Frank silny, bo SNB nie ma prezesa

opublikowano: 23-02-2012, 00:00

WALUTY

KONRAD RYCZKO

analityk DM BOŚ

9 stycznia 2012 r. w atmosferze skandalu ze stanowiska prezesa Narodowego Banku Szwajcarii (SNB) zrezygnował Philipp Hildebrand. Powodem takiej decyzji była moralnie dwuznaczna transakcja (tzw. front-running) w wykonaniu jego żony, która trzy tygodnie przed osłabieniem franka przez SNB kupiła 504 tys. USD. Kilka dni później na giełdzie pojawiło się nazwisko Thomasa Jordana, zastępcy Hildebranda, jako nowego prezesa. Dziś, prawie 1,5 miesiąca później, można już ocenić, jak te doniesienia wycenił rynek. Kilka dni po decyzji prezesa SNB kurs zanurkował blisko newralgicznej bariery 1,20 EUR/CHF, testując odporność instytucji centralnej i jej skłonność do ewentualnych interwencji.

Skłonność inwestorów do takiego testu można tłumaczyć doniesieniami o słabości pozostałej części rady zarządzającej, choć z wypowiedzi Thomasa Jordana i Jean-Pierre’a Danthine’a, członka zarządu SNB, wynika, że mają oni poglądy zbliżone do byłego prezesa SNB. Atmosferę spekulacji podsycały rynkowe plotki, że gremium może nie mieć właściwości decyzyjnych w zmniejszonym gronie — co zostało później również jednoznacznie zanegowane przez przedstawicieli banku centralnego. Ostatnie informacje „Der Sonntag” pokazują, że nominacja Thomasa Jordana na stanowisko prezesa SNB nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Gazeta informuje, jakoby szwajcarska centrolewica sprzeciwiała się tej kandydaturze z uwagi na „podjęcie zbyt płytkich działań, by osłabić franka”.

Alain Berset, przedstawiciel tamtejszej Socjaldemokracji, wyraził zaniepokojenie, że Thomas Jordan zbyt szybko porzucił temat podniesienia limitu z 1,20 CHF do około 1,40 CHF. Tym samym w Szwajcarii nasiliły się spekulacje, że potencjalnymi kandydatami do uzupełnienia gremium i objęcia stanowiska prezesa będą Serge Gaillard oraz Fritz Zurbruegg. Tak więc kwestia obsadzenia wakatu w SNB staje się coraz bardziej polityczna, skłaniając inwestorów na rynku do zajmowania pozycji przed ostateczną decyzją przy coraz bardziej atrakcyjnych poziomach.

Mimo wielu prób sprowokowania SNB kurs utrzymuje się wyraźnie powyżej umownej granicy usztywnienia kursu do euro (1,20 CHF). Większość rynku zakłada, że bank centralny nie dopuści jednak do naruszenia tej granicy, bo — bazując na historycznych wypowiedziach przedstawicieli SNB — dysponuje on „nieograniczonymi środkami na interwencje”, czyli innymi słowy — drukowaniem waluty. Tymczasem ostatnie dane fundamentalne wskazują, że silny frank nadal szkodzi tamtejszej gospodarce, co powinno zwiększyć determinacje szwajcarskich decydentów do obsadzenia kluczowego stanowiska i finalnego osłabienia franka. Znacząco wpłynęłoby to również na notowania eurodolara. Interweniując na rynku EUR/ CHF, SNB musiałby nabyć znaczne ilości wspólnej waluty.

Wakat na stanowisku szefa SNB szkodzi Szwajcarii i prowokuje inwestorów do gry na umocnienie waluty tego kraju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane