G-7 walczy z e-terroryzmem
Najbardziej uprzemysłowione państwa z Grupy G-7 zastanawiają się na konferencji w Paryżu, jak walczyć z e-terroryzmem. Debatę wywołał wirus I love you, który zainfekował wświecie ponad milion komputerów. Znawcy komputerowej branży twierdzą, że mogą się pojawić dużo groźniejsze odmiany e-infekcji.
Paryska konferencja G-7, najbardziej uprzemysłowionych państw świata, miała nietypowy przebieg. Od poniedziałku przedstawiciele rządów Francji, Japonii, Kanady, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, USA oraz Rosji debatowali nad nowymi zagrożeniami, jakie niesie ze sobą świat bez granic. Nowe technologie, zwłaszcza Internet, rodzą nowe formy przestępstw.
To tylko początek
I love you, czyli wirus miłości, który w tym miesiącu zaraził ponad milion komputerów na całym świecie, to tylko ostatni przykład zagrożeń, jakie niesie ze sobą sieć. Pluskwa była wysyłana przez pocztę elektroniczną i mogła przybrać aż cztery odmiany. Zainfekowane zostały systemy komputerowe ministerstw, przedsiębiorstw i nawet CIA. Wirus ten był groźniejszy od ubiegłorocznej Melissy.
— Sądzę, że jeszcze nie zobaczyliśmy najgorszego — komentował dla „International Herald Tribune” Leonard Adleman, profesor Uniwersytetu Południowa Kalifornia, który od ponad 20 lat prowadzi badania nad wirusami komputerowymi i był jednym z wynalazców kodu szyfrowego RSA.
Dotychczas za autorów wirusów uznawano komputerowych amatorów-hakerów. Politycy retorycznie pytają, co jednak stałoby się, gdyby uznany specjalista informatyk dostał intratną propozycję stworzenia wirusa dla potrzeb jednej z organizacji terrorystycznych?
Poważna broń
I love you niszczył tylko pliki zdjęciowe i muzyczne. W kwietniu ubiegłego roku wirus Chernobyl niszczył zapisy na twardych dyskach. Sprawa stała się poważna dla polityków nie tylko z powodów gospodarczych.
— Możemy rzucić cały Zachód na kolana. Wystarczy wpuścić wirus do sekretnych programów, jak zrobiliśmy ostatnio, i nie będą w stanie nic zrobić — zacytował Władimira Żyrinowskiego rosyjski „Kommersant”.
Krytyczny sprawdzian
Na razie wydaje się, że najważniejsze komputery — te znajdujące się w bankach czy obsługujące systemy zasilania energii — nie są podatne na wirusy wysyłane pocztą elektroniczną. Oparte one są na systemie operacyjnym Unix, który podobno jest bardziej bezpieczny od Windows.
Nie znaczy to jednak, że instytucje te są całkowicie bezpieczne. Chris Goggans, dyrektor operacyjny Security Designe International, na łamach „IHT” przyznał, że jego firmie udało się włamać do systemu banków, szpitali, elektrowni i dużych koncernów samochodowych. Robił to jednak w ramach sprawdzianu systemu swoich klientów.