Fundusze szukają płynności

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-05-27 07:40

Każdy z zarządzających „misiami” ma swój przepis na sukces: w PZU rozpraszają ryzyko, w PKO chętnie kupują za granicą, a Investors skupia się na selekcji

W ubiegłym roku nieistniejący już indeks sWIG80 zyskał 37 proc., a mWIG40 zwyżkował o 31 proc. Nie dziwi więc, że w tym czasie fundusze akcji polskich małych i średnich spółek zarobiły średnio 31,1 proc. Okazuje się jednak, że diabeł tkwi w szczegółach — choć zarządzający korzystali z hossy w segmencie „misiów”, to jednak wielu z nich używało także „dopalaczy”. Najpopularniejszym były inwestycje zagraniczne — i to niekoniecznie w akcje przedsiębiorstw o małej kapitalizacji.

Fot. Bloomberg
Fot. Bloomberg
None
None

Nieuchronny trend

Na koniec grudnia 2013 r. PKO Akcji Małych i Średnich Spółek ponad 20 proc. portfela miał ulokowane za granicą. To i tak mniej, niż dopuszcza statut funduszu, ale znacznie więcej niż jego rynkowi rywale. Nie byłoby w tym jednak nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że zarządzający pokusił się o walory takich gigantów, jak Apple, SAP, CEZ, Michelin czy Michael Kors. W portfelu Skarbca Małych i Średnich Spółek, dla którego benchmarkiem jest w 90 proc. indeks mWIG40, a w 10 proc. 3-miesięczny WIBID, walory zagraniczne stanowiły 15 proc. aktywów, a zarządzający zaufał największym tureckim bankom i spółkom motoryzacyjnym. Oprócz tego ponad 19 proc. portfela zajmowały blue chipy z GPW, z Synthosem i Eurocashem na czele. Oprócz chęci „podkręcenia” wyników inwestycyjnych specjalistom z TFI przyświecał także inny cel: utrzymać płynność portfela. Ubiegłoroczne wycieczki zagraniczne to zdaniem ekspertów początek trendu.

— Reforma systemu emerytalnego spowodowała, że OFE przestały kupować małe i średnie spółki, a wręcz stanęły po stronie podażowej. Moim zdaniem, fundusze małych i średnich spółek będą musiały rozszerzyć spektrum inwestycyjne i poszukać ciekawych spółek poza Polską. W przyszłości zarządzający będą zwiększać płynność portfela, a o to łatwiej na rynkach zagranicznych — tłumaczy Łukasz Hejak, zarządzający z Investors TFI.

Specjalista zwraca również uwagę, że zmienił się profil polskiego klienta. Inwestorzy coraz chętniej kupują jednostki uczestnictwa przez internet. To pozwala im szybko reagować na zmieniającą się koniunkturę rynkową i przenosić się z jednego funduszu do drugiego. W marcu, po załamaniu kursów małych i średnich spółek, z portfeli „misiów” Polacy wycofali łącznie ponad 0,5 mld zł. Na tak gwałtowne umorzenia zarządzający muszą więc być przygotowani.

Inwestycja na zagranicznych giełdach przynosi wymierne rezultaty pod tym jednak warunkiem, że zarządzający dobrze wybiera spółki. Fundusz ze stajni PKO zarobił w ubiegłym roku 33 proc., a Skarbiec zyskał ponad 40 proc., co zapewniło mu drugie miejsce w grupie. W tym czasie Aviva Akcji Małych Spółek, który również wybrał się na wycieczkę zagraniczną, zwyżkował o 24 proc., zajmując w tabeli piąte miejsce od końca.

Lynch kontra Buffett

„Jeśli spędzasz więcej niż 13 minut nad analizą ekonomiczną i na rynkowych prognozach, to znaczy, że zmarnowałeś 10 minut” — taką zasadą kieruje się Peter Lynch, znany amerykański inwestor i zarządzający z Fidelity Investments. Specjalista nie poświęca czasu analizie technicznej, a przy budowie portfela dużą wagę przykładał do dywersyfikacji. Sam posiadał średnio 1400 różnych papierów. Podobną strategią zdaje się kierować Kamil Gaworecki, zarządzający PZU Akcji Małych i Średnich Spółek. Na koniec grudnia w jego portfelu znajdowało się prawie 240 spółek, w tym 21 zagranicznych i rzadko pojedynczy walor przekraczał 0,5 proc. udziału w aktywach. Średnia rynkowa wynosi 85 pozycji.

— Fundusze akcyjne w PZU TFI są zarządzane w taki sposób od końca 2009 r. Od tego czasu liczba pozycji w portfelu systematycznie rośnie. Przedstawiciele firmy tłumaczą to chęcią maksymalnego rozproszenia ryzyka. Swojej przewagi TFI poszukuje głównie poprzez zmiany poziomu alokacji w akcje. Szeroka dywersyfikacja ma jednak wady, przede wszystkim ogranicza potencjał zysku z tytułu selekcji, choć z drugiej strony ogranicza ryzyko błędu. W ostatnich latach w grupie funduszy akcji polskich MiŚ wygrywają przede wszystkim dobrzy selekcjonerzy — wyjaśnia Marcin Różowski, analityk Analiz Online.

Na wyniki jednak narzekać nie można. W 2013 r. fundusz PZU zarobił 33,5 proc., czyli o ponad 2 pkt proc. więcej od średniej. Udział akcji w jego portfelu po doliczeniu kontraktów terminowych na WIG20 o wartości 17,5 mln zł sięga 104 proc. Tak duże zaangażowanie w połączeniu z umorzeniami klientów odbija się dziś czkawką, bo fundusz traci w tym roku prawie 10 proc., co jest drugim najgorszym wynikiem na rynku.

W opozycji do Petera Lyncha stoi Warren Buffett, który mawiał, że „szeroka dywersyfikacja jest potrzebna tylko wtedy, gdy inwestor nie wie, co czyni”. Pewny swojej strategii był zarządzający Ipopema Małych i Średnich Spółek, który ma najbardziej skoncentrowany portfel, składający się z zaledwie 44 spółek. Efekt? W 2013 r. zyskał 31,3 proc., czyli tyle, co średnio rywale. Znacznie lepiej z selekcją poradził sobie Łukasz Hejak z Investors TFI, który do portfela funduszu kupił 66 spółek i w ubiegłym roku zarobił 41,2 proc. — najwięcej na rynku.