Fikcja dogania rzeczywistość

Nasz rynek kapitałowy nie jest wprawdzie jakimś „Sin City”, ale Tomasz Prusek w swoich thrillerach pokazuje jego ciemną stronę.

Dziennikarz ekonomiczny właśnie wydał drugą powieść: „P.I.I.G.S.”

Tomasz Prusek — dziennikarz ekonomiczny, prezes think thanku Fundacja
Przyjazny Kraj, komentator giełdowy, laureat nagród dziennikarskich, w tym
Nagrody im. Eugeniusza Kwiatkowskiego i Citigroup Journalistic Excellence
Award. Przez wiele lat związany z „Gazetą Wyborczą”. „P.I.I.G.S.” jest jego
drugą powieścią. W 2014 r. wydał „K.I.S.S.”, której akcja dzieje się na
giełdzie w Warszawie i na Wall Street podczas kryzysu finansowego 2008 r.
Zobacz więcej

Tomasz Prusek — dziennikarz ekonomiczny, prezes think thanku Fundacja Przyjazny Kraj, komentator giełdowy, laureat nagród dziennikarskich, w tym Nagrody im. Eugeniusza Kwiatkowskiego i Citigroup Journalistic Excellence Award. Przez wiele lat związany z „Gazetą Wyborczą”. „P.I.I.G.S.” jest jego drugą powieścią. W 2014 r. wydał „K.I.S.S.”, której akcja dzieje się na giełdzie w Warszawie i na Wall Street podczas kryzysu finansowego 2008 r. Fot. ARC

Łukasz Ostruszka: Proszę przedstawić Olgę Kirsch, o której narrator mówi, że jak Bóg ją tworzył, to w niebie trwała hossa.

Tomasz Prusek: Olga Kirsch to bohaterka, którą stworzyłem z cech wielu osób z polskiej giełdy. Jest młodą finansistką, emanacją środowiska tworzącego u nas rynek kapitałowy. Olga jest świetnie wykształconą zarządzającą funduszem inwestycyjnym, ale ma coś więcej niż tylko intuicję i profesjonalne przygotowanie — ma też zasady moralne i etyczne, które nie pozwalają jej robić pewnych rzeczy. Bohaterka książki pokazuje, że w świecie finansów zasady powinny chodzić na wysokich obcasach.

Czy Olga jest sumieniem polskiego rynku kapitałowego?

Część czytelników może dojść do takiego wniosku, lecz sumienie rynku kapitałowego jest tak naprawdę sumieniem zbiorowym. Na naszym wydarzyło się wiele rzeczy złych i wstydliwych, o których często chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, mając nadzieję, że już więcej się nie powtórzą, jednak się powtarzają. Jeszcze dwa lata temu nie myśleliśmy, że giełdowa spółka może sprzedać obligacje za 3 mld zł tysiącom inwestorów i ich nie spłacić. Olga jest sumieniem rynku, ale w tym sensie, że pokazuje jego wszystkie słabości. Sama potrafi jednak w najtrudniejszych momentach zastosować zasadę prezydenta Abrahama Lincolna: „Jeśli nie wiesz, jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie.” Kiedy zarządza się nie swoimi pieniędzmi, to można ulec pokusie, żeby przedkładać interes swojej instytucji ponad wszystko, ryzykować ponad miarę albo wręcz działać na własny rachunek kosztem klientów. Chciałem pokazać, że tacy zarządzający jak Olga są na rynku potrzebni, bo wnoszą jakość i uczciwość.

Powiedział pan, że Olga jest „zlepkiem” postaci, a więc mamy takich moralnych herosów.

Nasz rynek kapitałowy nie jest wcale jakimś „Sin City”. Znam bardzo wielu uczciwych, profesjonalnie działających ludzi. Z giełdą jest jednak trochę jak z autostradą. Wypadki zdarzają się bardzo rzadko, ale ich konsekwencje są na ogół olbrzymie. Trzeba więc ostrzegać uczestników ruchu, żeby zdjęli nogę z gazu i zastanowili się dwa razy, nim wykonają manewr, którego wszyscy będą żałować. Dlatego opisuję ciemną stronę finansów jako przestrogę. Pokazuję, co ludzie są w stanie zrobić dla pieniędzy, kierując się chciwością. Tam, gdzie na rynku finansowym kończy się uczciwość, tam zaczyna się korupcja, defraudacje, historie, za które na końcu płacą niewinni ludzie.

Pisanie powieści różni się od codziennej pracy dziennikarza ekonomicznego. Czy szybko odnalazł pan nowy rytm?

Dziennikarz jest zazwyczaj wtłoczony w dość określone formy gatunkowe czy objętościowe, a pisanie książek daje poczucie wolności, wyzwala z więzów.

Czy dlatego napisał pan powieść, a nie np. literaturę faktu?

Literatura faktu z zakresu finansów to bardzo trudne zadanie w Polsce. Różnimy się w tym względzie ogromnie od Amerykanów. W USA literatura faktu jest bogata, wysoko ceniona.

Bardzo wielu ludzi ze sfery finansów czy polityki mówi otwarcie i pod nazwiskiem, jak było, i nie stara się tego ukryć lub pudrować. Widać to doskonale, kiedy czyta się amerykańskie książki i artykuły o kryzysie z 2008 r. Nagle czytamy wypowiedź wysokiego rangą urzędnika administracji federalnej, w której pojawia się niecenzuralne słowo na „f”, ale to znaczy, że on tego słowa użył. My mamy lęk przed tym, żeby pod swoim nazwiskiem powiedzieć rzeczy kontrowersyjne.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Z czego to wynika?

Moim zdaniem jest to spuścizna historyczna. Przez długi czas nie mieliśmy państwowości i rządów prawa. Panowała kultura tajemnicy. Jest nawet takie powiedzenie: „Nie mów nikomu, co się dzieje w domu”. Wielokrotnie ktoś mówił mi o niesłychanie interesujących rzeczach, ale kończył wypowiedź sakramentalnym: „Tylko nawet nie myśl, żeby o tym pisać”. Trudno tworzyć literaturę faktu, ratunkiem jest powieść.

Co przemycił pan do swojej najnowszej powieści?

Absolutnie fascynujące kulisy świata spekulacji na globalnym rynku obligacji. To jest coś, co tak naprawdę może decydować o losie nie tylko poszczególnych firm czy potężnych instytucji finansowych, ale nawet całych państw. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, od jak niewielu osób zależy nasz los. Rządy mogą myśleć, że potrafią utrzymać dług w ryzach, a nagle okazuje się, że ktoś rozpoczyna ogromne spekulacje obligacjami i staje się głównym rozgrywającym. Skutki dotyczą milionów ludzi, a siła rażenia jest zresztą nie tylko finansowa, ale także społeczna.

Czy spekulacje stały się chorobą współczesnego kapitalizmu?

Spekulacja jest dobra, bo spekulanci podtrzymują płynność obrotu. Nie wolno spekulantów o wszystko obwiniać. Politycy mają swoje na sumieniu, bo polubili życie na kredyt. Ostatnie dekady przyniosły ogromną nadwyżkę w płynności. Świat zaczął się zadłużać na niewyobrażalną skalę. Instrumentów finansowych jest mnóstwo. Inżynieria finansowa jest skomplikowana, wymyślane są konstrukcje, których na koniec dnia nie rozumieją nawet ich twórcy. Istnieje więc pokusa, żeby tych narzędzi używać na coraz większą skalę, nie oglądając się na skutki. Jeśli spekulanci, np. „sępie fundusze” poczują krew, czyli widzą, że firma lub bank krwawi, to np. grają na „krótką sprzedaż”. Dokładnie tak samo jest w przypadku obligacji, gdzie można spekulować również na ich ubezpieczeniach i rozchwiać cały rynek.

Jak pan wyobraża sobie rynki finansowe za 10 lat?

Najbardziej boję się ich zdehumanizowania, czyli odsunięcia człowieka i wejścia w to miejsce sztucznej inteligencji, dalszego rozwoju handlu algorytmicznego. Człowiek zawsze jest w stanie naprawić swój błąd, algorytm tego nie potrafi. To ogromne zagrożenie, bo taki handel może wymknąć się spod kontroli i zastopowanie katastrofalnej sekwencji zdarzeń będzie niemożliwe. Chyba że, mówiąc obrazowo, ktoś wyjmie przysłowiową wtyczkę z gniazdka. Wolałbym, żeby człowiek był na początku i końcu wszystkiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy