Filmowcy chcą kasy ze streamingu

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2023-10-10 20:00

Organizacja filmowców ma coraz więcej pieniędzy do podziału między twórców, ale wciąż nie dostaje ich od serwisów streamingowych. Obwinia rządową obstrukcję.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co miała zmienić nowelizacja prawa autorskiego i jakie są jej losy
  • jakie zarzuty wobec rządu ma Stowarzyszenie Filmowców Polskich i czego się domaga
  • kto płaci tantiemy artystom, a kto tego unika
  • jak szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich reaguje na postulat likwidacji TVP
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Twórcy mają prawo do wynagrodzenia za odtwarzanie utworu w telewizji lub kinie, z tytułu wynajmu egzemplarza lub jego publicznego odtwarzania oraz za sporządzenie kopii na własny użytek. To zapisy polskiej ustawy o prawie autorskim, na mocy których do krajowych twórców co roku trafiają spore pieniądze za ich pracę przy filmach i serialach.

Czego w ustawie nie ma? Streamingu, czyli serwisów takich jak Netflix, Apple TV, Amazon Prime i wielu innych. Streaming w ustawie miał się pojawić, ale przed rokiem prace legislacyjne nagle wyhamowały. Po wyborach będą musiały ruszyć od nowa, a filmowcom kończy się cierpliwość.

— Trudno mówić o tym, byśmy o coś się z obecnym rządem spierali albo coś negocjowali. My bijemy na alarm, bo rząd nie stosuje się do prawa europejskiego z bardzo niejasnych powodów. Ustawa wprowadzająca do prawa polskiego obowiązującą od dwóch lat dyrektywę unijną i regulująca kwestie streamingu była gotowa. Ministerstwo kultury ją napisało i pozostawało tylko ją przyjąć. Premier wstrzymał jednak jej wejście w życie, co oceniam jako wielką niegodziwość — mówi Jacek Bromski, reżyser i prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich (SFP).

Znikająca ustawa

Unijną dyrektywę w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym przyjęto w kwietniu 2019 r. Na jej implementację Polska miała standardowe dwa lata. Nie udało się, ale w ubiegłym roku przez konsultacje publiczne przeszedł projekt nowelizacji krajowego prawa, w którym wprost zapisano obowiązek zapewnienia twórcom wynagrodzenia za udostępnianie ich utworów w internecie.

Już w czasie konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych padały postulaty, by fragment dotyczący serwisów streamingowych z ustawy wykreślić jako wybiegający poza unijne dyrektywy. Jeszcze w grudniu 2022 r. Polskę odwiedził Reed Hastings, szef Netfliksa. Kierowany przez niego serwis w konsultacjach twierdził, że twórcy mogą być sprawiedliwie wynagradzani bezpośrednio — na mocy umów z serwisami, a nie za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Na początku tego roku nowelizacja trafiła do Stałego Komitetu Rady Ministrów i już go nie opuściła. O sprawie i związanym z nią lobbingu na początku tego roku szeroko pisał m.in. „Dziennik Gazeta Prawna”.

— Ustawa przeszła wszystkie konsultacje i została zatrzymana na poziomie KPRM. Zbiegło się to w czasie z wizytą szefa Netfliksa w Polsce. Ja Netfliksa nie winię, kapitalista musi dbać o własne zyski. Oczywiście będziemy go pozywać oraz inne serwisy streamingowe o niezapłacone tantiemy, ale za głównego winnego w tej sprawie uważam premiera. Rząd wykazał się w tej sprawie opieszałością, przekładającą się na straty twórców. Zamierzamy więc pozwać również państwo o utracone korzyści — mówi szef SFP.

O jakich pieniądzach jest mowa?

— Chodzi o 1,5 proc. od przychodu platform — stawkę porównywalną z tą, jaką płacą nam niemal wszyscy inni. Rocznie przekładałoby się to na 30-35 mln zł dodatkowych przychodów dla artystów. Te pieniądze już od dawna powinny do nich płynąć — mówi Jacek Bromski.

Szef SFP podkreśla, że krajowi operatorzy platform streamingowych, z którymi negocjuje jego organizacja, na odprowadzanie tantiem są przygotowani.

— Wszyscy operatorzy serwisów streamingowych wiedzą, że w pewnym momencie będą musieli odprowadzać część przychodów do organizacji zarządzających prawami artystów. To jest zresztą normalne. To standard obowiązujący w wielu krajach. W ramach nowej umowy z Polsatem wynegocjowaliśmy już zapisy obejmujące streaming, kończymy również negocjacje na ten temat z Canal+. Również Telewizja Polska jest na to gotowa, ale w praktyce nie może nic zrobić, dopóki ustawa nie wejdzie w życie, bo płacenie nam bez wymogu prawnego mogłoby spowodować oskarżenia o niegospodarność — mówi Jacek Bromski.

Miliony z tantiem

SFP zarządza prawami autorskimi twórców za pośrednictwem Związku Autorów i Producentów Audiowizualnych (ZAPA). To jedna z kilkunastu oficjalnie działających organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi obok np. ZAiKS-u. W ubiegłym roku do SFP-ZAPA wpłynęło 248 mln zł z tytułu przychodów z praw. To prawie o 19 proc. więcej niż rok wcześniej i rekordowo dużo w historii organizacji. Pieniądze dzielone są między ponad 6 tys. autorów i ich spadkobierców.

— W tym roku spodziewamy się wpływów w granicach 260 mln zł. Coraz mniej pieniędzy trafia do nas z kin, które szczególnie od pandemii są pożerane właśnie przez streaming — mówi Jacek Bromski.

Z pieniędzmi od kin też są problemy. Tantiemy do SFP-ZAPA przekazuje dwóch z trzech największych operatorów w Polsce — Multikino i Helios. Nie robi tego Cinema City.

— Z Cinema City jesteśmy w licznych sporach prawnych, ale operator wciąż odmawia wypłat. Będziemy kontynuować te spory, ale z naszej perspektywy najważniejsze jest uregulowanie kwestii streamingu. To jest kwestia jednej poprawki w prawie autorskim, która powinna być jak najszybciej wprowadzona — mówi Jacek Bromski.

Artyści głodni

Po pandemii koszty tworzenia filmów i seriali wyraźnie wzrosły.

— Wszystkie stawki poszły w górę o około 20 proc. Kinematografia to jednak zwierzę, które bardzo trudno dobić. W Polsce nadal powstaje 50-60 filmów rocznie, ale wyraźnie trudniej jest zdobywać na nie finansowanie z prywatnych źródeł. Opieramy się na pieniądzach z telewizji i Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Swoje dokładają też, o czym nie można zapominać, platformy streamingowe, choć produkcja na ich zlecenie podlega licznym restrykcjom — tłumaczy szef SFP.

W kampanii wyborczej ze strony partii opozycyjnych padały postulaty likwidacji TVP lub znacznego ograniczenia jej finansowania. SFP, choć z obecnym rządem ma na pieńku ze względu na tantiemy ze streamingu, z tymi postulatami się nie zgadza.

— Z perspektywy filmowców likwidacja TVP byłaby tragedią. To jest, mimo wszystko, jedyny nadawca misyjny, który ma budżet nie tylko na produkcje komercyjne. Władze się zmieniają, a produkcje pozostają. Czy ktoś pamięta, kto był prezesem telewizji, gdy przy wsparciu TVP nakręciłem „U pana Boga w ogródku”? Nie sądzę zresztą, by ktoś na poważnie chciał zrealizować te postulaty. Wszyscy zbyt dobrze zdają sobie sprawę, jakim orężem w walce politycznej jest telewizja publiczna — mówi Jacek Bromski.