Choć można dostrzec wiele oznak stabilizacji gospodarczej w całej strefie euro, m.in. niewielkie wzrosty we Francji i Niemczech w II kwartale, można mieć wątpliwości co do jakości tego odbicia, szczególnie biorąc pod uwagę jego zależność od krótkoterminowych programów stymulacyjnych uruchomionych przez władze państwowe. Niektórzy branżowi liderzy obawiają się także, że ostatnie wzrosty wynikają raczej z odbudowy zapasów przez spółki niż z popytu ze strony europejskich konsumentów. W porównaniu z minimami recesji notowanymi wcześniej w roku bieżącym, prognozy PKB na nadchodzące dwa kwartały mogą napawać optymizmem, jednak najpierw muszą się potwierdzić, a odbicie może równie dobrze tracić na dynamice wraz z kolejnymi miesiącami 2010 r.
Wskaźnik bezrobocia w strefie euro osiągnął we wrześniu poziom najwyższy od
10 lat, a sprzedaż detaliczną w Niemczech – największej europejskiej gospodarce
BDI (Baltic Dry Index) odzwierciedlający wolumen handlu międzynarodowego także
spadał w sierpniu. Co więcej, ostatnie umocnienie się euro do takich walut, jak
dolar amerykański czy funt brytyjski, ma negatywny wpływ na prognozy eksportu. O
ile można odnotować poprawę działalności produkcyjnej, o tyle tempo
ekspansji
jest raczej mizerne. Spadek dynamiki można także dostrzec w takich gospodarkach,
jak Niemcy, Hiszpania czy Holandia. Poza strefą euro, wrzesień był drugim z
rzędu miesiącem spadku indeksu PMI sektora produkcyjnego w Wielkiej Brytanii.
Pomimo poprawy swych prognoz dla Europy, MFW wyraża opinię, że „umiarkowane
tempo odbicia jest spójne z ciągłą presją na rynkach mieszkaniowych w niektórych
gospodarkach, napięciami w sektorze finansowym w dużym stopniu opartym na
bankach oraz niekorzystnym wpływem aktualnych trendów na rynkach pracy”.
W rezultacie pompowania środków na rynki przez EBC oraz utrzymywania luźnej
polityki pieniężnej przez Bank of England, płynność finansowa pozostała
wyjątkowo duża, co dodatkowo stymulowało znaczące wzrosty na rynkach
kredytowych. Niemniej jednak, pomimo wszelkich starań rządów i banków
centralnych, biorąc pod uwagę procesy delewarowania w bankach, firmach i
gospodarstwach domowych, nie ma zbyt wielu przesłanek, by przypuszczać, że
wzrost działalności kredytowej może utrzymać się na dłużej. Równie dobrze może
okazać się, że zwiększanie podaży pieniądza i inne działania mające zażegnać
widmo pogłębienia kryzysu doprowadziły po prostu do przeniesienia dźwigni
finansowej z sektora prywatnego do publicznego. Skala delewarowania potwierdza,
że potencjalny wzrost w większości krajów europejskich będzie powolny przez
kilka najbliższych lat.