Giełda — zapomniany sposób zarabiania

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-06-30 00:00

Inwestowanie na giełdzie nie jest w modzie. Tym, którzy pamiętają szaleństwo lat 1993 i 1994, łza się w oku kręci. Tamten entuzjazm minął bezpowrotnie. Ale w biznesie nie ma miejsca na sentymenty, zostawmy je więc na piwne spotkania weteranów.

Czy giełda słusznie została nieco zapomniana? Jeżeli spojrzymy na oprocentowanie lokat dostępnych w bankach, jeżeli przypomnimy sobie, że 20 proc. z nich i tak zabierze nam fiskus, a z drugiej strony popatrzymy, jaką stopę zwrotu można uzyskać z każdej zainwestowanej w akcje złotówki, uzyskujemy wręcz pewność, że zdecydowanie niesłusznie. Tak naprawdę dla giełdy nie ma alternatywy. Przekonali się o tym, już dawno, inwestorzy na rynkach rozwiniętych. U nas, co prawda, co jakiś czas pojawiają się pomysły poszukiwania trzeciej drogi, ale przecież jej tak naprawdę nie ma.

Ostatnie lata były umiarkowanie udane dla inwestorów. Co prawda GPW nie jest najczulszym barometrem gospodarki (zbyt mało jest spółek, zbyt mała kapitalizacja w stosunku do PKB), ale odzwierciedla koniunkturę i trendy ogólne. Dodatkowo działa w systemie naczyń połączonych z innymi giełdami na świecie, gdzie koniunktura też nie była olśniewająca.

Wyniki półrocza 2003 są już bardziej zachęcające. Stopa zwrotu na niektórych akcjach jest wręcz olśniewająca. Trzeba jednak pamiętać, że dzieje się to po okresie głębokich spadków i przy niewielu papierach w giełdowych tabelach jest znaczek, iż jest to kurs najwyższy od roku. Nastał czas wzrostów selektywnych, na spółkach, które osiągają spektakularne sukcesy, lub tych, które niejako już tradycyjnie są dobre fundamentalnie. Te stale dają inwestorom dobrą stopę zwrotu.

Czy teraz będzie już tylko dobrze? Nie, ale z pewnością można powiedzieć, że — niezależnie od zawirowań — przyszłość należy do giełdy. Bez względu na to, jak będzie zorganizowana, w jakich aliansach i kto będzie nią kierował.