Genewa: epitafium dla kierownicy

aktualizacja: 07-03-2017, 14:47

W Genewie rozpoczęła się dziś 87. wystawa motoryzacyjna. Dowodzi przede wszystkim faktu, że motoryzacja w tradycyjnym rozumieniu umiera. Nadchodzi mobilność

To jedna z najstarszych takich imprez.

Rinspeed Oasis:
Wyświetl galerię [1/11]

Rinspeed Oasis:

Tak – to koncept. Niektórzy powiedzą: tylko koncept. Ale doskonale pokazuje, w którą stronę zmierza motoryzacja. Oasis jest autonomiczny. Jest elektryczny. Jest… rolniczy? Nie bardzo wiem, jak to nazwać. No bo jak można nazwać auto, które ma w środku ogródek. Nie sztuczny. Prawdziwy. Można w nim uprawiać pietruszkę czy inną rzodkiewkę. Pierwsze wrażenie? Że Frank M. Rinderknecht, właściciel firmy Rinspeed, słynącej z konceptów, oszalał na punkcie ekologii. Ale to nie tak. Jego najnowsza kreacja – czyli właśnie Oasis – z nadwoziem długim na 3,60 m ma w wyposażeniu seryjnym niewielki ogródek tuż za przednią szybą. Nie po to jednak, by go uprawiać, ale by pokazać, jak i w którą stronę zmienia się motoryzacja. Rinderknecht stworzył pojazd, który ma być inspiracją dla twórców aut spełniających najbardziej prywatne życzenia i zmuszać do zastanowienia, jak w przyszłości może wyglądać motoryzacja. Oasis ma zwykłe cztery koła i jest napędzany energią elektryczną. Dwa elektryczne silniki o mocy 40 kW każdy umieszczono przy kołach tylnej osi. Zasięg ma wynosić 120 km. Siła napędowa jest rozdzielana między koła tylnej osi w zmiennych proporcjach, zależnie od potrzeb. Marcin Bołtryk

Przez organizowane od 1905 r. targi przewinęły się wszystkie nowości, które zapowiadały zmiany w motoryzacji. Pierwszy silnik Diesla w aucie osobowym, eksperymenty z napędem na gaz ziemny, pierwsze hybrydy, pierwsze auta elektryczne, koncepcyjne SUV-y jako eksperymenty z nadwoziem, wreszcie pierwszy ABS – wszystko to przewinęło się przez genewskie hale. Niegdyś zmiany dotyczyły kształtu, napędu lub nowego segmentu. Dzisiaj dotyczą technologii. 

Koncept z ogródkiem

Doskonałym przykładem tego, co nas w motoryzacji czeka, jest tegoroczne stoisko specjalisty od koncepcyjnych pojazdów - szwajcarskiej firmy Rinspeed. Jej przedstawiciele chwalą się modelem Oasis. Auto łączy wszystko to, co w motoryzacji jest dziś na topie. Jest więc autonomiczne, elektryczne i… co tam jeszcze chcecie. Dosłownie „co chcecie”, bo Oasis ma w wyposażeniu seryjnym nawet… niewielki ogródek umieszczony tuż za przednią szybą. Tak. Można tam hodować pietruszkę.

Ale bez obaw. Frank M. Rinderknecht, właściciel firmy, nie oszalał. Z jego wypowiedzi wynika, że Oasis ma być inspiracją dla twórców aut, które spełniają najbardziej osobiste życzenia, a jednocześnie chce zmusić do zastanowienia, jak w przyszłości może wyglądać motoryzacja.

- Chodziło mi o stworzenie samochodu, którego wnętrze byłoby takie, jak typowe mieszkanie – nie za duże, przytulne, urządzone z fantazją. Właśnie te cechy były dla mnie najważniejsze. Taki samochód mógłby należeć do prywatnego właściciela albo być współdzielony w ramach carsharingu, mógłby go prowadzić kierowca albo mógłby się poruszać autonomicznie – mówi Frank M. Rinderknecht.

Jeszcze kilka lat temu widząc elektryczny, autonomiczny pojazd z ogródkiem, uśmiechałbym się z politowaniem. Dzisiaj jednak to już uśmiech połączony z obawą — auta przejmują kontrolę. Powoli i etapami, ale jednak.

Targi motoryzacyjne to już mniej premiery aut, lecz bardziej kolejnych technologii, które mają wspierać kierowcę, a - moim zdaniem – wypierać. Nowe Volvo XC60, które światową premierę miało wczoraj, potrafi np. w krytycznej sytuacji samo ominąć przeszkodę, zmieniając pas jezdni i monitorując ruch dookoła. Lexus LS, który na europejskie narodziny również wybrał Genewę, ma system unikania zderzenia z pieszymi. On także może w określonych warunkach odebrać na kilka chwil władzę nad autem kierowcy, by uniknąć nieszczęścia. DS 7 Crossback – nowy SUV należącej do koncernu PSA - potrafi zaś sam pokonać wyznaczoną trasę. Bez dwóch zdań: cały rynek motoryzacyjny gna ku autonomii.


Szwajcarska ironia

Elon Musk, założyciel m.in. Tesla Motors, stwierdził w zeszłym roku, że najdalej za 10 lat prowadzenie samochodu przez człowieka będzie zabronione, bo to człowiek najczęściej zawodzi. Spacerując po tegorocznych targach, można odnieść wrażenie, że mógł mieć rację. Systemy asystujące (aktywne tempomaty, systemy parkujące, asystenci utrzymania pasa ruchu) to już codzienność. Nie ma już w zasadzie producenta, który podobnych rozwiązań nie oferuje. Debiutujące wczoraj małe miejskie i niedrogie auto Suzuki – model  Swift – będzie można wyposażyć na życzenie w zaawansowane systemy asystujące, które do niedawna były zarezerwowane dla samochodów z dużo droższych segmentów. Nie ma wątpliwości – pełna autonomia to tylko kwestia czasu. I to niedługiego. Wchodzi powoli, ale zaatakuje szybko.


A co będzie z samochodami sportowymi? Być może pozostaną niszą dla zamożnych klientów, których będzie stać na kierownicę w samochodzie. Dla reszty będą: carsharing, autonomia i zupełnie nowy wymiar mobilności. Dlatego na dumnie prężące muskuły Ferrari 812 Superfast można dziś patrzeć w Genewie z wyjątkową ironią. Szwajcaria jest pełna supersamochodów, ale jednocześnie za szaleństwa nimi płaci się tam bardzo słono.

Pomyślcie – najszybsze auta wystawia się tam, gdzie są najdroższe mandaty. Rekordowy? Milion dolarów i konfiskata auta (Mercedesa SLS AMG). Za co? Za jedno zdjęcie z fotoradaru (podwójne przekroczenie prędkości na autostradzie). I ta cecha szwajcarskiego prawa doskonale oddaje przekaz tegorocznych targów. Dozwolone jest wszystko, na co pozwala ci prawo (to dzisiaj) i na co pozwoli ci twój samochód (to jutro).


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Genewa: epitafium dla kierownicy