W ramach przedwyborczego podziału obietnic w PiS najbardziej kosztowne i budzące najwięcej kontrowersji przypadły w udziale prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Głowa państwa zapewniała w kampanii wyborczej Kowalskiego niższy wiek emerytalny, wyższą kwotę wolną od podatku i przewalutowanie kredytu we frankach. Dwa pierwsze projekty już weszły na sejmową ścieżkę, a w sprawie kredytów walutowych trwa pat, tym bardziej że do pomysłu coraz sceptyczniej podchodzi szef resortu finansów.

— Jeśli chodzi o sektor bankowy, to obecnie priorytetem rządu jest przeprowadzenie przez parlament i jak najszybsze wejście w życie podatku od niektórych instytucji finansowych — mówi nam osoba z Ministerstwa Finansów (MF), chcąca zachować anonimowość. Nowa danina, która uderzy po kieszeni m.in. banki i ubezpieczycieli, ma w przyszłym roku dać fiskusowi 6,5-7 mld zł. Zdecydowaną większość zapłacą bankierzy.
Banki nie udźwigną...
Sprawa kredytów wyraźnie schodzi na dalszy plan, dlatego coraz większe jest zniecierpliwienie kredytobiorców, którzy uczestniczą w pracach zespołu eksperckiego w kancelarii prezydenta odpowiedzialnego za przygotowanie projektu. Oficjalnie prezydenccy doradcy i ministrowie zapewniają, że prace się toczą, ale ze względu na stabilność finansową państwa projekt musi być dobrze przemyślany. Z publicznych zapowiedzi wynika też, że budżet państwa nie dołoży się do pomocy frankowiczom — większy ciężar będą musiały dźwigać na swoich barkach banki. To wszystko nie uspokaja kredytobiorców, którzy coraz częściej protestują pod pałacem prezydenckim. Zdaniem naszych rozmówców z otoczenia Andrzeja Dudy, rośnie prawdopodobieństwo, że nawet jeśli projekt ujrzy światło dzienne w najbliższych tygodniach, to wejdzie w życie najwcześniej w 2017 r. Nasze źródła w resorcie finansów podkreślają też, że podczas ostatnich spotkań z misją Międzynarodowego Funduszu Walutowego Paweł Szałamacha, minister finansów, zapewniał, że po wprowadzeniu podatku bankowego nie ma zbyt dużej przestrzeni w bankach na przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązań, a dla jego resortu kredyty walutowe nie są priorytetem.
— Minister jest świadomy nowych, większych wymogów kapitałowych dla banków,składki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy kosztów, które sektor poniesie przez upadek SK Banku. Dlatego nie widzi obecnie możliwości obciążenia sektora kolejnymi kosztami — podkreśla nasz informator w MF. Na wszelki wypadek prezydencki zespół już zasilił przedstawiciel rządu.
…NBP nie pomoże...
W PiS jest też koncepcja, według której stabilizatorem w przewalutowaniu mógłby być bank centralny i jego rezerwy walutowe. Podobny scenariusz budowano już przy okazji pomysłu, który prezentował Andrzej Jakubiak, szef Komisji Nadzoru Finansowego. Wówczas spotkał on się z silną krytyką Narodowego Banku Polskiego (NBP) i banków komercyjnych. Oznaczałaby to dla nich stratę blisko 20 mld zł, rozłożoną na 25 lat, a dla NBP wyparowanie przynajmniej jednej trzeciej rezerw. Aby NBP mógł być tarczą w procesie przewalutowania, potrzebna jest zgoda prezesa i zarządu banku. Dziś jej nie ma, ale Marek Belka już w czerwcu przyszłego roku kończy kadencję. Choćby z tego powodu prezydent nie musi się spieszyć.
— Dzisiaj z portfelem kredytów we franku nie dzieje się nic złego, zobowiązania wciąż spłacają się lepiej niż złotowe, nie ma więc pośpiechu. Być może ostateczne rozwiązania okażą się bardzo kosmetyczne — mówi osoba z otoczenia Andrzeja Dudy, podkreślając jednak, że może to być spory problem w kontekście obietnicy wyborczej. Ekonomiści także są przekonani, że żadne rozwiązania ustawowe nie mają sensu.
— Z badań wynika, że ponad dwie trzecie zadłużonych we franku to osoby znajdujące się w grupie 20 proc. najzamożniejszych w kraju. Bardzo niewielki jest też odsetek tych, którzy mają jakiekolwiek problemy z obsługą kredytu — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, przypominając, że w BGK powstaje specjalnych fundusz, na który składają się banki, i to z niego można pomagać tym, którzy pomocy potrzebują.
…a kredyt ucierpi
Eksperci NBP przestrzegają już od dawna, żeby nie patrzeć na problem kredytów walutowych z perspektywy Budapesztu. W 2011 r. portfel frankowy odpowiadał za 20 proc. PKB Węgier, a w przypadku Polski tylko 12,5 proc. PKB. Tam średnie oprocentowanie kredytów w szwajcarskiej walucie w latach 2008-14 przekraczało 6 proc., u nas wynosiło 2,3 proc. Wreszcie — udział kredytów zagrożonych w 2014 r. to na Węgrzech aż 42 proc., w Polsce tylko 3,1 proc. Węgrzy przerobili też scenariusz z jednoczesnym przewalutowaniem zobowiązań i podatkiem bankowym. Skutkiem był spadek akcji kredytowej o 30 proc. Ten sam problem może pojawić nad Wisłą, tym bardziej że dotychczas prezentowane pomysły przewalutowania kredytów po kursie ich zaciągnięcia są znacznie bardziej restrykcyjne.
— Jeżeli podatek bankowy ma konsumować 30-40 proc. zysku banków, to obciążenie ich kosztem przewalutowania kredytów doprowadzi wiele banków do strat i przynajmniej w krótkim terminie ograniczy akcję kredytową — podkreśla Jakub Borowski. To mocno zdestabilizuje sektor bankowy i wpłynie na kurs złotego i giełdę.
— Dziś notowania naszej waluty są głównie pochodną tego, co robią EBC i Fed. Jeśli jednak popatrzymy na pikujące indeksy giełdowe, to widać, że rynkowi mocno ciąży ryzyko polityczne. Jeśli inwestorzy zagraniczni wyprzedają aktywa, to musi się to odbić na kursie złotego — uważa ekonomista.