Fiordy orzeźwią duszę

Mira Wszelaka
opublikowano: 2007-09-21 00:00

Zielone, skaliste wzgórza o białych szczytach, poprzecinane kaskadami strumieni, rozdarte wodą oceanu.

NORWEGIA Kto szuka natchnienia lub wytchnienia, znajdzie je wśród fiordów.

Zielone, skaliste wzgórza o białych szczytach, poprzecinane kaskadami strumieni, rozdarte wodą oceanu.

Uroków norweskich fior-dów trzeba doświadczyć osobiście, wybierając się nawet w krótką, kilkudniową podróż.

Wikingowie. Kto w dzieciństwie nie marzył, by przeżyć przygody pierwszych odkrywców Ameryki. Choć w rzeczywistości nigdy nie nosili rogatych hełmów, to grabieni przez nich mieszkańcy Anglii utożsamiali ich z diabłami. Zaprawieni w trudnych warunkach klimatycznych, potrafili trzy dni wiosłować bez wytchnienia, by z zaskoczenia łupić protoplastów Albionu. Aby zrozumieć naturę potomków wikingów, wyprawę dobrze rozpocząć od któregoś z wielu miasteczek północy.

Arktyczny chłód

Miłośnicy niskiej temperatury i ekstremalnych doznań mogą zaryzykować podróż aż pod biegun. W taką wyprawę najlepiej wyruszyć samolotem z Oslo do Kirkenes, tuż przy granicy z Rosją. Stąd wystarczy pokusić się o podróż autokarem na przylądek północny na 71 równoleżniku, na wysokości 307 m n.p.m. Wrażenia niezapomniane, zwłaszcza podczas zorzy polarnej.

Odporni na chorobę morską mogą skorzystać z oferty promu Hurtigruten i, podziwiając z pokładu chłodne oblicze ośnieżonych fiordów, podążyć na południe do Tromso, stolicy arktycznej Norwegii, zwanej także Paryżem Północy. U wybrzeży, w zimowej scenerii czekają połyskujące w wodzie foki, na lądzie zaś zaprzęgi husky i zaopatrzone w gorącą herbatę lavvo — lapońskie namioty. W tle czai się cudnie górzysty archipelag Lofotów.

Po drodze koniecznie trzeba wstąpić do Hammerfest, które szczyci się mianem najbardziej wysuniętego na północ miasta na świecie. Dalej na południe i nieco na wschód, i jesteśmy w Trond-heim, stolicy sportów zimowych, nad Wisłą kojarzonym głównie z zawodami w skokach narciarskich. Aby tu dotrzeć, trzeba poświęcić co najmniej jeden dzień. Warto, bo, prócz zimowych atrakcji, można zwiedzić także słynną katedrę Nidaros, jedno z największych dzieł gotyku północy.

Kolejnym przystankiem, który dla mniej odpornych na chłód może być także początkiem podróży po norweskich fiordach, jest Alesund. Wyjątkowo malownicze miasteczko w początkach ubiegłego wieku przeżyło wielką tragedię. Pożar w jedną noc strawił niemal wszystkie zabudowania (w owym czasie wznoszone głównie z drewna). W połowie stycznia w temperaturze przekraczającej 20 stopni poniżej zera, dach nad głową stracili niemal wszyscy mieszkańcy. Na pomoc pogorzelcom ruszyła cała Europa. Niezwykłą inscenizację tych wydarzeń, wraz z pamiątkami w postaci fotografii, można obejrzeć w muzeum miasta.

Aby przekonać się, jak surowe było codzienne życie wikingów, warto odwiedzić okoliczny skansen. Znajdziemy w nim nie tylko małe chatki z dachami pokrytymi mchem, spiżarnie na zaokrąglonych nóżkach, chroniące jadło przed gryzoniami, lecz także wiele typów łodzi, które stanowiły podstawę egzystencji.

Z Alesund już tylko krok do fiordu Geiranger, który niedawno trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podążając tzw. Drogą Orłów, można zatracić się w obserwacji majestatu gór i spokoju wody, podziwiając je także z lotu ptaka.

Brama do raju

Kluczem do skandynawskiej krainy snów, jaką są fiordy i zamieszkujące bezkresne odchłanie górskich wodospadów trolle, jest pierwsza stolica państwa — Bergen. To kres wyprawy promowej i absolutnie obowiązkowy przystanek w odwiedzinach Norwegii. Miasto niczym pierścień otacza siedem wzgórz.

U wejścia do portu znajdziemy zabytkowe drewniane składy zwane Bryggen — nabrzeże oraz słynny targ rybny. Jeden ze składów zaadaptowano na muzeum hanzeatyckie. Można w nim obejrzeć stosowane przez wikingów techniki suszenia ryb, poznać historie z czasów świetności Bergen jako faktorii Hanzy czy ciekawą kolekcję trzynastowiecznych pieczęci z różnych miast Europy, m.in. Gdańska, Elbląga, Szczecina czy Wrocławia.

Szczególną osobliwością są sypialnie dla pracowników faktorii, które urządzono w małych, zamykanych pomieszczeniach przypominających szafy (lub współczesne japońskie kapsuły), często piętrowe. Dzięki temu zatrzymywano ciepło, którego brakowało na skutek zakazu palenia ognia w mieszkaniach.

Ze składami, które pełnią rolę starówki, sąsiaduje zamek króla Hakkona z czasów, kiedy miasto było stolicą państwa. Prawdziwą atrakcją Bergen jest kolejka wjeżdżająca na szczyt góry Floyen. Z punktu widokowego rozpościera się niezwykły widok na, otoczone łańcuchem gór i poprzecinane wstęgami wody, miasto.

Miłośnicy muzyki nie mogą wyjechać stąd bez odwiedzin u Edwarda Griega, światowej sławy kompozytora, który większość życia spędził w Troldhaugen, czyli na Wzgórzu Troli. Obok wielu wzruszających dzieł został tam po nim m.in. mały czerwony domek z widokiem na szafirową taflę fiordu, w którym artysta szukał natchnienia.

I Bóg stworzył doskonałość

Wielkie niedopatrzenie, że fiordu Naeroyfjord (jednej z odnóg Songefjord o długości 204 km) nie ma na oficjalnej liście największych cudów świata. Każdy, kto tu kiedykolwiek zawitał, z pewnością doświadczył poczucia piękna doskonałego. Aby się tu dostać, należy koleją pokonać odcinek z Bergen do Myrdal i kontynuować podróż słynną koleją Flam do miejscowości o tej samej nazwie. Zielone wagoniki w secesyjnej krasie mkną urwiskami i dolinami po to, by na chwilę zniknąć w skale tunelu i znów wyłonić się, ukazując góry we wszystkich możliwych odcieniach zieleni, w towarzystwie spadających kaskadami wodospadów.

Linię kolejową, uznaną za cud techniki, budowano przez 20 lat, w pełni oddając do użytku w 1944 r. Aż trudno uwierzyć, że 18 z 20 przecinających górskie skały tuneli wykopano ręcznie. Po dotarciu do małej osady Flam należy zaokrętować się na prom do Gudwangen. Wraz z pierwszymi węzłami odbijającej z lądu jednostki rozpocznie się najważniejsza część podróży. Ten najwęższy fiord, również wpisany na listę UNESCO, zachwyca nie tylko różnorodnością przyrody, lecz także spokojem i majestatem. Pokryte zielenią skaliste wzgórza i urwiste klify zwieńczone bielą śniegu, przecinają wodospady i przełęcze, na których z rzadka można spotkać małe domki. Ich mieszkańcy mogą opuścić swój mały raj na ziemi jedynie motorówką.

Zachwytom nie ma końca przez 20 km podróży wąskimi przesmykami. Zapowiada je oczekujący u samego wejścia do fiordu 500-metrowy wodospad Sagfossen (jeden z najdłuższych w Norwegii), a wieńczy wjazd autokarem po ostrym zboczu Stalheim, z zapierającym dech w piersiach widokiem na dolinę Naeroy.

Norwegii nie można opuścić bez wyprawy do jeszcze jednego fiordu — Hardanger, który sąsiaduje z pasmem gór o tej samej nazwie. Podróż wzdłuż brzegu wijącymi się serpentynami, często przylepionymi do ostrych górskich zboczy kończących się w toniach fiordu, prowadzi nas do malowniczego miasteczka Ulvik.