Francuskie NIE nam wyjdzie na zdrowie

Jacek Zalewski
15-04-2005, 00:00

Niepewność związana z możliwym skróceniem kadencji Sejmu i przyspieszeniem terminu wyborczej walki o władzę — chwilowo odsunęła na dalszy plan spory o termin referendum w sprawie ratyfikacji Konstytucji dla Europy. Drugim powodem jest oczywiście sytuacja we Francji. Nie da się ukryć, że bardzo realne odrzucenie 29 maja przez Francuzów dokumentu stworzonego z inspiracji i pod dyktando Francuzów będzie szyderczym aktem dziejowej sprawiedliwości. Czując pismo nosem, w Polsce nawet obóz rządowy, naciskający dotychczas na jak najszybszą ratyfikację, dokonuje zwrotu o 180 stopni i odkrywa, że wcale nie musimy się tak spieszyć...

No jasne, że należy odczekać! Już w komentarzu pisanym z Rzymu, tuż po podpisaniu traktatu na Kapitolu, postulowałem zarezerwowanie przez Polskę jak najpóźniejszego terminu ratyfikacyjnego — może dopiero w październiku 2006 r., a na pewno po Wielkiej Brytanii. Wtedy wydawało się, że to właśnie wyspiarze, doskonale radzący sobie bez konstytucji narodowej, będą najbardziej surowymi jurorami. Nikt się nie spodziewał, iż to kpiarze Francuzi mogą zrobić kawał stulecia swojemu zarozumiałemu prezydentowi Jacquesowi Chiracowi.

Unia Europejska dotychczas jakoś funkcjonuje na podstawie nowelizowanych — po raz ostatni w Nicei — traktatów wpólnotowych. Jeśli zastępująca je Konstytucja z 29 października 2004 r. upadnie — nic się nie stanie. UE będzie musiała do takiego dokumentu wrócić, ale po kilku latach, gdy wyjdą na jaw zalety i wady systemu nicejskiego. Największym szczęściem dla Europy byłoby, gdyby wówczas do pisania poprawionej Konstytucji nie zostali już dopuszczeni Francuzi...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Francuskie NIE nam wyjdzie na zdrowie