Firmy pożyczkowe rosną w siłę

opublikowano: 13-04-2012, 00:00

Imponująca dynamika to efekt niskiej bazy i rozrostu sieci, a nie rekomendacji T. Prawdziwe zagrożenie KNF widzie gdzie indziej.

Głośno zrobiło się o shadow bankingu, czyli tej części rynku finansowego, który nie podlega Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Stało się tak za sprawą samej KNF, która zaczęła się martwić, czy rekomendacja dotycząca kredytów zbyt mocno nie ograniczyła zdolności kredytowej Polaków i nie pchnęła ich w ręce parabanków, które wytycznymi regulatora nie muszą się przejmować.

Informacje napływające od firm pożyczkowych rzeczywiście wskazują, że rosną one jak na drożdżach. Wrażenie robi raport giełdowej Marki (notowanej na NewConnect), która prawie podwoiła sprzedaż w 2011 r. SMS Kredyt, również publiczna spółka, urósł o ponad 200 proc. Dwukrotnie większa stała się Optima, należąca do amerykańskiej grupy Dollar Financial Service. Wolniej rozwijał się Provident, lider tego rynku, który jednak od lat notuje stałe 7-8-procentowe tempo wzrostu. David Parkinson, prezes firmy, po ogłoszeniu wyników rocznych przez właściciela, brytyjską spółkę IPF, powiedział „Pulsowi Biznesu”, że nie tylko nie widzi wzmożonego napływu klientów do shadow bankingu, ale — podobnie jak banki — w czwartym kwartale 2011 r., odnotował spadek sprzedaży pożyczek.

Migracji nie ma

Skąd zatem wysokie zwyżki innych pożyczkodawców? Po pierwsze mamy do czynienia z efektem niskiej bazy. Drugi powód objaśnia Jarosław Chęciński, dyrektor wykonawczy Profi Credit.

— W ubiegłym roku osiągnęliśmy 100-procentowy wzrost sprzedaży, ale to wynika z rozwoju geograficznego spółki. Firma działa już prawie na terenie całej Polski — mówi dyrektor Chęciński.

Na nowe rynki wyszły też inne firmy z branży. Robert Leszczewicz, wiceprezes Optimy, która też rozwija sieć sprzedaży, nie widzi napływu nowej klienteli z sektora bankowego. Zakłada, że być może dzieje się tak dlatego, iż klienci banków są przyzwyczajeni do innego modelu obsługi.

— Chcą mieć pożyczkę przelaną na konto. Tymczasem my pożyczamy pieniądze w domu klienta i należność odbieramy również na miejscu — mówi Robert Leszczewicz. Taki sam model mają biznesy Providenta i Marki.

Natomiast Profi Credit pożycza pieniądze przelewem na konto. Ale również do niego klienci banków jakoś się nie garną. Dyrektor Chęciński wyjaśnia, że wiele osób obsługiwanych przez firmy pożyczkowe wcale nie zostało wypchniętych z sektora bankowego. To klienci, dla których banki nie mają oferty.

— Nawet bez rekomendacji T korzystaliby z naszych usług. Dla banku klienci pożyczający stosunkowo niewielkie kwoty nie są atrakcyjni, ponadto wymagają innego rodzaju obsługi — mówi dyrektor Chęciński.

Parabanki bez nadzoru

Wygląda więc na to, że KNF nie ma powodu, by obawiać się, że napędza kilentów firmom pożyczkowym. I tak naprawdę nie ich boi się nadzorca.

Z informacji „PB” wynika, że zdaniem komisji, najbardziej niebezpiecznymi beneficjentami zaostrzonych regulacji mogą być parabanki, spółki działające w ramach grup bankowych, zajmujące się pożyczkami konsumenckimi, albo oddziały zagranicznych grup bankowych. Są to potężni gracze z milionami klientów w budowanych przez lata bazach danych.

— Nie różnią się właściwie niczym od banków. Prowadzą działalność w podobny sposób i w podobnej skali. Problem polega na tym, że podlegają — poprzez spółki matki — zagranicznym regulatorom. W Polsce działają poza nadzorem — mówi anonimowo osoba zbliżona do KNF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy