Giełda nerwowo reaguje na rezultaty wyborów
Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, warszawska giełda nie przeszła obojętnie wobec niedzielnych wyborów. Na rynku zapanowała duża niepewność, w wyniku której indeks WIG 20 ponownie opadł poniżej 1 tys. punktów. Gracze obawiają się, że nowy układ w parlamencie i rządy mniejszościowe lub problematyczna koalicja rządowa mogą negatywnie wpłynąć na proces prywatyzacji i dalszy rozwój rynku akcji.
Ostatni sukces wyborczy lewicy sprzed 8 lat warszawska giełda okupiła sporymi spadkami cen akcji. Po 19 września 1993 roku inwestorzy gremialnie rzucili się do wyprzedaży akcji. W ciągu kolejnych trzech sesji wartość wskaźnika WIG obniżyła się o około 17 proc. Mimo czarnych scenariuszy, wydaje się jednak, że obecnie nie będzie aż tak źle.
Spirala niepewności
Tym razem scenariusz prawdopodobnego rozwoju wypadków rysuje się nieco inaczej. Już początek wczorajszych notowań na warszawskiej giełdzie udowodnił, że większość inwestorów przygotowana była na zdecydowane zwycięstwo koalicji SLD- -UP. Zarówno indeks WIG, jak i WIG 20 nieznacznie zyskały na wartości. Jednak po kilku minutach, kiedy gracze orientowali się, że lewica może nie stworzyć rządu większościowego, główne indeksy GPW zaczęły gwałtownie zniżkować. Zdaniem obserwatorów, takie zachowanie sygnalizuje zaniepokojenie inwestorów przyszłym rządem i jego fundamentami, które przy ewentualnych koalicjach nie byłyby już tak stabilne. Przybywało chętnych do wyprzedaży. W kontekście wrześniowego załamania rynku akcji sprzed ośmiu laty skala obecnej przeceny jest co prawda nieco mniejsza, ale doszło do przełamania pewnej psychologicznej bariery, jaką jest poziom 1 tys. pkt dla indeksu WIG 20. Co gorsza, giełda, emocjonalnie zaangażowana w rozgrywkę polityczną, przestała nawet reagować na doniesienia z zachodnioeuropejskich rynków, na których wczoraj doszło do silnego odreagowania.
Zdaniem niektórych specjalistów, już niedługo może jednak okazać się, że czynnikiem decydującym o nastrojach warszawskich inwestorów będzie koniunktura na zagranicznych giełdach.
— Prawdopodobnie formowanie nowego rządu pozostanie jednak w cieniu zachowań rynków zagranicznych, które powinny decydować o atmosferze na GPW. Do niespodziewanych wydarzeń może dojść jedynie na wypadek perturbacji przy tworzeniu nowego rządu — ocenia Marek Świętoń, analityk ING BSK AM.
Porządki publiczne
Coraz większa korelacja gospodarki z rynkiem kapitałowym powoduje, że inwestorom giełdowym nie jest obojętne, jak nowy rząd będzie porządkował finanse publiczne. Wyzwanie jest ogromne. Równie duże są obawy i oczekiwania. Najwcześniej dziś wieczorem przekonamy się, czy koalicja SLD-UP będzie w stanie sama utworzyć rząd większościowy. Od tego zależeć będzie, jak szybko będą się posuwać prace nad budżetem i samo formowanie rządu. Ekspertów niepokoi struktura przyszłego parlamentu, która zapowiada kłopoty z dyscypliną budżetową, prywatyzacją, a co za tym idzie — może mieć niekorzystne przełożenie na rynek papierów wartościowych.
— Patrząc z perspektywy naszej gospodarki, układ sił nowego parlamentu może niepokoić. Zagrożeniem dla niej wydaje się pojawienie w Sejmie partii populistycznych: Samoobrony czy Ligi Rodzin Polskich. Problemy mogą pojawić się już w momencie prywatyzacji kolejnych spółek będących własnością Skarbu Państwa. Od nowych parlamentarzystów należy oczekiwać ostrej dyskusji w sprawie kształtu i sposobów dalszej prywatyzacji. W tym kontekście ważna dla gospodarki będzie właściwa współpraca SLD z Platformą Obywatelską — tłumaczy Rafał Gębicki, dyrektor Concordii.
Jego zdaniem, pierwsze decyzje nowego rządu będą niepopularne, jednak są nieuniknione. Tylko dzięki drastycznym cięciom możliwe będzie zbilansowanie budżetu do końca 2002 r. Wpływy muszą równoważyć wydatki, a te przy takim układzie Sejmu mogą systematycznie rosnąć. Gdy SLD będzie musiała podzielić się władzą, naciski na wydatki jeszcze bardziej się spotęgują. A zła kondycja budżetu oznacza brak inwestorów zagranicznych.
Więcej optymizmu w kwestii prywatyzacji i wprowadzania na GPW nowych spółek z rodowodem państwowym wykazuje Marek Świętoń.
— Z pewnością trzeba poczekać na pierwsze wystąpienie premiera nowego rządu i przedstawienie założeń wpływów do budżetu wynikających z prywatyzacji. Podczas poprzednich swoich rządów SLD nie stronił od kierowania spó- łek na giełdę, czego przykładem są debiuty chociażby BPH oraz Pekao SA — zauważa Marek Świętoń.
Raczej bez podatku
Dla dalszych zachowań inwestorów na warszawskiej giełdzie istotny jest stosunek nowego ministra finansów do rynku kapitałowego. Wprawdzie Marek Belka, szykowany na to stanowisko, zasygnalizował w ubiegłym tygodniu możliwość obłożenia podatkiem przychodów z inwestycji w akcje, mało kto jednak wierzy, że pomysł zostanie zrealizowany.
— Nie spodziewałbym się efektywnych wpływów do budżetu z racji obłożenia podatkiem zysków giełdowych. Niewykluczone, że koszty tej operacji mogą być wyższe niż wpływy. Jeśli rząd myśli o sprzedaży przez giełdę kolejnych spółek Skarbu Państwa, to powinien jak najszybciej odstąpić od pomysłu opodatkowania przychodów kapitałowych. Nadmierne obciążenia fiskalne mogą odstraszyć wielu inwestorów zagranicznych. Jest to tym bardziej niekorzystne, że Polska dąży do konsolidacji centrów usług finansowych w Europie Środkowej — ocenia Roman Sosnowski, doradca inwestycyjny WBK AIB AM.