Dwa ważne, miękkie wskaźniki publikowane przez Narodowy Bank Polski sugerują, że w gospodarce zaczyna się ochłodzenie inwestycyjne. Firmy mniej chętnie podejmują projekty rozwojowe, co może wynikać z rosnącej niepewności związanej z wojną w Ukrainie oraz z rosnących stóp procentowych. Słabszy popyt inwestycyjny ze strony firm sprawi, że w najbliższych kwartałach gospodarka może wyraźnie wyhamować. W takich warunkach istotne jest, by pałeczkę przejęły inwestycje publiczne.

Pierwszy z opisywanych wskaźników pokazuje, że komitety kredytowe banków komercyjnych widzą słabnący popyt na kredyt inwestycyjny. Wskaźnik pochodzi z ankiety NBP raz na kwartał przeprowadzanej wśród komitetów kredytowych. Bank centralny pyta o zmianę polityki kredytowej oraz jej przyczyny, a jedno z pytań dotyczy czynników wpływających na popyt na kredyt wśród przedsiębiorstw. Ten konkretny wskaźnik pokazuje, czy komitety, średnio rzecz biorąc, widzą rosnące czy malejące zainteresowanie kredytem inwestycyjnym (na wykresie pokazałem zmianę roczną tego wskaźnika, znormalizowaną w taki sposób, by był porównywalny na jednej skali z innymi danymi).
Drugi z opisywanych wskaźników pokazuje, że maleje odsetek firm, które planują podejmowanie nowych projektów inwestycyjnych. Wskaźnik pochodzi z ankiety NBP wśród przedsiębiorstw, która również jest przeprowadzana raz na kwartał. Bank centralny pyta firmy o politykę inwestycyjną i to, czy rozpoczynają nowe projekty (podobnie jak w przypadku poprzedniego wskaźnika na wykresie pokazana jest zmiana roczna po znormalizowaniu).
Oba wskaźniki są wysoko skorelowane z faktycznymi inwestycjami w gospodarce. To znaczy, że w przeszłości, gdy te wskaźniki spadały, to obniżały się też nakłady na środki trwałe w kraju. Choć oczywiście korelacja nie jest perfekcyjna — zdarzało się, że wskaźnik spadał, a inwestycje później rosły. Tak było na przykład w 2010 r. Można więc traktować te indykatory jako ostrzeżenie.
Są dwie fundamentalne przesłanki, które mogą skłaniać przedsiębiorstwa do ograniczania planów inwestycyjnych. Pierwsza przesłanka to niepewność związana z wojną w Ukrainie. Przedsiębiorcy i menedżerowie mogą obawiać się różnych negatywnych skutków wojny, w tym m.in. wysokiej inflacji i niższego popytu konsumpcyjnego. Niepewność jest oczywiście immanentną cechą gospodarki, a przedsiębiorcy to grupa ludzi odnajdująca się w warunkach niepewności łatwiej niż przeciętny człowiek, ale nagłe skoki niepewności przekładają się negatywnie na skłonność do podejmowania inwestycji, co pokazywały liczne badania mikroekonomiczne.
Drugą przesłanką do ograniczania inwestycji mogą być rosnące stopy procentowe, które podnoszą koszt finansowania oraz zwiększają atrakcyjność lokowania nadwyżek finansowych w bezpiecznych aktywach, na przykład w obligacje. Analizy NBP wskazują, że poważniejsze ograniczenie aktywności inwestycyjnej może nastąpić w momencie, gdy rynkowe stopy procentowe sięgną 7-8 proc. Warto zwrócić uwagę, że rentowność obligacji pięcioletnich już jest w tym przedziale, a kontrakty terminowe wskazują, że WIBOR znajdzie się w tym przedziale w ciągu kilku miesięcy. Stopy procentowe mogą więc być istotnym czynnikiem hamującym inwestycje.
Jeden czynnik natomiast może sprawić, że nadchodzące ochłodzenie inwestycyjne będzie bardziej jak jesień niż zima. Przede wszystkim polskie firmy nie są przeinwestowane, podchodząc do tej pory do powiększania środków trwałych raczej ostrożnie. Tu nie ma żadnej bańki, która mogłaby pękać z hukiem.
