Firmy nie chcą wiązać się na stałe

Jacek Kowalczyk, współpraca: Marta Bellon
opublikowano: 2011-03-01 00:00

Przedsiębiorcy korzystają z antykryzysowej furtki w prawie pracy. Jeśli zatrudniają, to głównie tymczasowo.

Umów o pracę na czas nieokreślony ubywa — to kolejny dowód, że gospodarka stąpa po grząskim gruncie

Przedsiębiorcy korzystają z antykryzysowej furtki w prawie pracy. Jeśli zatrudniają, to głównie tymczasowo.

Na pierwszy rzut oka sytuacja na rynku pracy dynamicznie się poprawia. Firmy od kilkunastu miesięcy zwiększają zatrudnienie, a pracownicy dostają coraz wyższe podwyżki płac. Szczegółowe statystyki pokazują jednak, że sytuacja aż tak różowa nie jest. Przyrost zatrudnienia w gospodarce zawdzięczamy wyłącznie miejscom pracy stworzonym na czas określony. Taką posadę z "terminem ważności" ma już 3,45 mln osób, czyli najwięcej od początku transformacji.

Łatwy rozwód

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba pracowników zatrudnionych w ramach umów czasowych (umowy o pracę na czas określony, umowy-zlecenia czy o dzieło) wzrosła w 2010 r. o 173 tys. osób. W tym czasie grono osób zatrudnionych na czas nieokreślony wręcz się skurczyło — o 98 tys.

— Przedsiębiorcy odczuli w ostatnich dniach wzrost popytu. Żeby obsłużyć zamówienia, musieli zatrudniać ludzi. Nie są jednak pewni, że ten podwyższony popyt się utrzyma, dlatego znacznie częściej niż w poprzednich latach oferują zatrudnienie na czas określony — wyjaśnia Karolina Sędzimir, ekonomistka rynku pracy PKO PB.

Okresowe formy zatrudnienia są mało komfortowe dla pracowników, ale z punktu widzenia pracodawcy oznaczają niższe koszty ewentualnej restrukturyzacji. Firma nie musi podawać przyczyny zwolnienia i nie płaci odprawy.

— Rzeczywiście zatrudniamy na podstawie umów na czas określony, choć te umowy później są przedłużane. Tak jest bezpieczniej dla firmy — potwierdza Waldemar Kapszukiewicz, dyrektor zarządzający firmy Etigraf Etykiety. pl, Gazeli Biznesu z województwa łódzkiego.

Boom na umowy czasowe, oprócz ekonomicznego, ma też uzasadnienie prawne. W połowie 2009 r. weszła w życie specjalna ustawa antykryzysowa, znosząca ograniczenia w zatrudnianiu na czas określony. Pracodawca nie musi już po dwóch takich umowach zaproponować pracownikowi etatu na stałe.

— Do końca 2011 r. firma może podpisać dowolną liczbę umów na czas określony. Widać, że przedsiębiorcy chętnie z tej furtki korzystają. Dziś mają nadmiar zamówień, za dwa miesiące ich brakuje — mówi Barbara Drabich, pełnomocnik zarządu do spraw prawa pracy w Manpower Polska.

Na glinianych nogach

Asekuracyjna polityka zatrudnieniowa firm to kolejny dowód na to, że ożywienie gospodarcze ma kruche podstawy. Ten sam niepokój widać w danych o inwestycjach w przedsiębiorstwach. Ekonomiści od kilku kwartałów zapowiadają odbicie, tymczasem dane ciągle tego nie potwierdzają.

— To jest jak horyzont — oddala się wraz z każdym krokiem w jego stronę. Podstawy do odbicia w inwestycjach są: zamówienia rosną i podnoszą wykorzystanie mocy wytwórczych. Mimo to firmy cały czas wstrzymują się z decyzją. Boją się, że przeinwestują — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Fortis.

Rosnący niepokój przedsiębiorców potwierdzają też cykliczne badania koniunktury. Większość tego rodzaju sondaży wśród szefów firm pokazuje, że w ostatnich miesiącach spadł odsetek przedsiębiorstw oczekujących poprawy ich sytuacji finansowej, a rośnie odsetek tych, które oczekują pogorszenia. Tę samą tendencję widać w ostatnim badaniu "PB" wśród Gazel Biznesu —odsetek optymistów spadł z 53 proc. na jesieni do 35 proc.

— Z jednej strony, w gospodarce nic złego się nie dzieje, żadnego drugiego dna kryzysu nie należy się spodziewać. Z drugiej, nie należy spodziewać się też, że gospodarka będzie przyspieszać cały czas tak szybko, jak w czasie wychodzenia z kryzysu. Czas, kiedy każdy kwartał był lepszy od poprzedniego, mamy za sobą —ostrzega Marcin Mróz.

Współpraca: Marta Bellon

Jeszcze dziesięć miesięcy ulgi

Po wybuchu kryzysu jednym z narzędzi łagodzenia jego skutków była ustawa antykryzysowa. Zakładała m. in., że pracodawca może z pracownikiem podpisać nieskończoną liczbę umów na czas określony, jeżeli ich łączny czas nie przekracza 24 miesięcy (np. 8 umów po trzy miesiące). Wcześniej firma po dwóch takich umowach musiała zatrudnić pracownika na stałe albo się z nim pożegnać. Zmiana dawała firmom elastyczność i ułatwiała przetrwanie w trudnych czasach. Furtka działa jednak tylko do końca 2011 r.

Rysy na koniunkturze

Niepewne podstawy ożywienia gospodarczego widać w kilku wskaźnikach gospodarczych:

— spadek liczby umów o pracę na czas określony,

— stagnacja nakładów inwestycyjnych w sektorze przedsiębiorstw,

— obniżenie się wskaźników koniunktury w większości tego typu badań (NPB, PMI, Gazelowy Indeks Tendencji),

— obniżenie się Wskaźnika Bezpieczeństwa Działalności Gospodarczej — wzrost ryzyka zatorów płatniczych.