GASTRONOMIA WYCHODZI NA ULICE

Artur Lisowski
opublikowano: 1999-05-17 00:00

GASTRONOMIA WYCHODZI NA ULICE

W Łodzi powstanie rekordowa ilość przykawiarnianych ogródków

POJAWIAJĄ SIĘ NA WIOSNĘ: Co roku o tej porze jak grzyby po deszczu wokół pubów i restauracji wyrastają ogródki gastronomiczne. fot. Małgorzata Pstrągowska

Na wiosnę wielu właścicieli pubów i restauracji decyduje się na otwarcie ogródków gastronomicznych. Dla części z nich taki interes miał być prawdziwą żyłą złota. Ci, którzy zdecydowali się go otworzyć, są jednak zdania, że prowadzenie ogródka może być bardzo ryzykowne.

Na początku maja w większości polskich miast zaczynają powstawać letnie przykawiarniane ogródki.

— Warunkiem podstawowym otwarcia ogródka przy Piotrkowskiej, głównej ulicy Łodzi, jest posiadanie przy niej lokalu gastronomicznego. Potrzebna jest także pozytywna opinia wydziału dróg, miejskiego plastyka oraz sanepidu. Na tej podstawie wydawana jest czasowa decyzja o zajęciu części tzw. pasa drogowego, czyli chodnika lub fragmentu ulicy. Często wymagana jest także zgoda sklepu, przed którym ewentualnie miałby on stanąć — tłumaczy Jerzy Jurga, zastępca dyrektora delegatury Łódź Śródmieście.

Podobne wymagania stawia się chętnym do otwarcia takich ogródków w innych miastach.

— Bardzo ważny jest wygląd, odpowiednia wysokość ogrodzenia i jakość wyposażenia — wyjaśnia Jacek Zawistowski, właściciel ogródka przy restauracji Pod Zamkiem w Warszawie.

Wielu inwestorów uważa, że nadszedł już czas, aby powstały firmy specjalizujące się w projektowaniu i wykonywaniu konstrukcji metalowych, które tworzą szkielet każdego ogródka. Obecnie zajmują się tym pojedyncze zakłady rzemieślnicze.

Cena ogródka

Sezon na prowadzenie tego typu działalności trwa od 30 kwietnia do 30 października. Jak twierdzą inwestorzy, stworzenie ogródka nie jest, jak mogłoby się zdawać, wydatkiem jednorazowym. Co roku trzeba go poddać konserwacji lub choćby częściowej modernizacji, co łączy się z dodatkowymi wydatkami.

— Według ustawy o drogach publicznych, za zajęcie pasa drogowego płaci się 50 gr za mkw. dziennie. Dodatkowo za uzyskanie pozwolenia uiścić trzeba jednorazową opłatę wysokości 18 zł za każdy metr powierzchni — mówi Jerzy Jurga.

Nie jest to wiele dla dobrze prosperującego ogródka. Często jednak poniesione koszty nie zwracają się szybko, a ogródek utrzymywany jest z zysków, jakie przynosi lokal gastronomiczny, przy którym go urządzono.

— Trudno powiedzieć, czy opłaty są duże czy małe. Płaci się dziś za wszystko, a żeby zdobyć klienta, trzeba przecież co roku inwestować — twierdzi Agata Kowalczyk, menedżer jednego z łódzkich pubów, przy którym stoi letni ogródek.

Coraz częściej stoliki na wolnym powietrzu ustawiają również restauracje. Cześć z nich nastawiona jest na określone grupy klientów.

— W lecie nie mamy żadnych problemów z zapełnieniem stolików w naszym ogródku. Odwiedzają nas przede wszystkim ludzie, którzy przyjeżdżają do Łodzi w interesach — opowiada Agnieszka Pyć, menedżer restauracji Esplanada w Łodzi.

Prowadzący puby i restauracje niechętnie mówią, ile musieli wydać, aby powstał ich ogródek. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że koszty, z jakimi musi liczyć się właściciel lokalu gastronomicznego, sięgają zwykle kilkunastu tysięcy złotych.

Wojna z brzydotą

Ścisłe centrum Łodzi stanowi ulica Piotrkowska, która niedawno z traktu handlowego przekształciła się w ciąg lokali gastronomicznych.

— Wniosków o przyznanie pozwoleń ciągle przybywa. Powierzchnia otwieranych ogródków nie jest jednak w żaden sposób limitowana. Uważam to za błąd, ponieważ w tym roku ogródki zaczęły się rozrastać i dochodzi do sytuacji, gdy ich powierzchnia bywa kilka razy większa od lokalu zasadniczego — tłumaczy Jerzy Jurga.

Wielu właścicieli lokali gastronomicznych uważa, że takich ogródków mogłoby powstać o wiele więcej. Ich zdaniem każdy pub czy restauracja powinny mieć prawo do ich otwierania.

— Każdy pub powinien mieć swój ogródek. Jest to przecież reklama lokalu. Z drugiej strony prawdą jest, że na Piotrkowskiej jest bardzo mało miejsca i czasami trudno się na niej poruszać samochodem. Uważam jednak, że powierzchnia ogródka, nie powinna zależeć od wielkości lokalu zasadniczego — dodaje Agata Kowalczyk.

Mimo zapewnień władz miasta, nie wiadomo, czy uda im się jeszcze w tym roku uporządkować problem ogródków na ulicy Piotrkowskiej.

— Żeby ogródków mogło być więcej, trzeba by ograniczyć powierzchnie tych już istniejących. Na Piotrkowskiej istnieją przecież ogródki o powierzchni aż 82 mkw. W tym roku chcielibyśmy wyeliminować te z nich, których właściciele uznali plastikowe meble za stosowne uzupełnienie secesyjnej architektury ulicy — ironicznie podsumowuje Jerzy Jurga.