Zamieszki w Libii i upór libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego zapisują
się nie tylko w geopolitycznej, ale też monetarnej historii świata. Rewolucja
sprawiła, że wczoraj frank szwajcarski był najdroższy w stosunku do dolara od
swojego powstania 161 lat temu. Za szwajcarską walutę trzeba już płacić 1,08
USD. Niepokoje w Ameryce Północnej straszą inwestorów nawrotem światowej
recesji.
Silny jak nigdy
Frank rośnie w siłę, bo uznawany jest przez inwestorów za najbardziej bezpieczną inwestycję w niepewnych czasach.
— Wystarczy trochę niepokoju, a inwestorzy uciekają z ryzykownych inwestycji i ładują pieniądze w te najbardziej tradycyjne, w tym we franka. To pompuje wycenę szwajcarskiej waluty do rekordowych poziomów — tłumaczy Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.
Zwykle to dolar wygrywał z frankiem w "konkursie" na najbardziej bezpieczną przystań na rynkach. Inwestorzy kochali amerykańską walutę, bo jest najważniejszym instrumentem rezerwowym świata i symbolem kapitalizmu. Od kilku miesięcy prym w tej cichej rywalizacji wiedzie frank. Jeszcze w czerwcu 2010 r. dolar był o 15 centów droższy od franka, dziś traci do niego już 8 centów.
— Frank przeciąga linę na swoją stronę głównie dlatego, że najprawdopodobniej to szwajcarski bank centralny będzie pierwszy podnosił stopy procentowe. Fed nadal drukuje pieniądze i o podnoszeniu stóp nawet nie myśli — wyjaśnia Marek Rogalski.
Siła franka na świecie od razu przekłada się na słabość złotego. Szwajcarska waluta kosztowała wczoraj w kulminacyjnym momencie 3,14 zł, czyli o 7 gr więcej niż dzień wcześniej i o 14 gr więcej niż przed tygodniem. Przez siedem dni rata przeciętnego kredytu we frankach (300 tys. zł na 30 lat) wzrosła z 1343 zł do 1406 zł.
A co z ropą? Czytaj w piątkowym "Pulsie Biznesu"!
