Fiskus mnoży pomysły na dzietność

opublikowano: 27-03-2014, 00:00

Minister finansów myśli o większym wsparciu rodzin z dziećmi. Pieniądze widzi w kieszeniach bezdzietnych.

Mateusz Szczurek, według analityków, miał za zadanie jedynie dociągnąć wózek porzucony przez Jacka Rostowskiego. Jednak myśli też w kontekście ewentualnych reform, przynajmniej w sprawie ulg prorodzinnych i podatkowego stymulowania wyższej dzietności. Jednak rewolucji nie będzie, co najwyżej wielomiliardowa racjonalizacja.

FOT. ARC
FOT. ARC
None
None

— 9,6 mln podatników korzysta ze wspólnego rozliczenia małżonków, z czego około połowa ma dzieci — wyliczył minister. Ta liczba sprowokowała go do pytania, czy przypadkiem wspólne rozliczenie nie powinno być obłożone nowymi restrykcjami. — Jeżeli traktujemy to jako ulgę prorodzinną, to można sobie zadać pytanie, czy lepszej funkcji nie spełniłoby wspólne rozliczanie wyłącznie dla małżonków wychowujących dzieci — zasugerował Szczurek, ojciec piątki dzieci.

Dzietni bez podatków

Co minister zrobiłby z zaoszczędzonymi w ten sposób kwotami? Zamiast zasypywać dziurę budżetową, chciałby przeznaczyć większe kwoty na wyższą wysokość odliczeń ulgi na dzieci lub stworzenie innego mechanizmu wsparcia. Wobec opcji „innych mechanizmów” minister, zdaniem Stanisława Gomułki, powinien iść w kierunku infrastruktury, a nie wyższych ulg.

— Problem polega na tym, że najwięcej dzieci mamy w rodzinach biednych, na wsiach i w małych miasteczkach. Wychowują je osoby w zasadzie niepłacące podatków, a więc nieobjęte ulgami — ocenia ekonomista. W co zatem inwestować? Stanisław Gomułka uważa, że rząd ma już obrane cele, pytanie o tempo ich realizacji. — Dobrym pomysłem jest zwiększenie infrastruktury w miastach, tam gdzie dzietność jest niska. Nowe żłobki i przedszkola dałyby z pewnością więcej argumentów kobietom, obawiającym się przerwania kariery w chwili powiększenia rodziny — mówi ekonomista.

Za biedni na boom

Zdaniem Mateusza Szczurka, skala i kierunek preferencji podatkowych dla rodzin w Polsce jest dobra. Powołuje się na raporty OECD, pokazujące, że w krajach UE z wyższą dzietnością niż w Polsce także opodatkowanie rodzin jest wyższe.

— Nie wierzę, że niska dzietność w Polsce ma związek z obecnymi rozwiązaniami podatkowymi — podkreśla minister i zastrzega, że opodatkowanie rodzin z dziećmi nie pójdzie w dół. Według wyliczeń jego resortu, co roku ulgi w PIT dla rodzin, także tych bez dzieci, kosztują finanse publiczne 12 mld zł, czyli 0,8 PKB. Zatem ewentualne zyski z obcięcia ulg dla bezdzietnych rodzin to maksymalnie kilka miliardów złotych.

— Z drugiej strony jestem ostatnią osobą, która zdecydowałaby się na zmniejszenie kwoty, które państwo poświęca na preferencyjne traktowanie rodzin z dziećmi — zaznacza szef resortu finansów.

Zdaniem Stanisława Gomułki, impulsem do eksplozji dzietności nad Wisłą mogłyby być dość proste, ale kosztowne działania, czyli długoletnie dofinansowanie każdego kolejnego dziecka w rodzinie.

— Tyle że tu próg, powyżej którego zachęta finansowa działa, jest dość wysoki. Nie mówimy o 500 zł miesięcznie na dziecko, lecz np. o 2 tys. zł. To oznacza wydatki budżetu na poziomie kilkudziesięciu miliardów rocznie. Nas na to nie stać, więc chociaż budujmy przedszkola — twierdzi ekonomista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane