Firmy boją się otwartych innowacji

opublikowano: 06-11-2018, 22:00

„Open innovation” przyśpiesza wdrażanie technologii. Wymaga podzielenia się know-how, a to w Polsce granica trudna do przekroczenia

Metoda kreowania innowacji, która wykiełkowała w Centrum Open Innovation na Uniwersytecie w Berkeley, zdobyła na świecie rzesze zwolenników. W założeniu: nakazuje firmom wychodzenie poza własne laboratoria i działy badawczo-rozwojowe i otwieranie się na współpracę z zewnętrznymi podmiotami. Zachęca do budowania konsorcjów biznesowych i sieci kontaktów z instytucjami naukowo- -badawczymi, start-upami, mniejszymi firmami technologicznymi, ale też klientami oraz większej wymiany wiedzy.

Firmom opłaca się działać w sieci otwartych innowacji — taką metodę
rozwoju poleca Marta Kutyna-Bakalarska, dyrektor działu zarządzania innowacjami
w Maspex. Najpierw trzeba jednak dobrze poznać metody organizowania i
koordynowania tego rodzaju współpracy.
Zobacz więcej

WYMIANA WIEDZY:

Firmom opłaca się działać w sieci otwartych innowacji — taką metodę rozwoju poleca Marta Kutyna-Bakalarska, dyrektor działu zarządzania innowacjami w Maspex. Najpierw trzeba jednak dobrze poznać metody organizowania i koordynowania tego rodzaju współpracy. Fot. Marek Wiśniewski

Otwartość promowana w ramach koncepcji „open innovation” przyśpiesza wdrażanie najnowszych, dostępnych na rynku rozwiązań i rozwój technologiczny całych sektorów gospodarki. Jednak polskie firmy i jednostki badawcze, które funkcjonowały dotychczas w odgrodzeniu, wciąż podchodzą do siebie nieufnie i hołdują standardowym metodom.

Podstawą współpraca

Z obserwacji Marty Kutyny-Bakalarskiej, dyrektor działu zarządzania innowacjami w firmie spożywczej Maspex, bazujących m.in. na aktywności spółki w konsorcjum EIT Food (utworzonym przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii), wynika, że przedsiębiorcy ze Skandynawii czy Europy Zachodniej chętniej niż krajowi czerpią inspiracje i konkretne rozwiązania od start-upów czy naukowców. Na tamtejszych rynkach istnieją też silne powiązania firm z instytutami badawczymi, czego przykładem jest niemiecki Fraunhofer.

Jej zdaniem, nasze instytucje naukowo-badawcze dopiero uczą się współpracować. Poniekąd wymuszają to na nich działania Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz programy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Ale zaznaczyć trzeba, że polskie firmy rzadziej decydują się na kreowanie własnych rozwiązań, częściej sięgają po nowości oferowane np. przez zachodnioeuropejskich i amerykańskich dostawców IT.

Korzysta z nich również Maspex, jednak gdy zachodzi potrzeba dopasowania rozwiązań do specyfiki branży, sięga też po wsparcie i projekty innych.

Mniej powszechnym instrumentem „open innovation” jest korzystanie z pomysłów własnych pracowników, niekoniecznie zatrudnionych w działach B+R. W tym duchu w Maspeksie uruchomiono np. program Pomysłomania.

Własność intelektualna

Zwolennikiem „otwartego” modelu wdrażania innowacji jest również założona w Polsce Fibar Group, dostawca rozwiązań z zakresu automatyki budynkowej i smart home, która niedawno została zakupiona przez włoską grupę Nice.

— Zaletą stosowania modelu „open innovation” jest znaczne skrócenie czasu potrzebnego na wdrażanie innowacji. Duże firmy i organizacje mają zazwyczaj rozbudowane struktury i procedury, które hamują nowe pomysły. Spółki technologiczne walczą natomiast z czasem i nie mogą sobie pozwolić na opóźnienia. Dodatkowo, projekty innowacyjne w początkowej fazie wymagają szybkiego wprowadzania zmian, ciągłych korekt i dostosowywania wymogów biznesowych do rzeczywistości rynkowej — wymienia Mikołaj Pertek, dyrektor Fibaro w Polsce.

W tym przypadku koncepcja „open innovation” realizowana jest przez spółkę córkę — Fibar Group Intellectuall Property Assets. W niej scedowane zostały zarządzanie własnością intelektualną oraz pozyskiwanie innowacyjnych rozwiązań z sektora internetu rzeczy w różnych modelach współpracy z rynkiem.

Najtrudniejsze w idei „open innovation” jest pogodzenie i zabezpieczenie interesów wszystkich stron współpracy. Przedsiębiorcy obawiają się utraty know-how, instytuty naukowe i badawcze potrzebują pewności, że i one będą partycypować w zyskach ze wspólnie wypracowanych rozwiązań, a niedoświadczone biznesowo start-upy boją się wchłonięcia przez wielkie koncerny. Bez wypracowanie klarownych zasad współpracy, przypieczętowanych np. umowami o poufności, nie zdołają „otworzyć się” na innych.

Sprawdź program konferencji "Research & Innovation Forum", 13-14 listopada 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Firmy boją się otwartych innowacji