Gejsza sprzeda się za pół miliona złotych

Na rynku inwestycyjnej whisky dochodzi do wyzysku. Zamiast umilać czas poezją przy letniej herbacie, gejsze pracują na zysk z aktywów

Inwestor gotowy przeznaczyć na urozmaicenie portfela około 1 mln HKD (0,5 mln zł) będzie miał aż 27 okazji — tyle butelek słynnej japońskiej karuizawy składa się na serię Geisha, która 19 sierpnia po raz pierwszy w historii wystawiona zostanie na aukcję. Można się spodziewać, że skoro hongkońska licytacja w Bonhams poświęcona będzie wyłącznie whisky, najcenniejsze będą szkockie malty, jednak katalog z gejszami dyskretnie podsuwa inwestorom inne rozwiązanie. Drobnymi krokami i w białych skarpetkach na pierwszy plan wychodzą nowe kandydatki: Hanyu Ichiro, Karuizawa i Yamazaki.

PIONIERKA:
Wyświetl galerię [1/2]

PIONIERKA:

Yamazaki to najstarsza japońska destylarnia. Powstała w 1923 r. i obecnie ma największy udział w lokalnym rynku single maltów. Bloomberg

Ciche wspólniczki

Bardziej dostępne byłyby może te młode, ale wśród gejszy są i 29-latki, i whisky 50-letnie — niektóre zabutelkowane w latach 70., inne w 80., kilka w 90. Najprostszym sposobem, żeby się chociaż płytko zorientować, czy Karuizawa to nie czasem jakaś sezonowa pułapka, jest sprawdzenie średniej ceny za butelkę. Według danych Wine-Searcher, zapłacić trzeba przeciętnie prawie 19 tys. zł, przy czym w przypadku whisky taka informacja daje jakiś ogląd, ale zestawianie wszystkich roczników i serii nigdy nie wypada zbyt mądrze. Japońska Karuizawa rzeczywiście drożeje, a wskaźniki monitorujące zapytania kolekcjonerów świadczą o tym, że popyt rośnie, jednak kluczem do zrozumienia sytuacji nie jest tropienie zainteresowania kupujących, tylko przyjrzenie się podaży. Wiadomość, że konkretny rocznik przelany został z beczki do butelek stosunkowo niedawno, mogłaby sugerować, że produkcja rozchwytywanego trunku ma się świetnie, tymczasem destylarnia Karuizawy nie działa już od kilkunastu lat, a branża opisuje ją posępnie jako „silent distillery”, co zagęszcza tylko silną marketingowo aurę sekretu samurajów. Rozpatrując nie tylko ceny podawane w tysiącach dolarów, ale też metody samej produkcji, honor wojowników mógłby natomiast poważnie ucierpieć, bo chociaż woda potrzebna do wytworzenia whisky spływała po tamtejszych wulkanicznych skałach, jęczmień importowano ze Szkocji, a beczki po sherry były hiszpańskie — dzięki czemu, w ocenie ekspertów, japońska „woda życia” nie odbiega stylem aż tak daleko od tej z północy Europy. Jak widać po wynikach aukcji, nie odstaje też cenami, bo w sierpniu ubiegłego roku za 700 ml dojrzewającej 52 lata Karuizawy inwestor zapłacił niecałe 919 tys. HKD (450 tys. zł), czemu natychmiast zawtórowały rynkowe portale, podając stopy zwrotu z trzema cyframi.

Karty na stół

Ten sam uczestnik aukcji, który ulokował kapitał w butelce Karuizawy, uzupełnił też barek serią Hanyu Ichiro, na którą wydał tyle, że ustanowił rekordową stawkę za pojedynczą pozycję na aukcji whisky. 54 butelki z edycji, którą można nazwać karcianą, kosztowały go 3,8 mln HKD (1,9 mln zł), bo poza etykietami, na których wzorzyste kimona rozkładają gejsze, w cenie są też nalepki z symbolami znanymi z talii kart. Dla inwestora, który dopiero zaczyna wykazywać się w tym temacie znawstwem, strategia japońskich producentów jest w pewnym sensie ułatwieniem, bo wyłowienie karcianych pozycji z katalogu nie wymaga zagłębiania się w żadne skomplikowane detale poukrywane w opisie butelki — co można zresztą przetrenować na ofercie najbliższej licytacji. Zestaw pięciu butelek z treflem wyceniany jest na 120-150 tys. HKD (59-74 tys. zł), a na przykład pojedyncza z pikiem i z lat 90. ma estymację 12-16 tys. HKD (6-8 tys. zł), ale warto przy jej zdjęciu doczytać zdanie dalej, bo dom aukcyjny informuje w nim, że to 95 egzemplarz z 348 wprowadzonych do obiegu. W przeciwieństwie do takich aktywów alternatywnych jak chociażby cenne obrazy czy wartościowe zegarki wysoko oceniane alkohole już z definicji szybciej bezpowrotnie znikają z rynku, więc wybieranie wąskich edycji może tylko zwiększyć potencjał inwestycji. Czynników, na których trzeba się skupić, nie jest przy tym aż tak dużo, bo oprócz czasu spędzonego na dojrzewaniu w beczce i ilości whisky w serii warto sprawdzić kilka tak niewymyślnych elementów, jak na przykład poziom, do którego alkohol wypełnia butelkę, czy stan zachowania samej naklejki. W wystawionym przez Bonhams zestawie pięciu Yamazaki, którego spodziewana cena to 140-180 tys. HKD (69-88 tys. zł), to właściwie kilka zdań, z których wyłapać trzeba głównie „Good labelling” i „Level: into neck” — z nich dowiadujemy się, że etykieta nie jest uszkodzona, a whisky dochodzi do zwężenia określanego jako szyja butelki. Chociaż może się wydawać, że detale wymagające odnotowania, czy nie wyparowały czasem ze dwie krople, należą do spraw, jakimi pasjonaci zabijają nadmiar wolnego czasu, informacje z tego obszaru mają duże znaczenie przy odsprzedaży. Żeby potencjał whisky jako inwestycji się nie zmniejszył, etykieta musi być jak nowa, nawet jeśli — jak w przypadku zestawu Yamazaki — nie jest przystrojona żadnym wyjątkowej urody obrazkiem. Na tle Karuizawy z gejszami i karcianych edycji Hanyu Ichiro gorzelnia z rejonów Osaki nie wypada jednak aż tak blado, bo inwestor, który zobaczy taką butelkę w gabinecie partnera, też nie musi się przesadnie wysilać, żeby zabłysnąć. Yamazaki są znane z tego, że opuszczają najstarszą destylarnię w Japonii — wtrącając coś w tym stylu w trudnym momencie negocjacji, zyska się przewagę — przynajmniej czasową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gejsza sprzeda się za pół miliona złotych