Gdański sąd rozpoczyna przesłuchania

Katarzyna Jaźwińska
29-12-2005, 00:00

Sprawa sprzedaży bazy paliwowej nabiera rumieńców. Sąd wyjaśni, czy była zgodna z prawem. A kto wyjaśni aspekt polityczny?

Od połowy 2002 r., czyli od upadku Stoczni Szczecińskiej Porta Holding (SSPH), trwają poszukiwania winnych bankructwa. Coraz częściej pojawiają się głosy, że to efekt działań przedstawicieli poprzedniego rządu, którzy chcieli przejąć kontrolę nad należącą do holdingu bazą paliwową Porty Petrol w Świnoujściu. Gdański Sąd Okręgowy zabrał się wreszcie za wyjaśnienie, czy SSPH mogła pozbyć się bazy.

Początek przesłuchań

Tuż przed bankructwem, kiedy SSPH miała otwarte postępowanie układowe, baza trafiła do sopockiej spółki Prolim (obecnie Bel Leasing z grupy Banku Millennium), należącej wówczas do BiG Banku Gdańskiego (obecnie Bank Millennium) i Jerzego J., pomorskiego barona SLD zamieszanego w aferę Stella Maris. W lipcu ubiegłego roku syndyk Porty Holding skierował do sądu wniosek o zbadanie, czy transakcja była zgodna z prawem. Proces rusza pełną parą.

— Otrzymaliśmy od syndyka Porty Holding pozew dotyczący cofnięcia umów sprzedaży nieruchomości w Świnoujściu spółce Prolim. Przesłuchaliśmy dwóch świadków, a na 9 stycznia 2006 r. mamy zaplanowane przesłuchanie kolejnych pięciu — mówi Hanna Lange-Bieszki, sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku, odpowiadająca za kontakty z prasą.

Nie wiadomo, jak długo potrwa proces. Trudno też spekulować, co się stanie, jeśli sąd uzna, że sprzedaż trzeba cofnąć. Wojciech Kaczorowski, rzecznik Banku Millennium, potwierdza tylko, że proces toczy się, ale szczegóły być może będzie mógł przedstawić dopiero dziś. Syndyk był wczoraj niedostępny.

Sens inwestycji

Bardzo trudne wydaje się rozstrzygnięcie, czy to właśnie próba przejęcia kontroli nad bazą była gwoździem do trumny stoczni. Taką tezę stawiają m.in. byli menedżerowie holdingu. Jako winnego wskazują Jacka Piechotę, ówczesnego ministra gospodarki, który właśnie pisze białą księgę, gdzie ma przedstawić własną wersję wydarzeń.

— Mam nadzieję, że skończę pisać do połowy stycznia — mówi Jacek Piechota.

Menedżerowie zarzucają mu, że wspierał starania Jerzego K., aresztowanego szefa Ship Service, który w latach 90. przegrał ze stocznią walkę o bazę, a później chciał ją odkupić.

Jacek Piechota wielokrotnie twierdził, że zakup bazy przez stocznię był chybionym pomysłem. Czemu inwestycja miała być niekorzystna dla stoczni, a dla Ship Service nie?

— Umówiłem spotkanie Krzysztofa Piotrowskiego (szef Porty Holding — przyp. red.) i Jerzego K. Według moich informacji Jerzy K. próbował odwieść menedżerów od pomysłu inwestowania w bazę. Zaangażowanie Ship Service w ten projekt było zasadne, bo spółka chciała zająć się tylko bunkrowaniem paliw (zaopatrywaniem w nie statków — przyp. red.), a stocznia zamierzała handlować nimi na rynku polskim i niemieckim, uszczuplając rynek Orlenu — uważa Jacek Piechota.

— Chcieliśmy handlować paliwami. Mieliśmy też spółkę Porta Baltic Service, która miała zajmować się ich bunkrowaniem. Nie robiliśmy nic, co byłoby niezgodne z prawem. Za premiera Józefa Oleksego powstał program rządowy, w którym zapisano, że wejście na rynek paliwowy jest właściwym krokiem dywersyfikowania produkcji stoczniowej — mówi Krzysztof Piotrowski.

Obecnie świnoujską bazę paliwową, zbudowaną dla Kriegsmarine, a używaną w okresie PRL przez Armię Radziecką, leasinguje firma duńska. Z powodzeniem handluje paliwami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gdański sąd rozpoczyna przesłuchania