Fundusze emerytalne zdążyły się już pokłócić
NAJWYŻSZY CZAS: Cezary Mech, prezes UNFE, zamierza w najbliższym czasie przyjrzeć się dezinformacyjnym praktykom niektórych PTE. fot. Grzegorz Kawecki
Młode środowisko funduszy emerytalnych jeszcze nie okrzepło, a już może się podzielić. Coraz częściej mówi się o rozłamie w Izbie Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Największe fundusze nie są zadowolone z postawy przedstawicieli mniejszych konkurentów oraz stanowiska zajmowanego przez izbę w wielu bieżących i ważnych sprawach dla całego środowiska. Mówi się przede wszystkim o braku reakcji izby na tolerowanie nierzetelnych informacji o nadzwyczajnych wzrostach wartości jednostek uczestnictwa funduszy. Jest to o tyle podejrzane, że wyniki te nie wytrzymują matematycznej próby w zderzeniu z bardzo niskimi aktywami, którymi dysponują fundusze. Zdaniem analityków, jest to nie tylko nieetyczne, ale i zakrawa na zwykłe oszustwo, którego nawet bardzo zdeterminowany Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi nie jest w stanie udowodnić.
CO WIĘCEJ, podejmowane przez część funduszy próby wykorzenienia tego zjawiska spełzły na niczym. Zaproponowane przez PTE: CU, NN i PZU zasady pewnej otwartości i ujawniania struktury dochodów w ogóle nie zostały podjęte przez izbę, i dziś komunikaty o uzgodnionej treści publikują tylko fundusze Nationale-Nederlanden, Pioneer i Commercial Union.
Problem nie byłby tak istotny, gdyby nie to, że „nadzwyczajne” wyniki niektórych funduszy są wykorzystywane jako argument przez akwizytorów funduszy. A to nie ma już nic wspólnego z zasadami zdrowej konkurencji.
PODOBNIE duża różnica zdań między funduszami wystąpiła w sprawie poselskiego (ale przygotowanego w oparciu o propozycje PZU, CU i NN) projektu ustawy o zaliczkowym przekazywaniu składek do funduszy. Został on praktycznie odrzucony przez izbę, ale głosami małych funduszy. Zdziwiło to stronę rządowo-parlamentarną, gdyż w przygotowywaniu dokumentu uczestniczyły fundusze reprezentujące 80 proc. rynku, a także Krzysztof Lutostański, prezes izby.
Prezesi mniejszych PTE deklarowali przy tym publicznie, że dla ich członków korzystniejsze są odsetki karne wysokości 21 proc. rocznie, które prześle im Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, że w tym samym czasie rentowność niektórych funduszy (w tym prowadzonego przez prezesa Lutostańskiego PKO/Handlowy PTE) przekraczała 50 proc. w skali rocznej. Kolejny dziwny przykład arytmetyki.
RÓŻNICA ZDAŃ między dużymi funduszami (trzy fundusze to prawie 70 proc. rynku), które chętnie stabilizowałyby rynek, a małymi, chcącymi doprowadzić do nowego rozdania kart na rynku jest więc wyraźna. Brak w zarządzie izby choćby jednego przedstawiciela dużego funduszu w połączeniu z głosowaniem według zasady „jedno towarzystwo — jeden głos” budzi poważne wątpliwości.
NIC DZIWNEGO, że kilka funduszy, a mówi się w tym przypadku o CU, NN i Norwich Union, podjęło podobno prace zmierzające do powołania drugiej izby towarzystw emerytalnych. Podobno secesjoniści nie płacą już składek na izbę. Nowa izba byłaby początkowo mniej liczna, bo skupiałaby 5-6 towarzystw, ale najważniejszych na rynku. Do jej powołania ma dojść już w październiku.
ZUS jak może buduje zaufanie klientów do nowego systemu emerytalnego. A że wiele nie może, to coraz częściej widać i słychać. Jednak w przypadku prywatnych funduszy można było oczekiwać trochę więcej. Powoływanie się na wieloletnie tradycje i zaufanie klientów na całym świecie, w polskiej rzeczywistości jest tylko czczym gadaniem. Konflikt w łonie izby na pewno nie służy podreperowaniu wizerunku środowiska emerytalnego. I to jest spore rozczarowanie. Na razie jedyne, ale kolejnych nie zabraknie, gdy przyjdzie za kilka lat do weryfikacji wyników wypracowanych przez poszczególne fundusze.