDEL:
Ważne dla nas jest, że podczas wytwarzania tej odzieży przestrzegano praw pracowniczych. Przy produkcji tych ubrań nie wykorzystywano pracy dzieci — zaznacza Łukasz Wiewiorowski, założyciel Ayashop.
IWONA DZIUK

Pomysł z Europy

— Na festiwalach obserwowałem, jak ludzie oryginalnie i niepowtarzalnie są poubierani. W kramach z ciuchami szukałem czegoś dla siebie i powoli rodził się w głowie pomysł sprzedaży takiej odzieży w Polsce. Porównywałem ubrania różnych producentów, aż w końcu natrafiłem na wytwórcę z Indonezji, który oferował najlepszą jakość materiałów i wykonania odzieży oraz różnorodność plemiennych wzorów. Po czasie udało się nawiązać z nim współpracę — opowiada właściciel sklepu internetowego Ayashop.

Na początek wystarczyło 35 tys. zł, które Łukasz Wiewiorowski przeznaczył na: zakup odzieży, jej transport, cło, podatki, sesję zdjęciową, stronę internetową oraz reklamę. Na razie skupia się głównie na dystrybucji na polskim rynku oryginalnych produktów indonezyjskich, ale nie poprzestaje jedynie na pośrednictwie w sprzedaży i włącza się też w tworzenie oraz projektowanie odzieży.

Nie tylko dla dorosłych

Czy ubrania w etniczne wzory indonezyjskie, maoryskie i celtyckie odpowiadają oczekiwaniom Polaków? Właściciel Ayashop przekonuje, że tak. Powoli, ale sukcesywnie zwiększa się liczba klientów jego sklepu. Od marca 2015 r., kiedy wszedł na polski rynek z szatami plemiennymi, każdego miesiąca przybywa 15–20 osób zainteresowanych tym sposobem wyrażania siebie. W jego sklepie ubiorą się dorośli, którzy znajdą dla siebie wyraziste, kolorowe bluzy i spodnie, ale też dzieci, które w bluzach z Ayashop wyglądają jak elfy.

Za oryginalne ubrania zapłacą od 190 do 350 zł. Grupa odbiorców ma się powiększać, ponieważ promocja dopiero się rozkręca. Na razie Ayashop działa tylko na Facebooku, niebawem o projekcie głośniej będzie w sieci (powstaje strona Ayashop. pl) i na żywo — na początek na festiwalach muzycznych, z czasem w punkcie stacjonarnym, który powstanie w Warszawie.

Bezpośrednia konkurencja — sprzedająca oryginalną odzież z Indonezji — jest niewielka. Pośrednio jednak indonezyjskie szaty plemienne konkurują z odzieżą — ogólnie mówiąc — orientalną. A małych, kolorowych sklepików sprzedających ubrania z Indii i Nepalu nie brakuje. Czym Łukasz Wiewiorowski chce się od nich odróżniać?

— Niepowtarzalnością wzorów, wysoką jakością materiałów oraz jakością wykonania ubrań — zapewnia właściciel Ayashop. Nad wdrażaniem całej koncepcji w życie pracuje sam. Prowadzi sklep internetowy, zajmuje się jego reklamą, opracowuje i realizuje kampanię promocyjną i organizuje wyjazdy, podczas których pokazuje oryginalne pomysły na wyrażanie siebie.