Finansista na kolei

aktualizacja: 26-10-2017, 23:39

Jak połączyć hobby z pracą i inwestowaniem, wie Bartłomiej Buczek, wiceprezes trójmiejskiej SKM. Kolekcjonuje zabytkowe tablice i latarnie kolejowe, a w wolnych chwilach wozi turystów wąskotorówką.

 PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście to aglomeracyjny przewoźnik kolejowy, który każdego dnia wozi ludzi ponad 400 pociągami. Od lat inwestuje w modernizację infrastruktury i taboru, a teraz szykuje się do zakupu 10 elektrycznych zespołów trakcyjnych. Wszystko po to, by efektywniej obsługiwać pasażerów. Prywatnie w kolej inwestują także menedżerowie firmy. Jednym z nich jest Bartłomiej Buczek, członek zarządu i dyrektor ds. przewozów SKM, nadzorujący m.in. eksploatację taboru i od pięciu lat reprezentujący grupę PKP i innych przewoźników na forum Międzynarodowego Związku Kolei (UIC). Oszczędności przeznacza na kolejowe trofea. Kolekcjonuje tabliczki z parowozów, lokomotyw i wagonów, kolejowe latarnie i mundury oraz dokumenty i księgi pojazdów. W ogrodzie ma dwa 40-metrowe wąskie tory i wagony zbudowane w skali jeden do sześciu. Wiosną 2018 r. zamierza dobudować trzeci tor i rozjazdy. Jeśli plan się powiedzie, pomyśli o zakupie lokomotywy.

Zobacz więcej

Dziedzictwo. Polskie Koleje Państwowe powstały 24 września 1926 r. Kolekcjonując tablice z lokomotyw i wagonów oraz księgi pojazdów, możemy odtworzyć jeszcze wcześniejszą historię polskiego kolejnictwa — mówi Bartłomiej Buczek, członek zarządu i dyrektor ds. przewozów trójmiejskiej PKP SKM. Fot. ARC

— Kolekcjonowanie jest jednocześnie moim hobby, pasją i inwestycją. Przede wszystkim jednak staram się zachować pamięć o historii kolei. Jedni inwestują w dzieła sztuki, inni wolą zabytki kolejowe — mówi Bartłomiej Buczek. Jego zbiory liczą ponad 500 tabliczek z wagonów i lokomotyw oraz ponad 50 latarni. Najstarsza tablica pochodzi z 1875 r. z dźwigu parowego. Do najcenniejszych okazów należy też latarnia czołowa z amerykańskiego parowozu Tr 201. — W 1946 r. te parowozy były przekazywane przez armię amerykańską do prac związanych z powojenną odbudową — wyjaśnia Bartłomiej Buczek.

Szkolna pasja

Tablice zaczął zbierać jeszcze w podstawówce. Pochodziły ze składów i pojazdów przeznaczonych na złom. — Pierwsza była tablica z parowozu Ty2, którą otrzymałem w 1986 r. od kolejarzy w Zajączkowie Tczewskim. Nie planowałem wówczas tworzenia kolekcji, ale po pewnym czasie się dowiedziałem, że w Skarżysku Kamiennej do kasacji będą przeznaczane parowozy Pt 47. Napisałem do tamtejszego naczelnika lokomotywowni, prosząc o zabezpieczenie tablic. Na wyjazd do Skarżyska czekałem ponad pół roku, ale cierpliwość się opłaciła, bo bez problemu je otrzymałem — wspomina Bartłomiej Buczek. Ty2 to niemiecka lokomotywa produkowana w czasie II wojny światowej, nazywana także Kriegslokomotive, a Pt 47 to polski parowóz produkowany w latach 1948-51 na potrzeby dalekobieżnego ruchu pasażerskiego. Dzisiaj zdobycie kolejowych trofeów nie jest już takie łatwe.

— Można je kupić od innych kolekcjonerów albo za pośrednictwem portali internetowych. Nie są to tanie rzeczy, ale o wartości kolekcji wolałbym nie mówić. Zdarza się też, że wymieniamy się z innymi kolekcjonerami. Czasem starsze osoby, których dzieci nie są zainteresowane rozwojem kolekcji, sprzedają lub oddają eksponaty — mówi Bartłomiej Buczek.

Zapewnia, że jego 18-letni syn przejął pasję ojca. A wymaga ona dużej wiedzy historycznej i o kolejowych pojazdach, latarniach czy mundurach. Zdarza się bowiem, że proponowane są podróbki.

— W Polsce jest jedynie około 20 kolekcjonerów, nie ma natomiast rzeczoznawców, więc musimy sami sobie radzić, oceniając, czy kupujemy oryginały czy falsyfikaty. Zazwyczaj na oryginalnych tablicach są trudne do podrobienia ślady sproszkowanego węgla lub smaru — tłumaczy członek zarządu trójmiejskiej SKM. Mniej zamożni pasjonaci historii kolejnictwa mogą także legalnie kupować kopie tablic i innych eksponatów na rynkach falsyfikatów w Norymberdze i Uerdingen.

Leciwe trofea kolejowe, choć należą do Bartłomieja Buczka, podlegają ochronie przewidzianej w przepisach o ochronie zabytków: nie mogą być sprzedane ani wywożone za granicę bez zgody urzędników.

— Nie konkurujemy z muzeami. Czasem wypożyczamy nasze eksponaty na imprezy targowe czy uroczystości branżowe, ale za granicę — podobnie jak dzieł sztuki — wywieźć nie możemy — mówi Bartłomiej Buczek. Twierdzi, że kolekcjonerzy przywiązują ogromną wagę do legalności zdobywania eksponatów. — Naszym celem jest wspomaganie instytucji kultury w ratowaniu zabytków, a nie czynienie szkody. Dokumentowanie historii to pasja i misja — dodaje. Jemu udało się kupić tablice z polskich lokomotyw i wagonów na Białorusi i na Ukrainie.

Nietypowy maszynista

Kolekcjonowanie to nie jedyne kolejowe hobby Bartłomieja Buczka. Chociaż z wykształcenia jest ekonomistą, zawodowo menedżerem, to w wolnych chwilach pracuje jako… maszynista.

— Mam prawo kierowania kolejowymi pojazdami spalinowymi i parowymi. W weekendy prowadzę kursy turystyczne w Żuławskiej Kolei Dojazdowej i na linii wąskotorowej w Rudach Raciborskich — opowiada Bartłomiej Buczek.

W wakacje ma zajęte niemal wszystkie weekendy, bo wozi turystów wąskotorówką. I nie zamierza na tym poprzestać. Przygotowuje się do zdobycia licencji maszynisty pociągów elektrycznych, by realizować także kursy tradycyjnymi składami. A jednocześnie…

— Staram się zrobić doktorat z ekonomii. Mam nadzieję, że i ten plan się powiedzie — zapowiada Bartłomiej Buczek.

Ma także ważne zadanie do wykonania w grupie PKP. Opracowuje koncepcję wdrożenia wspólnego biletu, który będzie dostępny nie tylko dla pasażerów państwowych przewoźników kolejowych, ale także dla osób korzystających z usług kolei samorządowych. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KATARZYNA KAPCZYŃSKA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Finansista na kolei