Giełda energii kusi futuresami

Przekonanie inwestorów do rynku finansowego na TGE zajmie miesiące, ale warto powalczyć. W grze są wpływy giełdy w regionie

4 listopada Towarowa Giełda Energii (TGE) symbolicznie oderwie się od kabli energetycznych. Tego dnia inwestorzy będą mogli po raz pierwszy zawrzeć transakcje na rynku finansowym terminowym i handlować kontraktami futures opartymi na cenach energii elektrycznej. Szału na nowe instrumenty od razu nie będzie. Szef TGE zastrzega, że na zbudowanie płynności potrzebny jest czas.

BEZ SZALEŃSTW:
Zobacz więcej

BEZ SZALEŃSTW:

Ireneusz Łazor, prezes TGE, stawia rynkowi finansowemu cele, ale jest ostrożny. Ma nadzieję, że w pięć lat handel dojdzie do połowy obrotów z rynku towarowego. Dla porównania: na silnie rozwiniętym NordpoolSpot rynek finansowy jest pięć razy większy niż towarowy. Marek Wiśniewski

Walka o pozycję

— Pierwsze sesje pokażą rozmiar zainteresowania. Pamiętajmy jednak, że kiedy na Giełdzie Papierów Wartościowych ruszały kontrakty futures na indeks WIG20, to handel nabrał znaczących rozmiarów dopiero 11 miesięcy po starcie — przypomina Ireneusz Łazor, prezes TGE.

Dlatego TGE ostrożnie wyznacza cele. Do 2020 r. skala handlu na rynku finansowym ma sięgnąć 80 TWh, czyli około połowy obrotów z towarowego rynku TGE (ok. 186,6 TWh w 2014 r.). Dla porównania, na giełdzie NordpoolSpot, silnie rozwiniętej, obroty na rynku terminowym finansowym są pięć razy większe niż na towarowym. Skala obrotów jest ważna, bo od tego zależeć będzie pozycja polskiej giełdy na europejskim zintegrowanym rynku energii.

— Przykładowo, w najbliższych latach trzeba będzie wybrać, gdzie ustalana będzie cena referencyjna energii i gazu — przypomina Ireneusz Łazor. Taka pozycja wiązałaby się nie tylko z prestiżem, ale miałaby też wymiar praktyczny. Dawałaby np. wpływ na ustalanie harmonogramu dnia giełdowego czy system rozliczeń.

Łatwiej bez licencji

Barierą dla ambitnych planów TGE były jednak jeszcze niedawno wymogi licencyjne Komisji Nadzoru Finansowego dla maklerów giełd towarowych. Licencję ma dziś ledwie ok. 400 osób, na dodatek egzaminy odbywały się tylko w języku polskim. To bariera dla instytucji z zagranicy. Udało się jednak znaleźć rozwiązanie — 30 listopada wchodzą w życie przepisy deregulujące zawód maklera. Licencji nie będzie, będą natomiast szkolenia i egzaminy, które — na wzór rynków europejskich — będzie przeprowadzać TGE, również w języku angielskim. To sprzyja rozwojowi handlu.

— Zniknie istotna bariera. Już organizujemy szkolenia dla zagranicznych instytucji zainteresowanych uczestnictwem w handlu na TGE — mówi Ireneusz Łazor.

Pomysł na LNG

Z symbolicznym oderwaniem się od gazociągów TGE jeszcze chwilę poczeka, bo rynek gazu ruszył ledwie trzy lata temu. Uruchomienie rynku instrumentów pochodnych na to paliwo to plan na przyszły rok. Szybciej, bo prawdopodobnie już w grudniu, ruszy natomiast handel kontraktami terminowymi forward na tzw. zielone certyfikaty (to instrument wsparcia dla odnawialnych źródeł energii). Regulamin tego rynku czeka już na zatwierdzenie przez Komisję Nadzoru Finansowego. W odleglejszej perspektywie TGE rozważa rozwój instrumentów opartych na węglu. Dziś publikuje jedynie indeksy cenowe dla tego surowca.

— Mógłbym sobie wyobrazić np. obligo giełdowe dla węgla, dzięki któremu ceny stałyby się bardziej przejrzyste. Na razie jednak nad niczym takim nie pracujemy — przyznaje Ireneusz Łazor. Ma też pomysły związane z rynkiem LNG, dla którego kamieniem milowym będzie zaplanowane na przyszły rok komercyjne uruchomienie terminalu w Świnoujściu.

— Strategiczne dla Polski będzie stworzenie regionalnego hubu gazowego, opartego na potencjale terminalu oraz rozwijanych połączeniach transgranicznych. TGE jest przygotowana: dostawcy LNG będą mogli wykorzystać istniejące instrumenty giełdowe, aby sprzedać gaz, ale jesteśmy też otwarci na propozycje nowych produktów związanych z LNG. Możliwe byłoby np. wprowadzenie instrumentów umożliwiających handel paliwem, które płynie na statku — zauważa Ireneusz Łazor. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Poczekamy, zobaczymy

MARIAN KILEN, szef traderów Fortum Power and Heat Polska

Na razie wstrzymujemy się z decyzją o wejściu na rynek finansowy TGE. Najpierw popatrzymy, jak on funkcjonuje i kto w nim uczestniczy. To też kwestia przygotowania naszych wewnętrznych procedur. Generalnie pomysł utworzenia takiego rynku jest znakomity, bo może przecież przyciągnąć więcej inwestorów niż rynek towarowy. Jego siłą napędową muszą być jednak firmy wytwarzające energię — muszą chcieć się zabezpieczać na tym rynku. Można się jednak zastanawiać, czy nie jest to krok spóźniony. Na rynkach ościennych widać, że gracze, którzy kiedyś byli aktywni, ostatnio ograniczyli działalność spekulacyjną. To efekt m.in. kryzysu i mniejszego apetytu na ryzyko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Giełda energii kusi futuresami