Euromark będzie największą firmą outdoorową na świecie. To marzenie, ale realne — mówi Tim Roberts, prezes Euromarku.
„Puls Biznesu”: Czy cena emisyjna 15,5 zł satysfakcjonuje zarząd? Maksymalna cena wynosiła 20 zł.
Tim Roberts, prezes Euromarku: To nigdy nie był nasz cel. To była jedynie liczba, która określała pewien pułap cenowy. Głównym celem emisji jest uzyskanie 40 mln zł brutto na nasze inwestycje i cena emisyjna to zapewnia. Dlatego jestem zadowolony. Uważam też, że ta cena jest atrakcyjna dla inwestorów.
Prognozy zakładają 35-procentowy wzrost sprzedaży w tym i 40-procentowy w następnym roku. To ambitny cel.
Przeciwnie, oceniam, że szacunki są konserwatywne. Dotychczasowy dynamiczny rozwój naszej sztandarowej marki Campus wzmocni reaktywacja Alpinusa i nowa marka Stir Crazy. Stawiamy też na wzrost sprzedaży detalicznej, który będzie kolejnym impulsem wzrostu. Oceniam, że rynek rośnie w tempie około 15 proc. rocznie, a nasza mocna pozycja i inwestycje giełdowe pozwolą na rozwój Euromarku w założonym tempie.
Skoro rynek jest tak atrakcyjny i perspektywiczny, to powinna się nim zainteresować także silna konkurencja z Zachodu.
Nie obawiam się tego. Specyfiką rynku outdoorowego jest „narodowość”. Firmy koncentrują się raczej na swoich macierzystych rynkach. Jeśli ktoś zdecydowałby się na wejście na polski rynek, musiałby to zrobić przez pośredników, co od razu powoduje znaczny spadek opłacalności sprzedaży. Nie sądzę więc, by jakaś zachodnia firma zdecydowała się na ofensywę na polskim rynku.
Większość środków z emisji będzie przeznaczona na przejęcia, ale na razie nie ma w tej sprawie konkretów.
Będę bardzo rozczarowany, jeśli w ciągu trzech do sześciu miesięcy nie poinformujemy o pierwszej transakcji tego typu. Chodzi nam o marki obecne na rynku out- doorowym oraz sieci detaliczne.
Ile marek Euromark zamierza przejąć? Czy mogą to być marki zagraniczne?
Myślę, że nie więcej niż pięć w ciągu pięciu lat. Chodzi nam o takie brandy, które uzupełnią nasze portfolio, istniejące nie tylko na rynku polskim, ale również na Zachodzie.
Planujecie znaczący rozwój sieci detalicznej Planet Outdoor. Czy spółka ma wystarczające doświadczenie, by tego dokonać?
Do 2010 chcemy mieć 40 sklepów. Uważam, że mamy doświadczenie. Mamy 35 sklepów agencyjnych, kontrolujemy w nich asortyment i logistykę. Obecnie mamy podpisane 4 umowy na otwarcie własnych sklepów w centrach handlowych, negocjujemy kolejne siedem. Mamy własne centrum logistyczne. Myślę, że w ciągu dwóch lat sprzedaż detaliczna będzie stanowiła 20 proc. naszych przychodów, obecnie to 13 proc. Nie będziemy dążyć do zdecydowanego ograniczenia kanału hurtowego, gdyż nasza współpraca z hurtownikami układa się bardzo dobrze. Mamy już około 10-procentową marżę netto, znacznie wyższą od innych firm na szerokim rynku dystrybucji odzieży.
Czy Euromark planuje rozbudowę centrum logistycznego?
Obecnie jest ono wystarczające, ale liczymy się z koniecznością jego rozbudowy. Mamy już grunt pod tę inwestycję.
Czy sklepy Planet Outdoor pojawią się również za granicą?
Pierwszy sklep Planet Outdoor we Lwowie na Ukrainie ruszy w październiku. Niemal jednocześnie otworzymy sklep w angielskim Southampton. W przyszłym roku na wiosnę planujemy otwarcie placówek w Czechach i na Słowacji.
Jakie wyniki mają spółki zależne Euromarku, czyli angielski Eurotech i Camar?
Eurotech przynosi około 20 proc. naszego zysku. Spółka była dotychczas w zastoju, gdyż wszystkie wysiłki koncentrowaliśmy na rozwoju Euromarku. Camar jest naszym centrum kosztów, odpowiada chociażby za kwestie logistyczne. Obie spółki w pełni konsolidujemy.
Otwieracie sklep internetowy w Wielkiej Brytanii? Po co takie przedsięwzięcie?
To nowatorski projekt w naszej branży na Wyspach. Zakupy internetowe to tam codzienność. Uważam, że ten projekt ma duże szanse na sukces. Będzie wsparty zwykłymi sklepami, gdzie ludzie będą mogli przymierzyć ubranie, a kupić w internecie po niższej cenie. Ten trend zakupowy będzie się rozpowszechniał.
Jak wygląda sytuacja z marką Alpinus? Z prospektu wynika, że nie jest ona spłacona.
Kupiliśmy markę od BWE. Ten bank nadal nas wspiera w reaktywacji i powrocie tej marki na rynek. Cena sprzedaży wyniesie nie więcej niż 18 mln zł, a do tej pory zapłaciliśmy około 8 proc. tej kwoty. Dług będziemy sukcesywnie spłacać ze środków z przyszłej działalności.
Jak pan widzi Euromark za kilka lat?
Marzę o tym, by Euromark był największą firmą outdoorową na świecie. To marzenie może się spełnić przez rozwój naszych marek i przejęcia. Za trzy — cztery lata przeprowadzimy prawdopodobnie kolejną emisję akcji, tym razem na sfinansowanie globalnych inwestycji.