Generalny remont czy szpachlowanie

13-09-2017, 22:00

UE to nie Stany Zjednoczone Europy, lecz stowarzyszenie niepodległych państw, będących odrębnymi podmiotami prawa międzynarodowego.

Coroczne orędzie o stanie Unii Europejskiej wzorowane jest na wystąpieniu prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Zgodnie z kalendarzem kadencji Kongres USA wysłuchuje takiej mowy w styczniu, natomiast Parlament Europejski (PE) — we wrześniu. Środowe orędzie Jeana-Claude’a Junckera w Strasburgu zgromadziło całkiem przyzwoitą frekwencję, bo standardowo sala PE zapełnia się jedynie na głosowania. Przemowa przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE) miała jeszcze inny związek z orędziami amerykańskimi. Nad wszystkimi ocenami i planami wisiał syndrom decyzyjnej kwadratury koła. UE to przecież nie scalone Stany Zjednoczone Europy, lecz stowarzyszenie niepodległych państw, będących odrębnymi podmiotami prawa międzynarodowego. Dlatego sednem każdego problemu jest stopień zrezygnowania przez państwa członkowskie z suwerenności i podporządkowania się decyzjom wspólnotowym. Przy czym chodzi nie tylko o ponadpaństwowe z założenia PE i KE, lecz także o instytucje reprezentujące interesy właśnie równoprawnych państw — prezydencko-premierowskie szczyty Rady Europejskiej (RE) oraz ministerialną branżową Radę UE.

Zobacz więcej

Jean-Claude Juncker chlubił się w Parlamencie Europejskim, że jest eurokratą do szpiku kości. Bloomberg

Luksemburski przewodniczący KE chlubił się, że jest eurokratą do szpiku kości. Dlatego trudno się dziwić, że niektóre jego pomysły to kompletna abstrakcja, bez szans na zaakceptowanie przez państwa członkowskie. W perspektywie wyborów do PE, które odbędą się w końcu maja 2019 r., powtórzył marzenie eurokracji, aby głosowano na kandydatów ponadnarodowych rodzin politycznych, a nie partii krajowych. Przekładając to na polską rzeczywistość — nie byłoby list PO czy PiS, lecz, odpowiednio, Europejskiej Partii Ludowej (EPP) oraz Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR). Wykluczyłoby to sytuację, że po wyborach klecone są na poczekaniu w PE egzotyczne grupki interesów, jak wspomniana ECR — ale frekwencja w eurowyborach u nas zjechałaby do jednocyfrowej.

Jean-Claude Juncker zaproponował także połączenie przewodnictw KE i RE w jeden urząd. Taki prawdziwy unijny „kapitan” byłby równy potęgą prezydentowi USA. Z góry zastrzegł, że personalna unia wchodząca w życie od 2019 r. nie dotyczyłaby przecież ani jego, ani Donalda Tuska, bo obaj definitywnie kończą działalność w Brukseli. Notabene w innych akapitach orędzia podkreślił, że nie widzi konieczności pilnych zmian traktatowych — tymczasem jego absurdalny pomysł personalnego pomostu między dwoma gmachami właśnie takowych wymaga.

Zgłosił jeszcze jeden projekt usprawnienia zarządzania, faktycznie niewymagający nowelizacji traktatów. Otóż eurokracja widziałaby decydowanie na szczytach RE w znacznie większej liczbie spraw, w tym finansowych, większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie. Taka zmiana radykalnie osłabiłaby pozycje najbardziej krnąbrnych rządów, takich jak obecnie polskiego i węgierskiego. Ale przyjęcie owej proceduralnej korekty trybu głosowań wymaga… jednomyślności — i tak koło niemożności się zamyka. Dlatego konkluzja orędzia Jeana-Claude’a Junckera, że w funkcjonowaniu Unii Europejskiej nie można naprawiać samego dachu, lecz trzeba remontować solidnie piętro po piętrze — do końca jego kadencji ograniczy się do drugiego wiersza powyższego tytułu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Generalny remont czy szpachlowanie