Widoczne ostatnio w Niemczech spowolnienie gospodarcze odbiło się na wynikach wielu polskich przedsiębiorców.

— Odczuliśmy to w drugiej połowie ubiegłego roku. W pewnym momencie mieliśmy nawet wrażenie powtórki z kryzysowego 2008 r. — opowiada Agata Duliniec, prezes Gniotpol Trailers, firmy produkującej pojazdy użytkowe.
Po pierwsze dywersyfikacja
Firmę uratowało to, że z wyprzedzeniem uruchomiła działania na innych rynkach, co pozwoliło jej zrekompensować spadek sprzedaży do Niemiec.
— Dzięki temu możemy mówić o pewnym ochłodzeniu w naszej sytuacji, a nie recesji — mówi Agata Duliniec.
Nie wszyscy przedsiębiorcy mieli tyle szczęścia. Jedno jest pewne — w obecnej trudnej sytuacji warto dywersyfikować sprzedaż.
— O handel najłatwiej w krajach, które nie są odległe. Polscy eksporterzy bez trudu poruszają się po rynkach bliskich nam kulturowo, posługujących się znanymi nam schematami w obrocie gospodarczym. Dlatego struktura naszego eksportu opiera się głównie na Niemczech i pozostałych krajach Unii Europejskiej (UE). Jednak część naszych tradycyjnych partnerów nie rozwija się już w takim tempie, jakiego byśmy sobie życzyli — mówi Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).
Zwraca uwagę, że warto dbać o kontakty na tych rynkach, bo wciąż stanowią one większość naszego eksportowego biznesu.
— Ponadto spowolnienie to okres, kiedy można przekonać do siebie zupełnie nowych odbiorców, którzy do tej pory nie zwracali uwagi na naszą ofertę, a teraz — gdy ogląda się każdy grosz — mają zupełnie inne podejście. Do tego dochodzi spore zamieszanie w związku z brakiem ciągłości dostaw z Dalekiego Wschodu, co w niektórych przypadkach tworzy okazje do zajęcia miejsca tamtejszej konkurencji — podkreśla Piotr Soroczyński.
Południe Europy
Do tego, pomimo spowolnienia, popyt wewnętrzny w strefie euro generalnie jest stabilny.
— Szczególnie atrakcyjne są obecnie kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Oczekujemy w tym roku solidnego tempa wzrostu gospodarczego, zwłaszcza na Węgrzech i w Rumunii — mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface.
Zgadza się z nim Radosław Jarema, dyrektor zarządzający instytucji płatniczej Akcenta. Jego zdaniem zamiast walczyć o rynki wysokorozwinięte, na których panuje ostra konkurencja, warto przyjrzeć się krajom się rozwijającym.
— Rośnie tam bowiem popyt i często można znaleźć rynkowe nisze — zwraca uwagę Radosław Jarema.
Jako ciekawe kierunki dla polskiego eksportu wymienia południe Europy — a więc takie kraje, jak Rumunia, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Grecja. Przy czym szczególnie interesująca wydaje mu się Rumunia, która rośnie w dwucyfrowym tempie od 2014 r. Jest to duży i chłonny rynek. Pod względem liczby ludności wśród państw UE zajmuje siódme miejsce.
— Osiągniecie silnej pozycji jako partner handlowy w tym kraju może ułatwić dalszą ekspansję na okoliczne rynki. Wokół mamy sporo państw, w przypadku których polski eksport nadal jest słabo rozwinięty — mówi Radosław Jarema.
Dodaje, że dodatkowym powodem, dla którego polscy przedsiębiorcy mogą zainteresować się południową Europą, jest Via Carpatia.
— Ta międzynarodowa trasa docelowo połączy nasz kraj z południem kontynentu i umożliwi łatwiejszy, szybszy i bezpieczniejszy transport. Do czasu jej powstania polscy eksporterzy mogą zrobić rozpoznanie rynków i dobrze przygotować się do ekspansji — podkreśla Radosław Jarema.
Co poza Unią
Myśląc o dywersyfikacji eksportu, warto sięgnąć także poza UE. Dobre byłoby choćby odtworzenie udziału polskich towarów w eksporcie na nieodległym wschodzie. Przed rosyjskim embargiem ten udział był o kilka procent wyższy niż obecnie.
— To się już dzieje. Nasz eksport do Rosji wzrósł w minionym roku o 9,9 proc., na Ukrainę o 11,8 proc., na Białoruś o 19 proc., a do Kazachstanu aż o 21,2 proc. — mówi Piotr Soroczyński.
Generalnie dynamika eksportu do pozaunijnych krajów jest obecnie trzykrotnie wyższa niż na rynki wspólnoty.
— Największy wzrost sprzedaży nastąpił do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, USA, Kanady, Japonii oraz Chin — mówi Łukasz Grabowski, dyrektor rynków europejskich w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH).
Duże nadzieje eksporterzy wiążą szczególnie z rozwiniętymi rynkami spoza wspólnoty, takimi jak USA, Kanada czy Japonia.
— Wyróżnia je wysoka chłonność, zarówno w zakresie gotowych towarów konsumpcyjnych, jak i dóbr zaopatrzeniowych — mówi Piotr Soroczyński.
Coraz istotniejszy dla naszych eksporterów staje się rynek amerykański.
— Trzeba jednak pamiętać, że Waszyngton zapowiada podjęcie rozmów, które mają doprowadzić do zmian w relacjach handlowych z UE. Ewentualny wzrost napięcia między stronami może dotknąć również polskich producentów — przestrzega Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).
Azja i Afryka
Ciekawą opcją wydaje się również Azja Wschodnia. Wiele krajów z tego regionu skorzystało na konflikcie między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, przyciągając do siebie inwestycje, które w efekcie pozytywie wpłynęły na wzrost gospodarczy tych państw.
— Widoczne powinny być też pierwsze efekty wejścia w życie umów o wolnym handlu UE z Wietnamem, ale też z Japonią i Singapurem. Zakładamy, że drastyczne spowolnienie aktywności biznesowej wywołane epidemią koronawirusa będzie przejściowe i zostanie w znacznym stopniu zrekompensowane w dalszej części tego roku — uważa Tomasz Ślagórski.
Mimo napięcia panującego na Bliskim i Środkowym Wschodzie kraje Zatoki Perskiej też stwarzają duże szanse dla naszych eksporterów — zwłaszcza że Dubaj organizuje jesienią wystawę EXPO, która powinna skupić uwagę inwestorów i przedsiębiorców z całego świata. Do tego regionu z powodzeniem możemy sprzedawać meble, kosmetyki i żywność, spełniając wyśrubowane lokalne standardy.
— Kraje Zatoki Perskiej mogą zapewnić dobry zbyt naszych towarów, ale można je wykorzystywać również jako bramę do sprzedaży na rynki bardziej odległe i trudne dla nas do podbicia, jak choćby część krajów Afryki czy Azji — zwraca uwagę Piotr Soroczyński.
Polskie firmy pierwszy krok już zrobiły — wzrost sprzedaży do Zjednoczonych Emiratów Arabskich w 2019 r. sięgnął aż 87,5 proc. Perspektywiczna jest też Afryka, ale to nie jest łatwy kierunek.
— Tamtejsze rynki wymagają długoterminowego zaangażowania i uwzględnienia lokalnej specyfiki. Lepiej od naszych przedsiębiorców odnajdują się w tym choćby czescy eksporterzy — mówi Tomasz Ślagórski.
Wśród krajów afrykańskich szczególnie obiecujące są Kenia, Maroko i Senegal.
— Tam poziom ryzyka przedsiębiorstw jest akceptowalny, a rozwój gospodarczy wyraźnie przyspiesza — mówi Grzegorz Sielewicz.