Fiskus paraliżuje strefy specjalne

MB
opublikowano: 2010-01-28 00:00

Mija rok,

Inwestorzy mogą w ogóle nie doczekać się ułatwień w specjalnych strefach ekonomicznych

Mija rok,

a antykryzysowych

rozwiązań w strefach brak.

Gorzej: do sprawy wzięli się

spece ze Świętokrzyskiej.

Wkrótce minie rok od momentu, gdy Ministerstwo Gospodarki przygotowało antykryzysową nowelizację w ustawie o specjalnych strefach ekonomicznych (SSE), a rząd wciąż nie przyjął dokumentu, który przeszedł już kilka poważnych metamorfoz.

— Być może uda się to zrobić w marcu — mówi Rafał Baniak, wiceminister gospodarki.

Tymczasem dwie bardzo ważne zmiany mają obowiązywać tylko w latach 2010 i 2011. Chodzi o możliwość zatrudnienia o 25 proc. mniej pracowników, niż firma obiecała w zezwoleniu, oraz dopuszczenie do inwestycji, która nie tworzy miejsc pracy, lecz utrzymuje istniejące. Sęk w tym, że Ministerstwo Finansów (MF) ma bardzo dużo uwag, które przedstawiło dopiero niedawno.

Okiem finansisty

Magdalena Kobos, rzeczniczka MF, nie udziela informacji o szczegółach, bo "w związku z procedowaniem nad wynikami analizy dotyczącej funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych, na ten moment jest przedwcześnie".

— Ministerstwo Finansów ma zastrzeżenia dotyczące realizacji obiecanych inwestycji, ich innowacyjności, konfliktu interesów spółek zarządzających strefami, problemów z odzyskaniem należnego podatku ze względu na przedawnienie w przypadku przedłużających się inwestycji, zawyżaniem pułapu dochodów wolnych od podatku — wylicza źródło "PB".

Co gorsza, MF proponuje, by wykluczyć centra usług (BPO) z możliwości działania na obszarze SSE, argumentując, że ten sektor i tak świetnie rozwija się w Polsce.

— Nie można przecież stwierdzić, że bez dostępnej pomocy publicznej, czyli m.in. zwolnień z podatku w strefie ekonomicznej, branża BPO rozwijałaby się tak dynamicznie — podkreśla Jacek Levernes, szef Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce (ABSL).

Czas ucieka, firmy też

Brak przepisów spowodował, że co najmniej kilka inwestycji Polsce uciekło.

— Dziś za każdym razem, gdy do strefy ma wejść grunt prywatny, decyzja podejmowana jest indywidualnie. W ubiegłym roku miałem sześć takich przypadków. W dwóch dostałem zgodę, w czterech nie i te inwestycje trafiły gdzie indziej. To nie Ministerstwo Gospodarki blokowało te projekty — mówi Krzysztof Dołganow, prezes Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

— Potrzebne jest rozwiązanie systemowe. Na dłuższą metę jest korzystniejsze — uważa Adam Żołnowski z PricewaterhouseCoopers.

Specjaliści podkreślają, że zwłoka nam szkodzi.

— Tak długo trwające prace nad nowelizacją psują klimat inwestycyjny w Polsce. Firmy zagraniczne raportują przecież do swoich central, że już od wielu miesięcy władze nie mogą dojść do porozumienia — komentuje Kiejstut Żagun z KPMG.