Po wejściu Polski do Unii na rynku funduszy inwestycyjnych może dojść do małej rewolucji. Według części analityków, zagraniczni akcjonariusze TFI wycofają się z naszego kraju. Inni twierdzą, że Polska stanie się zapleczem dla europejskich instytucji finansowych.
Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej spowoduje, że zagraniczne firmy zarządzające funduszami inwestycyjnymi będą mogły dystrybuować je bez konieczności ich rejestracji. Wystarczy bowiem, że swoje fundusze utworzyły i zarejestrowały w kraju należącym do UE w standardzie UCITS (unijna dyrektywa z 1985 r.). Do maja 2004 r., czyli do momentu akcesji Polski, pozostało niewiele czasu. Dlatego właśnie coraz poważniejsza staje się dyskusja o przyszłości rynku funduszy inwestycyjnych. Co stanie się z polskimi funduszami po wejściu do Unii Europejskiej? Możliwych scenariuszy jest kilka, a dwa z nich pojawiają się najczęściej.
Towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) po 2004 r. zaczną promować zagraniczne fundusze macierzystych firm. Jednocześnie pojawią się setki nowych produktów europejskich i globalnych. Ponadto TFI będą działać na rynku do czasu wejścia Polski do europejskiej unii walutowej (EMU), czyli chwili, kiedy będzie opłacalne oferowanie produktów w polskiej walucie. Najwcześniej do EMU możemy wejść w 2007 r. (trzeba być co najmniej dwa lata członkiem struktur unijnych).
— Po wejściu do EMU TFI będą likwidowane, a szczególnie z dużych, globalnych grup kapitałowych, które będą oferować swoje fundusze zza granicy. W Polsce pozostaną tylko działy sprzedaży — mówi jeden z przedstawicieli rynku.
Żaden z prezesów TFI oficjalnie nie chce potwierdzić tego scenariusza, tym bardziej że decyzje będą podejmowane poza Polską — pośrednimi lub bezpośrednimi akcjonariuszami większości TFI nie są polskie firmy. Czysto krajowe jest jedynie Górnośląskie TFI.
Orędownikiem innego, dużo bardziej optymistycznego, scenariusza jest Union Investment TFI.
— Polska ma przed sobą dwa scenariusze rozwoju rynku finansowego, a bieżący rok zdecyduje, który z nich zostanie zrealizowany. Pierwszy scenariusz zakłada, że nasz rynek finansowy skarłowacieje i stanie się zaściankiem Europy. W drugim, całkiem realnym, scenariuszu możemy stać się zapleczem dla europejskiego rynku finansowego, tak jak Luksemburg czy Irlandia — mówi Małgorzata Góra, prezes Union Investment TFI.
Prezes uważa, że Polska nie musi być traktowana jako rynek zbytu z 40 mln mieszkańców, ale jako baza umożliwiająca dotarcie do 320 mln osób z UE.
— Wyprzedzając potencjalne zagrożenie, konieczne stanie się nie tylko dostosowanie obecnie istniejącego prawa do dyrektyw Unii. Chodzi przede wszystkim o stworzenie rozwiązań, które zachęcą zagranicznych inwestorów do rozwijania działalności na rynkach lokalnych, będących bazą wypadową do podbicia rynku europejskiego — twierdzi szefowa Union Investment TFI.
Według Union Investment TFI, możliwe jest np. przeniesienie do Polski back-office funduszy, w tym kalkulacji wartości jednostek rozrachunkowych, księgowości, korespondencji z klientami i innych operacji, które nie muszą być realizowane w miejscu sprzedaży jednostek uczestnictwa. Zarządzanie funduszami może zaś odbywać się poza naszym krajem. Polska nie będzie więc wówczas tylko rynkiem zbytu dla funduszy paneuropejskich, ale centrum przetwarzania danych.
Szansą dla Polski jest również rejestracja na jej terenie pozaeuropejskich firm zarządzających funduszami. Ich działalność w Europie może być prowadzona z dowolnego kraju UE, a zatem jest szansa, by przynajmniej część funduszy zza oceanu przyciągnąć do Polski.