Formule PPP idzie jak po grudzie

Anna Pronińska
opublikowano: 2013-01-24 00:00

Wciąż jesteśmy na początku drogi PPP, bo głównym hamulcem rozwoju formuły pozostaje mentalność samorządowców.

Od momentu, gdy cztery lata temu weszły w życie nowe przepisy o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP), choć wielu samorządowców odważyło się zmierzyć z nową formułą, niewielu to się udało.

Głównym założeniem PPP jest współpraca strony publicznej z prywatną przy wspólnych przedsięwzięciach, gdzie dzielą się zadaniami i ryzykiem. Według raportu Fundacji Centrum PPP, ogłoszono ponad 200 przedsięwzięć, jedynie w 33 przypadkach udało się podpisaćumowy. Choć i tak część z nich nigdy nie zdobyła zamknięcia finansowego.

— Główną barierą rozwoju PPP w Polsce nie jest prawo (choć dalekie od doskonałości), lecz mentalność. W większości przypadków ta formuła traktowana jest jak koło ratunkowe: skoro nie możemy aplikować o fundusze unijne albo nie mamy pieniędzy na inwestycje, to sięgamy po PPP. Niewiele podmiotów publicznych stosuje PPP świadomie jako narzędzie dostarczania wysokiej jakości usług publicznych przez 20- 30 lat — uważa Bartosz Mysiorski z Fundacji Centrum PPP.

Podkreśla, że wskaźnik unieważnień postępowań PPP w Polsce wynosi około 50 proc.

— Świadczy to o tym, że nie legislacja jest zła, lecz przygotowanie postępowań, na które rynek nie odpowiada, co widać po braku ofert — uważa Bartosz Mysiorski. Jego zdaniem, jesteśmy na początku drogi do sukcesu PPP.

— Partnerstwo się rozwija, ale nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Jednak patrząc na ograniczone budżety publiczne i rosnące oczekiwania społeczne w zakresie usług publicznych, obawiam się, że nie mamy innego wyjścia, jak tylko sięgać po tę formułę realizacji inwestycji. Niezbędne jest opracowanie i wdrożenie długoterminowej strategii rozwoju PPP w Polsce — podsumowuje Bartosz Mysiorski.