Firmy będące w naprawie też chcą subwencji

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2020-06-04 22:00

Tarcza finansowa wyklucza możliwość otrzymania wsparcia przez spółki będące w restrukturyzacji. Takie przedsiębiorstwa też chcą mieć do niego prawo

Z artykułu dowiesz się
  • dlaczego firmy w restrukturyzacji nie mogą skorzystać z tarczy finansowej 
  • co o wykluczeniu sądzą przedsiębiorcy i jakie mają argumenty za zmianą
  • jaki jest ratunek dla firm w naprawie 

Z pomocy w ramach tarczy finansowej nie mogą skorzystać przedsiębiorstwa, które się restrukturyzują. Zdaniem Andrzej Kamińskiego, prezesa spółki Elektrotechnika Mors, która od sześciu lat działa w procesie upadłości układowej, to wykluczenie jest niesprawiedliwe.

TO NIESPRAWIEDLIWE:
TO NIESPRAWIEDLIWE:
Od sześciu lat bez zarzutu spłacamy swoje zobowiązania w procesie upadłości układowej. Utrzymujemy miejsca pracy. Wpłaciliśmy do kasy państwa w tym czasie prawie 40 mln zł. Dlaczego nie możemy skorzystać z subwencji tak jak inne firmy? — mówi Andrzej Kamiński, prezes Elektrotechniki Mors.
Mateusz Ochocki

— Tacy przedsiębiorcy też cierpią z powodu pandemii, jak każda normalna firma, a od pomocy zostali odcięci, co dodatkowo utrudnia im funkcjonowanie w i tak niełatwym procesie — mówi Andrzej Kamiński.

Wykluczeni

Zgadza się z nim Andrzej Głowacki, prezes DGA Centrum Sanacji.

— Tarcza Finansowa PFR ewidentnie krzywdzi podmioty, dla których sądy uprzednio otworzyły postępowania restrukturyzacyjne. Oczywiście można twierdzić, że skorzystały z przywileju ochrony przed wierzycielami i zawieszenia spłaty zobowiązań powstałych przed jego otwarciem. To jednak nie zapewnia dopływu gotówki do przedsiębiorstw, które popadły w tarapaty. Skutki pandemii dotykają wszystkie firmy, także te będące w trakcie sądowej restrukturyzacji, których sytuacja jest szczególnie trudna — mówi Andrzej Głowacki.

Podobnego zdania jest Bartosz Sierakowski, wiceprezes spółki Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja.

— Jest oczywiste, że prowadzące działalność operacyjną podmioty w restrukturyzacji też zostały dotknięte skutkami COVID-19, a w związku z tym powinny mieć — w imię konstytucyjnej zasady równości — możliwość skorzystania z pomocy oferowanej w ramach tzw. tarczy 2.0 na takich samych zasadach co pozostali przedsiębiorcy. Chodzi tu o uzyskanie takiego wsparcia, które pozwoli wyrównać uszczerbek majątkowy, jaki powstał po stronie przedsiębiorcy wskutek działania koronawirusa, a przez to utrzymać i kontynuować prowadzoną działalność gospodarczą — mówi Bartosz Sierakowski.

Andrzej Kamiński zauważa, że możliwość skorzystania z subwencji paradoksalnie mają choćby te firmy, w przypadku których wniosek o postępowanie upadłościowe został oddalony, bo ich majątek nie wystarczyłby na pokrycie kosztów przeprowadzenia tego procesu.

— Są one w dużo gorszej sytuacji niż spółki, które się restrukturyzują, walcząc o przeżycie i utrzymanie miejsc pracy. Nasza sytuacja jest stabilna. Spłacamy wszystkie zobowiązania. Regularnie płacimy podatki, podobnie jak zdrowe firmy uprawnione do pomocy. Dlatego uważamy, że zapis zawarty w tarczy finansowej, który wyklucza restrukturyzowane podmioty, powinien zostać usunięty — mówi Andrzej Kamiński.

Z informacji, którą otrzymaliśmy od PFR, wyłączenie spółek w restrukturyzacji z pomocy to efekt pkt 22 c komunikatu Komisji Europejskiej Tymczasowe Ramy Środków Pomocy Państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19, który mówi o tym, że pomoc nie może być przyznawana przedsiębiorstwu, które 31 grudnia 2019 r. znajdowało się w trudnej sytuacji. Dlatego warunek odnoszący się do niepozostawania w stanie likwidacji, upadłości lub restrukturyzacji na dzień składania wniosku oraz zawarcia odpowiedniej umowy finansowania znalazł się w treści projektów uchwał Rady Ministrów wdrażających programy tarczy finansowej.

Dodatkowy cios

Trzy i pół miliona złotych, które w formie subwencji przysługiwałoby Elektrotechnice Mors, uzupełniłoby firmie stratę przychodu z powodu pandemii i pozwoliło jej na utrzymanie płynności finansowej. Ponadto gdyby spółka nie była w naprawie, mogłaby liczyć na 600 tys. zł dopłat do płac. Elektrotechnika Mors jest hurtownią elektrotechniczną, która oferuje przedsiębiorstwom m.in. elementy układów elektrycznych, kable i przewody. Nie ucierpiała z powodu samej pandemii, ale mocno dało jej w kość zamrożenie gospodarki, które spowodowało zmniejszenie zakupów przez klientów. W efekcie przychody spadły o ok. 40 proc. Do tej pory spółka co miesiąc generowała 8-9 mln zł obrotu, a w kwietniu było to tylko 5,5 mln zł. Następne miesiące nie zapowiadają się lepiej. Firma znalazła się w upadłości układowej we wrześniu 2014 r. To był skutek nagłego wypowiedzenia jej kredytów jednocześnie przed dwa banki.

— W sumie zażądały od nas natychmiastowej spłaty 20 mln zł. Chcieliśmy je przekonać do rozłożenia spłaty na dwa lata, ale zgodziły się tylko na dwa miesiące. Gdybyśmy próbowali taką kwotę rozliczyć zgodnie z żądaniem banków, Elektrotechniki Mors nie byłoby już na rynku. Dlatego zdecydowaliśmy się na naprawę w ramach upadłości układowej. W tym procesie, pod ochroną sądu, funkcjonujemy już sześć lat — opowiada Andrzej Kamiński.

Jednak, jak dodaje, o ile plusem tego procesu jest ochrona przed postępowaniami egzekucyjnymi i tym samym zapewnienie czasu na restrukturyzację, to dużym minusem jest stygmatyzacja.

— Na samo hasło upadłość albo restrukturyzacja pracownicy, klienci i kontrahenci automatycznie odwracają się od firmy. To dodatkowo utrudnia wyjście na prostą — mówi Andrzej Kamiński.

Mimo to z ponad 200 miejsc pracy udało się utrzymać 132. Ponadto Elektrotechnika Mors regularnie spłaca swoje zobowiązania, wypracowując rok do roku zysk.

— W ciągu sześciu lat funkcjonowania w upadłości układowej wpłaciliśmy do kasy państwa prawie 40 mln zł w formie podatków i opłat. Co miesiąc wpłacamy ok. 700 tys. zł. Nie zalegamy z żadnymi podatkami ani płatnościami do ZUS czy US. Proces upadłości układowej zobowiązuje nas do zaspokajania w pierwszej kolejności bieżących zobowiązań, w tym publicznoprawnych. Dlatego jesteśmy bezpiecznym beneficjentem pomocy w ramach tarczy finansowej. Fakt, że nie możemy z niej skorzystać, zaburza nam możliwość konkurowania. Nasi konkurenci dostają wsparcie, a my nie. Mamy koszty stałe, a pieniędzy wpływa nam teraz mniej. Subwencja uzupełniłaby tę lukę i pozwoliła na funkcjonowanie bez zakłóceń — mówi Andrzej Kamiński.

Niestety, na razie nic nie wskazuje na to, aby zasady dotyczące wykluczenia z subwencji firm będących w naprawie miały się zmienić.

Walka mimo trudności

Z 58 mln zł kredytów Elektrotechnika Mors ma do spłaty jeszcze 24 mln zł. Do tego dochodzi 23 mln zł innych zobowiązań dla kontrahentów handlowych.

— Wierzę, że bez problemu spłacimy te zobowiązania w ciągu następnych kilku lat — mówi Andrzej Kamiński.

Teoretycznie firma mogłaby już — w wyniku głosowania wierzycieli — wyjść z procesu upadłości i na powrót stać się normalną spółką. Upadłość układowa, w której się znajduje, to proces będący częścią prawa naprawczego funkcjonującego przed 2016 r. Głosowanie wierzycieli ma skutkować zawarciem układu, który zapewni spłaty ich wierzytelności w sposób korzystniejszy, niż miałoby to miejsce, gdyby majątek dłużnika został zlikwidowany. Zakończenie procesu w przypadku Elektrotechniki Mors jest blokowane przez brak możliwości ustalenia ostatecznej listy wierzycieli, ponieważ spornych jest więcej niż 15 proc. wierzytelności. Jak zostanie ona ustalona, wierzyciele podczas głosowania zdecydują o układzie. Zdarza się jednak, że w takiej sytuacji wolą oni zaspokoić się z masy upadłości, o ile uznają to rozwiązanie za bardziej korzystne.

— Raczej nam to nie grozi, ponieważ w wyniku układu wierzyciele mogą odzyskać około pięć razy więcej długów niż byłoby to możliwe w przypadku upadłości — mówi Andrzej Kamiński.

Sprawdź program webinaru "Zwolnienia pracowników na odległość", 15 czerwca 10:00 >>