Gazowy promyk z Luksemburga

opublikowano: 15-07-2021, 20:00

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), z siedzibą na luksemburskim Kirchbergu, w propagandzie obecnych władców Polski zyskał już wizerunek czarny jak smoła.

Czasem docierają jednak z Luksemburga również jasne promyki, wszystko zależy od wydźwięku orzeczeń TSUE dla PiS. Właśnie obserwujemy taką biegunowość, wzmocnioną zdalnym starciem między TSUE a naszym Trybunałem Konstytucyjnym (TK) pod wodzą Julii Przyłębskiej, czyli „odkrycia towarzyskiego ostatnich lat” Jarosława Kaczyńskiego. Z jednej strony – PiS absolutnie nie zamierza wykonać niekorzystnych orzeczeń w obszarze praworządności, co będzie symbolicznym (chociaż rzecz jasna nieformalnym) wypowiedzeniem niektórych zapisów ratyfikowanego traktatu o UE. Z drugiej – rząd triumfuje po oddaleniu przez TSUE odwołania Niemiec od wyroku sądu pierwszej instancji z 2019 r. w sprawie gazociągu OPAL.

Czwartkowe orzeczenie gazowe to naturalna okazja do przypomnienia struktury TSUE. Traktatowo składa się on z dwóch członów, pierwsza instancja nazywa się Sądem UE, dopiero druga to trybunał właściwy. Odwoławcze orzeczenie gazowe miało znaczenie strategiczne, zatem wydała je tzw. wielka izba TSUE w składzie 15-osobowym, sprawozdawcą był polski sędzia Marek Safjan, niegdyś prezes TK. Wypada przypomnieć, co Niemcy przegrały najpierw w 2019 r. przed sądem, a teraz odwoławczo przed trybunałem. Rosyjski gazociąg bałtycki Nord Stream 1 – podobnie jak właśnie finalizowany Nord Stream 2 – wychodzi z morza na niemiecki ląd w Lubminie koło Greifswaldu. Stamtąd paliwo rozprowadzane jest dwoma głównymi magistralami tranzytowymi – na południe 473-kilometrowym gazociągiem OPAL (Ostsee-Pipeline-Anbindungsleitung) wzdłuż Odry i Nysy do niemiecko-czeskiej bramki Brandov, a na zachód nadmorskim NEL (Nordeuropäische Erdgasleitung) do Holandii.

Nord Stream 1 uruchamiali w 2011 r. w Lubminie koło Greifswaldu nie tylko kanclerz Angela Merkel i prezydent Dmitrij Miedwiediew, lecz także premierzy innych państw korzystających z gazociągu – holenderski Mark Rutte i francuski Francois Fillon.
Astakhov Dmitry / TASS / Forum

Cała rozgrywka o tak bliski nam OPAL to wieloletnie, sprytne kombinacje Gazpromu zmierzające do obchodzenia unijnych rygorów antymonopolistycznych. Nord Stream 1 o przepustowości rocznej 55 mld m sześc. gazu zaczął realnie funkcjonować w 2012 r. i sam w sobie wymknął się na wodach międzynarodowych unijnym regulacjom. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z dalszym przesyłem przez terytorium Niemiec, czyli UE. Technicznie OPAL przygotowany został do rocznej przepustowości 36 mld m sześc., ale otrzymał unijną zgodę na wykorzystanie połowy tej wielkości. W 2016 r. Komisja Europejska (KE) pod przewodem Jean-Claude’a Junckera przychyliła się jednak do wniosku Niemiec o uruchomienie pełnej mocy. I właśnie ta zgoda została zaskarżona przez Polskę, ze wsparciem Litwy i Łotwy, jak się okazało – skutecznie. Warto zatem pamiętać, że oprócz rządu Niemiec drugim podmiotem przegranym jest KE, zarówno poprzednia wydająca zgodę, jak też obecna pod wodzą Ursuli von der Leyen, wspierająca odwoławczy wniosek Niemiec.

Ostateczne orzeczenie TSUE na pewno silnie uderza w interesy Gazpromu. Tzw. trzeci pakiet gazowy, czyli unijna dyrektywa obowiązująca od 23 maja 2019 r., nakazuje własnościowy rozdział posiadania źródeł surowców oraz sieci przesyłowych. Jest nie do przyjęcia dla Rosji, ponieważ obala całą kremlowską doktrynę imperialnej polityki energetycznej. Dlatego Gazprom wykonuje najróżniejsze chwyty, np. wymieniając z niemieckimi koncernami ich symboliczne udziały w eksploatacji rosyjskich złóż na aktywa w infrastrukturze na terenie Niemiec, czyli w UE. Jedno jest pewne – im bliżej nieuchronnego zakończenia Nord Stream 2, tym więcej zapowiada się pracy dla sądu i trybunału w Luksemburgu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane