Gazowy konflikt zmroził Europę

Anna Bytniewska, PJ
opublikowano: 07-01-2009, 00:00

Kłótnia naszych sąsiadów wywołała kryzys energetyczny w Europie. Polska odczuwa już jej skutki i przygotowuje się na najgorsze.

Polska dmucha na zimne

Kłótnia naszych sąsiadów wywołała kryzys energetyczny w Europie. Polska odczuwa już jej skutki i przygotowuje się na najgorsze.

Europa zaczyna dotkliwie odczuwać skutki konfliktu między Rosją i Ukrainą o cenę rosyjskiego gazu i cenę za ukraiński tranzyt na Zachód. Polski rząd postanowił działać, by nie dopuścić do zbytniego uszczuplenia rezerw gazu, jakie posiadamy.

Ochrona rezerw

Groźba jest realna, bo Gaz System i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) zostały poinformowane, że realizacja kontraktu przez RosUkrEnergo nie jest możliwa (do odwołania). A przecież ta kontrolowana przez Gazprom spółka dostarcza PGNiG około 2,3 mld m sześc. gazu rocznie przez punkt zdawczo-odbiorczy w Drozdowiczach na Ukrainie. Wczoraj dostawy gazu w tym miejscu były realizowane zaledwie w 15 proc.

PGNiG zapowiedziało wczoraj, że zwróci się do największych klientów przemysłowych o ograniczenie poboru gazu ziemnego. Z kolei Gaz-System zgłosił ministrowi gospodarki potrzebę wprowadzenia ograniczeń w poborze gazu ziemnego dla odbiorców przemysłowych. Tym bardziej że panujący mróz powoduje duże zużycie błękitnego paliwa do celów grzewczych. Magazyny gazu należące do Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) mogą pomieścić 1,6 mld m sześc. błękitnego paliwa i są obecnie wypełnione w 85 proc. Wczoraj rząd przyjął więc rozporządzenie w sprawie możliwości wprowadzenia ograniczeń poboru gazu dla przemysłu.

— Umożliwi ono elastyczne reagowanie w przypadku gwałtownych zmian w dostawach — wyjaśnia Waldemar Pawlak, minister gospodarki.

Możliwość ograniczeń dotyczy przedsiębiorstw, które zużywają ponad 417 mln m sześc. na godzinę.

Ucierpią najwięksi

Regułą jest, że to duzi odbiorcy gazu (tacy jak firmy chemiczne) w pierwszej kolejności odczuwają skutki istotnych zakłóceń w dostawach gazu do Polski. A te mogą stać się faktem, bo rosyjski Gazprom i ukraiński Naftohaz — zamiast pracować nad rozwiązaniem konfliktu — obrzucają się oskarżeniami o to, która firma wstrzymała całkowicie lub znacznie ograniczyła dostawy gazu do części krajów europejskich. Na niekorzyść Gazpromu gra czas. Brak tranzytu gazu na Zachód to utracone zyski z jego sprzedaży. Według rosyjskiej agencji ITAR-TASS zamknięte zostały gazociągi Urengoj-Użgorod, Sojuz i Progress.

Cierpliwość dla zwaśnionych państw straciła Komisja Europejska.

"Bez uprzedzenia i w oczywistej sprzeczności z zapewnieniami najwyższych władz Rosji i Ukrainy, dostawy gazu do niektórych krajów członkowskich zostały znacząco zmniejszone. To sytuacja całkowicie nie do zaakceptowania" — takie wspólne oświadczenie wydały Komisja Europejska i czeskie przewodnictwo w UE.

Naftohaz zapowiedział jednak, że w czwartek wznowi rozmowy z Gazpromem w Moskwie. Tymczasem w przyszłym tygodnie nadejdzie ocieplenie, które nieco osłabi negocjacyjną pozycję Gazpromu.

Szczęście w nieszczęściu

Polskie firmy starają się dostrzec pozytywy w całej tej sytuacji. Tym bardziej że PGNiG nie zamierza śpieszyć się ze zmniejszaniem dostaw gazu odbiorcom.

— Na początku grudnia podpisaliśmy porozumienie z PGNiG o ograniczeniu o 50 proc. dostaw gazu dla naszej spółki w związku ze zmniejszeniem produkcji. Gdyby więc rozporządzenie weszło w życie, oznaczałoby to tylko zatrzymanie produkcji azotowej, która stanowi 20-22 proc. naszych przychodów. Police mają już magazyny zaopatrzone na nadchodzący sezon, więc nie jest to dla nas zagrożenie. Dodatkowo ograniczenia w dostawach tego surowca do fabryk za naszą wschodnią granicą spowodują, że na wiosnę zabraknie na rynku mocznika i jego cena pójdzie w górę — mówi Ryszard Siwiec, prezes Polic.

— Ograniczyliśmy niedawno produkcję o 20-30 proc., więc gazu potrzebujemy mniej. Mamy też możliwość zaopatrzenia się w ten surowiec z lokalnych źródeł, które pokrywają 30 proc. naszego zapotrzebowania na gaz. Nie gwarantuje nam to jednak pełnego bezpieczeństwa, dlatego z niepokojem obserwujemy konflikt rosyjsko- -ukraiński — mówi Jerzy Marciniak, prezes Azotów Tarnów.

Spółka podpisała niedawno porozumienie z PGNiG, które za trzy lata umożliwi jej zakup gazu krajowego do 50 proc. zapotrzebowania.

W podobnej sytuacji są Puławy — z tą różnicą, że nie mają możliwości bezpośredniego zaopatrzenia w gaz ze źródeł krajowych.

Kędzierzyn mówi wprost:

— Ograniczyliśmy o 15 proc. konsumpcję gazu w związku ze spadkiem jego podaży. Nie skarżymy się, ponieważ i tak nasza produkcja jest obecnie mniejsza z powodu dekoniunktury. Jeżeli jednak dostawy gazu spadną poniżej 60 proc. naszego normalnego zapotrzebowania, będziemy mieć problem z utrzymaniem instalacji w stanie gotowości przy tak mroźnej pogodzie — mówi Krzysztof Jałosiński, prezes Kędzierzyna.

Według niego, konflikt rosyjsko-ukraiński podnosi znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju takich projektów, jak produkcja gazu syntezowego z węgla kamiennego.

Niech PGNIG weźmie się do roboty

Musimy zwiększyć wydobycie krajowe i postawić terminal LNG — taka lekcja, zdaniem ekspertów, płynie z gazowej wojny 2009.

Jacek Wróblewski

dyrektor generalny Polskiej Organizacji

Przemysłu i Handlu Naftowego.

Dla bezpieczeństwa dostaw do UE (w tym Polski) konieczna jest niezależna droga transportu dla rosyjskiego gazu, omijająca kraje skonfliktowane z Rosją. Niestety, w przypadku surowców energetycznych polityka przeplata się z biznesem, co dziś widać na przykładzie konfliktu Rosji i Ukrainy. Europa nie ma możliwości w krótkim czasie całkowitego zastąpienia gazu rosyjskiego innym na sensownych warunkach. I to mimo istniejącej możliwości dywersyfikacji źródeł dostaw (Morze Północne, Afryka, LNG). W przypadku Polski posiadanie terminalu LNG lub połączeń rurociągowych z krajami UE pozwoliłoby spokojniej działać w takich sytuacjach.

Grzegorz Pytel

ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego

Sądzę, że Polska powinna postawić na gaz pochodzący z rodzimych zasobów. Jesteśmy w stanie zaspokajać z tych złóż zapotrzebowanie krajowe (wynoszące około 14 mld m sześc. rocznie) przez okres 10-15 lat. Dziś z własnych źródeł uzyskujemy jedynie ponad 4 mld m sześc. Oczywiście zwiększenie krajowego wydobycia wymagałoby inwestycji ze strony PGNiG w infrastrukturę przesyłową czy nowe odwierty. Koszt tych prac i czas na ich zrealizowanie nie są jednak duże. Pełne przejście na własne wydobycie poprawiłoby komfort negocjowania z Rosjanami kontraktów na dostawy gazu w przyszłości. Moglibyśmy wtedy wypracować korzystniejsze stawki. Polska mogłaby także kupować gaz w okresach letnich. Wtedy jest on tańszy, a dostawcy nieraz wręcz proszą się, by go od nich odebrać.

Andrzej Szczęśniak

niezależny ekspert rynku paliwowego

Z podobnego kryzysu w 2006 r. nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków. Przez trzy lata w zasadzie nic nie zrobiono, by poprawić nasze bezpieczeństwo energetyczne. Co na przyszłość? Powinniśmy postawić na zwiększenie krajowego wydobycia gazu ziemnego oraz wybudowanie nowych pojemności magazynowych. Między bajki natomiast włożyłbym projekty sprowadzania gazu z Norwegii. Taka szansa zdarzyła się raz wiele lat temu, drugi raz raczej się nie powtórzy.

Przemysław Wipler

ekspert ds. energetyki Instytutu Jagiellońskiego, były dyrektor ds. dywersyfikacji dostaw nośników energii w Ministerstwie Gospodarki,

Musimy zrealizować projekty uniezależniające nas od jakichkolwiek dostawców. W przypadku Polski oznacza to dokończenie terminala LNG — nawet jeśli nie będzie kontraktu długoterminowego na gaz skroplony. Należy też zbudować gazociąg łączący nas z Norwegią przez Danię. Ważna byłaby też albo rezygnacja z nierealnych i szkodliwych dla Europy — w tym Polski — pomysłów związanych z handlem emisjami, albo natychmiastowe poważne podejście do energetyki atomowej. Pakiet energetyczno-klimatyczny przyjęty w grudniu przy akceptacji Polski oznacza pogłębienie dyskryminacji energetyki węglowej i de facto coraz większe uzależnienie od gazu ziemnego, a więc Rosji i jej partnerów. Jeśli rząd się za to poważnie nie zabierze, za trzy lata najpóźniej takie same problemy będziemy mieli z dostawami ropy naftowej.

Gorący, mroźny wtorek

7:40

Ukraiński Naftohaz oskarża Gazprom o ograniczanie dostaw dla Europy. Miałyby one spaść z 221 mln m sześc. na dobę do zaledwie 92 mln m sześc. Za dwie i pół godziny Ukraińcy podadzą jeszcze bardziej dramatyczne dane. Wielkość dostaw miała spaść do 73,8 mln m sześc.

8:25

Zaczynają napływać niepokojące komunikaty z państw, które są odbiorcami paliwa. Jako jedne z pierwszych bije na alarm bułgarskie Ministerstwo Gospodarki i Energetyki. Ogłasza, że dostawy wstrzymano nie tylko dla Bułgarii, ale i dla Turcji, Grecji oraz Macedonii.

9:05

O zmniejszeniu dostaw informuje Rumunia. Tu ich wielkość spada o 75 proc. Potem statystyki podają Austriacy i Węgrzy. Ci otrzymują odpowiednio 10 i 20 proc. zakontraktowanych dostaw.

11:45

Rosja może całkowicie wstrzymać przesyłanie gazu przez Ukrainę — alarmuje Ołeh Dubyna, prezes ukraińskiej spółki paliwowej Naftohaz. Podobną opinię wygłasza kilka godzin później Wiktor Juszczenko, prezydent Ukrainy. Gazprom odbija piłeczkę i twierdzi, że to Ukraina zakręciła kurki z gazem.

11:50

Unia Europejska zażądała natychmiastowego wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do krajów członkowskich, określając ograniczenie dostaw w nocy z poniedziałku na wtorek jako "nie do zaakceptowania".

13:35

Pojawia się światełko w tunelu. Ołeh Dubyna, szef Naftohazu, pojedzie w czwartek do Moskwy, aby wznowić rozmowy z Gazpromem w sprawie dostaw rosyjskiego gazu.

14:00

Polski rząd dmucha na zimne i przyjmuje rozporządzenie w sprawie możliwości wprowadzania ograniczeń poboru gazu dla przemysłu.

— Dzisiaj nie ma ograniczeń dostaw dla żadnej grupy odbiorców — zaznacza wicepremier Pawlak.

18:00

Węgrzy podają, że o 15.30 całkowicie ustały dostawy gazu z Ukrainy. Dziś ich rząd ma zdecydować o uruchomieniu rezerw.

Anna

Bytniewska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska, PJ

Polecane