Fiat chce dorównać Toyocie

RAV, BLOOMBERG
opublikowano: 2009-05-05 00:00

Jeśli plany włoskiego producenta powiodą się, powstanie gigant, produkujący 7 mln aut rocznie.

Jeśli plany włoskiego producenta powiodą się, powstanie gigant, produkujący 7 mln aut rocznie.

Kryzys to dobry czas na tanie inwestycje i zwiększenie udziałów w rynku. Z takiego założenia wyszedł Sergio Marchionne, szef Fiata, największego producenta aut we Włoszech, który po przejęciu pakiet amerykańskiego Chryslera ma teraz apetyt na europejskie marki. Ale nie tylko.

Zdaniem źródeł, na które powołuje się Bloomberg, włoski koncern chce również przejąć od przeżywającego trudne chwile General Motors (GM) operacje w Ameryce Łacińskiej, Chinach oraz Rosji.

— Połączenie Fiata z Chryslerem to jeszcze nie koniec, spodziewamy się kolejnych fuzji — uważa Serge Escude, analityk Cassa Lombarda, włoskiej firmy doradczej.

Na razie na celowniku Fiata znalazł się niemiecki Opel, należący obecnie do GM. Aby trafił w ręce Włochów, Sergio Marchionne musi przekonać do planu stronę niemiecką, a z tym nie będzie tak łatwo.

— Z inżynieryjnego i przemysłowego punktu widzenia to małżeństwo rodem z raju — zapewnia szef włoskiego giganta.

Jego zdaniem, alians Fiata z Oplem da roczne oszczędności na poziomie 1 mld EUR, a sprzedaż sięgałaby nawet 7 mln aut. Lepszymi wynikami pochwalić może się tylko japońska Toyota.

Sergio Marchionne zapewnił też niemiecką stronę, że marka Opel będzie zachowana oraz utrzymane zostaną trzy z obecnych czterech fabryk spółki w Niemczech: w Russelsheim (Hesja), Bochum (Nadrenia Północna-Westfalia) i Eisenach (Turyngia). Pod znakiem zapytania pozostaje jednak przyszłość fabryki w Kaiserslautern.

Propozycja Fiata okazała się dla niemieckiego resortu gospodarki ciekawa, ale z otwieraniem szampana Sergio Marchionne musi poczekać.

— Koncepcja Fiata wydaje się interesująca, ale niemiecki rząd musi ją dokładnie przeanalizować — zastrzegł Karl-Theodor zu Gutenberg, minister gospodarki Niemiec.

Sceptycznie nastawione do połączenia są związki zawodowe Opla oraz rada nadzorcza niemieckiego koncernu.

— Obie firmy mogą niewiele dać sobie nawzajem, a bardzo dużo zabrać — uważa Armin Schild, członek rady nadzorczej Opla.