Giełda jedzie w dół na wysokich obrotach

Kamil Zatoński
opublikowano: 2008-01-22 00:00

WYDARZENIE DNIAWartość handlu na mocno spadkowych sesjach jest na dość wysokim, ale stabilnym poziomie. Teoria podpowiada, że nie wróży to niczego dobrego

Inwestorzy szukają wszelkich sygnałów, które mogłyby zwiastować wyhamowanie spadków. Czy obroty mogą być dobrą podpowiedzią? Zgodnie z teorią Charlesa Dowa, wolumen powinien stanowić potwierdzenie trendu. A więc w trendzie spadkowym, z którym mamy do czynienia, powinien narastać przy osiąganiu kolejnych minimów. Brak potwierdzenia trendu przez wolumen można traktować jako szansę na zmianę tendencji. Także nagły wyskok obrotów można interpretować jako zapowiedź zmiany kierunku, w którym podążają ceny.

Na razie, niestety, nie zanosi się na realizację pierwszego scenariusza, bo kolejnym dołkom towarzyszą w miarę stabilne obroty w okolicach 2 mld zł. Tę wartość osiągnięto również wczoraj. Jeśli narastanie aktywności handlu mierzyć średnią (np. obejmującą piętnaście kolejnych sesji), to w ostatnich dwóch miesiącach podniosła się ona o ponad 10 proc. Tylko na pojedynczych sesjach handel gaśnie: tak jak 7 stycznia, kiedy obroty spadły do 1,25 mld zł, a WIG następnego dnia wzrósł o 0,3 proc.

Równie krótkotrwałą zmianę tendencji przyniósł znaczący wzrost aktywności inwestorów, zanotowany w minioną środę. Obroty dla spółek z WIG sięgnęły wtedy 3,4 mld zł. Dwie kolejne sesje wskaźnik kończył na plusie, teoria znalazła więc potwierdzenie.

W czasie dwóch najgłębszych korekt w latach 2006 (maj/czerwiec, WIG poszedł w dół o 21 proc.) i 2007 (lipiec/sierpień, WIG stracił 17,8 proc.) scenariusz dotyczący obrotów był podobny. Tuż po szczytach następował nagły wyskok realizowanych transakcji, później obroty malały, by w okolicach dołka znów mocno i na krótko pójść do góry.

Tamte spadki, choć bolesne, należało jednak traktować jako korekty w trendzie wzrostowym. Teraz mamy raczej do czynienia z bessą, warto więc sięgnąć pamięcią do przeceny z 2000 i 2001 r. Handel na warszawskiej giełdzie był wtedy dużo mniejszy (obroty rzadko przekraczały 400 mln zł). W szczycie hossy zanotowano jednak nagły skok obrotów (ponad 500 mln zł, wobec średniej 300 mln zł dla poprzednich 30 sesji). Z każdym kolejnym miesiącem aktywność inwestorów była mniejsza (mierzona także wolumenem, nie tylko obrotami uzależnionymi od wysokości cen na rynku). Im bliżej dołka, tym wolumen obrotów coraz słabiej potwierdzał trend spadkowy.

Gdyby więc sugerować się tylko wolumenem, krótkoterminowych zmian tendencji należałoby obecnie oczekiwać wtedy, gdy zanotowana na danej sesji (lub sąsiadujących ze sobą kilku sesjach) wielkość obrotów znacząco różni się od średniej (np. 15- lub 30-sesyjnej). Do zmiany trendu potrzeba spadku wolumenów wraz z zaliczaniem kolejnych dołków przez główne indeksy.