Jeśli cię stać i akceptujesz ryzyko, bierz kredyt w unijnej walucie, bo jest tańszy — mówią doradcy
Choć Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) stara się jak może, by zniechęcić banki do udzielania, a klientów do zaciągania kredytów hipotecznych w walutach obcych, to dla tych ostatnich wciąż najważniejszym argumentem jest koszt. W przypadku finansowania zakupu mieszkania pożyczką w euro rata wciąż jest sporo niższa, niż w złotych. Dziś jest to około 20 proc. Ceną za to jest jednak ryzyko walutowe. Wysoka ostatnio zmienność na rynkach walut powoduje często duże wahania wysokości comiesięcznych kosztów spłaty kredytu. To się nie zmieni dopóki nie wejdziemy do strefy euro, czyli w 2015, a może dopiero w 2019 r. — jak oceniają dziś rynki finansowe.
Większość specjalistów radzi jednak podjąć ryzyko. Nie tylko ze względu na wspomniane niższe oprocentowanie, które będzie się utrzymywać, ale i oczekiwanie na umocnienie złotego w dłuższym terminie. Niższego oprocentowania nie zmienią wyższe marże, doliczane przez banki do kredytów w euro. Według prognoz, na koniec tego roku kurs EUR/PLN wynosić będzie 3,89 zł, a już na koniec 2011 r. spadnie do 3,68 zł.
Doradcy zastrzegają jednak, że kredyt w euro (i ogólnie w walutach obcych) to dobra propozycja dla lepiej zarabiających, czyli tych, którzy mogą sobie pozwolić na okresowe płacenie wyższych rat. Zresztą, by dostać kredyt walutowy, trzeba spełnić wyższe wymagania, czyli mieć wyższą zdolność kredytową. Miesięczny dochód musi być mniej więcej o 20 proc. wyższy, niż ten, który pozwoli otrzymać kredyt w złotych. I jeszcze jedno — to, co "zaoszczędzimy" na różnicy w wysokości raty kredytu w euro (względem raty w złotych), warto systematycznie inwestować w bezpieczne instrumenty, które zamortyzowałyby ewentualne wzrosty miesięcznych obciążeń przy osłabieniu złotego.
Co z frankiem? Po latach dominacji kredytów w tej walucie banki podchodzą do nich z wielką rezerwą. Zniechęciły ich nie tylko wspomniane działania KNF, ale i trudności w zdobyciu finansowania na rynku międzybankowym. Obecnie — jak przyznają doradcy — klienci ze świecą muszą szukać ciekawych ofert we frankach. Tymczasem stopy procentowe w Szwajcarii wciąż są najniższe w historii i po ostatnich komunikatach Szwajcarskiego Banku Narodowego można z małym ryzykiem obstawiać, że przez długi czas się to nie zmieni. Ponadto kurs CHF/PLN jest bliski rekordom (zarówno wobec złotego, jak i euro), co zdaniem analityków zmniejsza prawdopodobieństwo, że notowania te jeszcze istotnie wzrosną. Z drugiej strony — nie należy się też spodziewać szybkiego umocnienia złotego do franka, choć według prognoz specjalistów, na koniec 2011 r. kurs CHF/PLN spadnie do 2,70 zł, a więc bardziej, niż kurs EUR/PLN (11 wobec 7 proc.).
Polecam kredyty w euro
Paweł Majtkowski
Expander
Gdybym brał dziś kredyt hipoteczny, postawiłbym na euro. Jest on sporo tańszy, niż kredyt w złotych. Ryzyko jest znacznie mniejsze, niż w przypadku kredytów we franku szwajcarskim, ze względu na perspektywę wejścia do strefy euro.
Kredyt walutowy polecałbym szczególnie tym osobom, które mogą sobie pozwolić na komfort płacenia podwyższonych rat w tych okresach, w których złoty jest słabszy. I tym, które mogą spokojnie spać, kiedy na rynku walutowym są spore wahania. Bo takie na pewno będą jeszcze nie raz, zanim wejdziemy do strefy euro. Radziłbym też, by nie przejadać kwot, które oszczędzamy, gdy raty kredytu w euro są niższe, niż w złotych. Te oszczędności mogą być wykorzystane właśnie wtedy, gdy nasza waluta się osłabia.
Między złotym a euro
Emil Szweda
Open Finance
Ze względu na stabilność systemu bankowego jestem zwolennikiem ograniczania kredytów walutowych. Jeśli już decydujemy się na taki kredyt, to we franku szwajcarskim znajdziemy atrajcyjną ofertę tylko w jednym banku. Wybór ogranicza się więc do hipotek w euro i złotym. Te pierwsze są oczywiście niżej oprocentowane, ale ceną za to jest ryzyko walutowe. Zarówno Europejski Bank Centralny, jak i Rada Polityki Pieniężnej, wkrótce rozpoczną podwyższanie stóp procentowych. W Polsce nastąpi to szybciej. Szacujemy, że tylko ze względu na zmianę oprocentowania, rata kredytu w euro wzrośnie przez najbliższe półtora roku o 5-6 proc. W tym samym okresie rata w złotówkach zwiększy się o 12-13 proc.
Kredyt według potrzeb
Aleksandra Łukasiewicz
Home Broker
Osoby, które kwalifikują się do programu "Rodzina na swoim", właściwie nie powinny mieć dylematu. Ci z kolei, którzy spełniają podwyższone wymogi dotyczące zdolności kredytowej, mogą rozważyć zaciągnięcie kredytu w euro. Zwłaszcza jeśli planują zakup mieszkania, w którym będą mieszkać kilkanaście-kilkadziesiąt lat i zakładają, że spłata kredytu zajmie im większość okresu, na jaki zostanie on udzielony. Ci, którzy traktują mieszkanie jako inwestycję, lub będą zdolni spłacić kredyt w ciągu kilku lat, ze względu na spore ryzyko wahań kursów walutowych i ekstra-koszty wcześniejszej spłaty (spread walutowy), nie powinni właściwie brać pod uwagę innych kredytów, niż denominowane w złotych.