Finansiści wciąż będą inwestować w software

Marcin Złoch
opublikowano: 2002-01-16 00:00

Większość banków działających na polskim rynku posiada już scentralizowane systemy informatyczne. Jednak dostawcom tego typu oprogramowania nie grozi recesja. Według biura badawczego DiS, sektor bankowy przeznaczy w 2002 r. na inwestycje informatyczne 10 proc. więcej niż w roku 2001. Producenci aplikacji będą świadczyć usługi związane z uaktualnieniem oprogramowania oraz nadaniem mu nowej funkcjonalności.

Od kilku lat banki wymieniają informatyczne systemy rozproszone na zintegrowane. Podstawowymi zaletami rozwiązania scentralizowanego jest zbieranie wszystkich istotnych informacji o klientach, ich relacjach z bankiem oraz zarządzania nimi. Inną zaletą jest obsługa i pełna integracja tradycyjnych i elektronicznych kanałów dystrybucji, więc dostępność banku dla klienta w dowolnym miejscu i czasie. System oddziałowy, istniejący np. w PKO BP, nie pozwala na odmiejscowienie klienta. Znacznie utrudnia to korzystanie z usług banku.

— Brak odmiejscowienia klienta jest uciążliwy ze względu na powiązanie go z jednym oddziałem. Nie pozwala w pełni wykorzystać atutu rozległej sieci dystrybucji. Niewielkie są także możliwości wykorzystania zdalnych dyspozycji operacji bankowych poprzez call center, Internet, telefon komórkowy, co powoduje wysokie uzależnienie wszystkich klientów od fizycznej sieci placówek — twierdzi Leszek Zioło, przedstawiciel PKO Bank Polski.

Na bliskim nasycenia systemami scentralizowanymi rynku działa kilka firm dostarczających oprogramowanie dla sektora finansowego. Producenci aplikacji podkreślają przy tym, że choć rynek jest już bliski nasycenia, to jednak nie jest nasycony. Pojawiają się nowe instytucje finansowe, a poza tym nie wszyscy są zadowoleni z posiadanych systemów.

— Polski rynek nie jest jeszcze nie do końca nasycony, wciąż pozostają na nim banki będące potencjalnymi klientami dla dostawców scentralizowanych systemów bankowych. Momo że liczba banków stale zmniejsza się w wyniku fuzji i przejęć, to wśród pozostających na rynku instytucji nadak istnieje silna presja ze strony ich właścicieli na zmniejszenie kosztów działania oraz poprawę efektywności i jakości obsługi klientów. Wszystko to sprawia, że grupa banków wdrażających centralny system stale rośnie — zauważa Piotr Owczarek, kierownik firmy Sanchez Computer Associates Polska.

— Liczymy, że rynek bankowy poszerzy się o nowych graczy. Mam na myśli nowo powstające banki np. internetowe, które będą potrzebowały naszych produktów. Ważne dla firmy jest także przekonywanie banków do zmiany systemu, z którego dotychczas korzystają, na nasz — mówi Maciej Modrzejewski, dyrektor Fiserv Polska.

Domy software’owe liczą też na zarobek związany z rozbudową i serwisem istniejących już instalacji.

— Banki, zwiększając skalę swojej działalności, zakupują dodatkowe licencje. Poza tym dochód przynosi firmie sprzedaż usług, są to wdrożenia czy różnego rodzaju prace projektowe. Stałym źródłem dochodu są natomiast opłaty roczne za serwis pogwarancyjny oprogramowania — mówi Piotr Owczarek.

— To, że bank posiada system informatyczny, nie oznacza, że jest z niego całkowicie zadowolony. Każda licząca się instytucja finansowych co roku przeprowadza jakiś projekt informatyczny, przeważnie polegający na rozbudowie funkcjonalności systemu i poprawie działalności oddziałów — twierdzi Maciej Modrzejewski.

Opinię tę potwierdza badające rynek informatyczny biuro analityczne DiS. Z jego analiz wynika, że w najbliższych latach banki, oprócz inwestycji w optymalizację swoich standardowych procesów organizacyjnych, w kolejnych latach będą inwestowały w modne i aktualnie dostępne technicznie możliwości kontaktów z klientem. Należą do nich: bankomaty, bankowość elektroniczna, telebanking, bankowość internetowa, bankowość mobilna i kioski multimedialne. Konieczność modernizacji wspomnianych kanałów dystrybucji usług potwierdzają też bankowcy.

— Większość banków nie ma zintegrowanych z centralnym systemem aplikacji obsługujących, np. bankomaty. Oprogramowanie to najczęściej pochodzi od innego dostawcy. Gdy do banku napływa nowa fala klientów i mocno zwiększa się liczba transakcji elektronicznych wygodnych dla banku i klienta, system może zacząć działać niewydolnie, zawieszać się. Niedawno mogliśmy zaobserwować takie przykłady — uważa Ludomir Parfianowicz, dyrektor departamentu eksploatacji systemów w Banku Śląskim.

Okiem eksperta

Oscylator międzybankowy ciągle działa

Według danych Krajowej Izby Rozliczeniowej, w 2000 r. 87,5 proc. międzybankowych przepływów pieniężnych realizowano narzędziami transmisji elektronicznej, czyli systemem Elixir. Średnia dzienna wartość pieniędzy znajdujących się w obrocie międzybankowym wynosiła w 2000 roku 15,242 mld złotych, w listopadzie 2001 r. wartość ta wzrosła do ponad 19 mld złotych. Liczbę tę można otrzymać, dzieląc międzybankowe obroty roczne przez 252 dni robocze, gdyż mniej więcej przez tyle dni rocznie prowadzone są międzybankowe rozliczenia Krajowej Izby Rozliczeniowej.

Kwota ponad 15 miliardów złotych dziennie, dopóki nie zostanie zaksięgowana na kontach odbiorców, może być przedmiotem obrotu na rynku międzybankowym krajowym lub międzynarodowym i przynosić bankom określone zyski. Wzrost popularności Elixiru ogranicza te praktyki, choć z drugiej strony lokowaniu pieniędzy klientów poza ich kontami sprzyja przeniesienie we wrześniu 2000 r. trzeciej, wieczornej sesji rozliczeniowej KIR z godz. 19.30 na godzinę 17.30. Klient instytucjonalny z reguły nie podejmuje pieniędzy po 16.00, więc bank ma więcej czasu na przetrzymywanie jego pieniędzy, co najmniej do godz. 8.00 następnego dnia.

Przeprowadziliśmy ankietę wśród 236 księgowych z przedsiębiorstw dużych i średnich. Jedno z pytań dotyczyło czasu drogi przelewu pomiędzy bankami. Przeciętna roczna liczba dokumentów księgowych przypadających na przedsiębiorstwa ankietowanych wynosiła 17 tysięcy, co oznacza, że doświadczenie badanych księgowych oparte było na obserwacji losów około 4 mln operacji bankowych rocznie. Blisko 60 proc. badanych księgowych uznawało najczęściej, że przeciętny czas drogi przelewu w systemie bankowym wynosi jeden dzień i nie przekracza w żadnym banku okresu 5 dni, a ponad 25 proc. operacji realizowanych jest tego samego dnia.

Aby obliczyć zyski, które mógł przynieść w 2000 roku systemowi bankowemu pieniądz w drodze, założono dla uproszczenia, że średnie oprocentowanie na rynku międzybankowym jest jednakowe i wynosi 17 proc. w skali rocznej, do obliczeń przyjęto dane z czerwca 2001 roku. Drugim uproszczeniem niech będzie to, że rok operacyjny w bankach składa się jedynie z 252 dni roboczych. Przez to zapominamy, jak dużo system bankowy zarabia nie tylko na naszych wielodniowych „najdłuższych weekendach Europy”, ale na weekendach w ogóle. Jeden dzień przetrzymywania 15,242 mld złotych w systemie bankowym na 17 proc. rocznie daje zysk ponad 7 mln złotych. Mnożąc średnią dzienną ilość pieniądza w drodze przez oprocentowanie właściwe dla czasu jego przetrzymywania, czyli od 1 do 5 dni oraz prawdopodobieństwo, że trzymany on jest właśnie przez taki czas, a następnie iloczyny te sumując od jednego do pięciu i otrzymaną sumę mnożąc przez 252, otrzymujemy roczną wartość oprocentowania pieniądza w drodze. Według powyższych wyliczeń, cały system bankowy mógłby zarobić na swojej opieszałości nawet 1,679 mld złotych (około 400 mln USD), co stanowiłoby istotną część zysku całego sektora bankowego w Polsce.

Andrzej Dyżewski, właściciel biura badawczego DiS