Giełdom należy się odpoczynek po trzech miesiącach wzrostów

Piotr Kuczyński
30-06-2003, 00:00

Tydzień giełdowy będzie w USA krótszy ze względu na Dzień Niepodległości, a sezon ostrzeżeń rozkręca się. To powinno zmniejszyć siłę popytu. Na początku drugiego półrocza korekta powinna nabrać rumieńców, ale dramatu nie oczekuję.

Z Ameryki

Z amerykańskich komentarzy wynika, że propaganda wieszcząca koniec bessy i początek nowego rynku byka w połączeniu ze wzrostami indeksów zrobiły swoje. W biurach maklerskich znowu zrobiło się tłoczno, a uśpione rachunki masowo budziły się do życia.

To, że wracają inwestorzy indywidualni, sygnalizował również raport Amerykańskiego Stowarzyszenia Indywidualnych Inwestorów — ilość byków wzrosła do 71 proc. a niedźwiedzi zmalała do nieco powyżej 8 proc. Oczywiście kupowali nie tylko ludzie przypadkowi. Zawodowcy też korzystali z trendu, ale wiadomo, że zawodowiec ucieknie z rynku w momencie, kiedy zobaczy, że trend się kończy. Przypadkowi inwestorzy zostaną jeszcze raz poparzeni.

Fed znowu obniżył stopy procentowe. Teraz wynoszą już tylko 1 proc. (najmniej od 1958 r.). W komunikacie banku najważniejsze było to, że prawdopodobieństwo zarówno znacznego jak i niewielkiego ożywienia gospodarki jest prawie równe. Jeśli chodzi o deflację, to Fed stwierdził, że widzi zagrożenie, ale niewielkie. To po co tak mocno odkręca kurek z gotówką? Dopuszczenie olbrzymiej ilości pieniędzy do systemu jest niebezpieczne, bo trudno je będzie teraz kontrolować.

Poza tym nadmuchuje się kolejne balony spekulacyjne, z czego korzysta międzynarodowa finansjera, ale cały system gospodarczy nie robi się przez to bardziej stabilny. Wręcz przeciwnie — wystarczy iskra, żeby ta cała konstrukcja na glinianych nogach się zawaliła. Gra jest bardzo ryzykowna. Gdyby się nie udała to nie dość, że nie będzie ożywienia, ale jeszcze Fed zafunduje USA nadmuchane do granic możliwości balony spekulacyjne na rynkach obligacji, akcji i nieruchomości oraz olbrzymie deficyty i historycznie duże zadłużenie. To już nawet nie jest zwykła ruletka. To jest rosyjska ruletka. Prawdę mówiąc to taki dziwny rodzaj kapitalizmu, w którym wszyscy mają zyskać, a nikt nie będzie płacił za ekscesy z końca XX wieku.

Nawiasem mówiąc obniżka stóp wywołała takie spadki na rynku obligacji, że trzeba się zastanowić, czy to nie jest już koniec hossy. Zwyżka rentowności tłumaczona jest tym, że gracze obawiają się, iż cykl obniżek stóp w USA skończył się. Są jednak jeszcze trzy inne powody odwrotu. Po pierwsze gracze zaczynają podejrzewać, że Fed nie wykorzysta pomysłu ze skupem obligacji w celu obniżenia ich rentowności. Drugi to chęć alokacji kapitałów w akcje, które mogą dać dużo większy zwrot. Trzeci to fakt, że General Motors, chcąc zapełnić dziurę w funduszach emerytalnych, planuje emisję obligacji na olbrzymia kwotę 17 mld USD. Jeśli inne firmy z podobnymi problemami też zdecydują się na taki krok, powstanie poważna konkurencja dla rządowych papierów.

Okazuje się więc, że obniżka stóp nie obniżyła rynkowych stóp procentowych. Zapowiada się, że będą rosły. To zahamuje refinansowanie i cała akcja obniżek oficjalnych stóp spali na panewce. Poza tym może doprowadzić do rozpoczęcia bessy na rynku nieruchomości. Oczywiście wszyscy nawzajem przekonują się, że takiego niebezpieczeństwa nie ma, ale chciałbym zobaczyć, co się stanie z tym sektorem, kiedy stopy procentowe zaczną rosnąć.

Mamy dwie możliwości: albo ożywienie gospodarcze i wzrost rynkowych stóp procentowych (wynikiem będzie koniec boomu w sektorze budowy i sprzedaży domów), albo brak takiego ożywienia i nadal bardzo niskie stopy. To drugie teoretycznie jest korzystne dla rynku nieruchomości, ale jeśli gospodarka wejdzie w recesję albo stagnację, to wzrośnie bezrobocie, spadną płace, a Amerykanie będą mieli kłopoty ze spłatą kredytów. To spowoduje koniec hossy w nieruchomościach. Trzeciego wyjścia nie widzę.

Wnioski są dwa: pierwszy — że akcja Fed jest nieudana. Drugi — że jeśli nastąpił zwrot na rynku obligacji, rynek akcji nadal w średniej perspektywie powinien rosnąć w wyniku alokacji kapitałów. Potem może nastąpić załamanie i na tym rynku.

Ten tydzień przyniesie dużo danych makro. Dla byków ważne jest, żeby Chicago PMI był większy od 50 pkt i żeby nastąpiła poprawa w stosunku do 52,2 pkt odnotowanych w maju. Następny dzień pokaże, jak wygląda podobny indeks (ISM), opisujący część produkcyjną całej gospodarki USA. W piątek jest w USA święto, więc wszystkie dane zazwyczaj podawane w pierwszy piątek miesiąca zostaną przeniesione na czwartek.

Najważniejsze będą dane o stopie bezrobocia w czerwcu i zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Nie lekceważyłbym jednak zarówno raportu o zamówieniach fabrycznych i indeksu ISM, opisującego aktywność sektora usług. Powstaje dosyć piorunująca mieszanka, która tuż przed długim weekendem może wywołać gwałtowne ruchy.

Obniżka stóp skończyła okres gry pod to wydarzenie. Teraz pozostaną już tylko reakcje na dane makroekonomiczne i informacje ze spółek. W USA sezon ostrzeżeń przed wynikami kwartalnymi rozkręca się. Poza tym tydzień giełdowy będzie krótszy ze względu na Dzień Niepodległości. To wszystko powinno zmniejszyć siłę popytu.

Z Polski

Tydzień zakończył się praktycznie bez zmian indeksów i nie wiem, czy przypadkiem nie dzięki zakupom OFE. Z niecierpliwością będę czekał na dane o tym jak wyglądają portfele funduszy. Nie zdziwię się wcale, jeśli okaże się, że ostatnio zwiększały zaangażowanie w akcje. Tylko, gdyby tak było, jak by to świadczyło o jakości kierownictwa funduszy? Tylko niedoświadczeni inwestorzy indywidualni kupują na szczycie!

Spójrzmy, co zmieniło się w fundamentach. Indeks klimatu panującego w biznesie niemieckim w maju wyraźnie wzrósł. Indeks nastrojów niemieckich konsumentów, podawany przez instytut GfK, wzrósł w czerwcu czwarty miesiąc z rzędu. To zapewne zapowiedzi rządu niemieckiego, że obniży podatki wywołują taką reakcję. Poza tym wszyscy ekonomiści mówią o ożywieniu w drugim półroczu. Ciekawe tylko, że tych dobrych nastrojów nie potwierdza niemiecka federacja firm zajmujących się sprzedażą detaliczną HDE — nadal prognozują spadek sprzedaży.

Podobny do niemieckiego indeks klimatu panującego w biznesie we Francji spadł znacznie. Tylko w jednej kategorii odnotowano wzrost: w zapasach. Wniosek jest prosty — firmy robiły zapasy, ale widzą, że trudno będzie się ich pozbyć. Widać, że nastroje w Eurolandzie są zróżnicowane, ale prawdziwego ożywienia na horyzoncie nie widać.

Nasze dane makro znowu były całkiem obiecujące. Spadało bezrobocie i mocno rosła sprzedaż detaliczna. To ciągle potwierdza, że trwa ożywienie gospodarcze. Jednak ostrzeżeniem jest spadek podawanego przez GUS wskaźnika koniunktury w przemyśle. Szczególnie niepokoi, że spadek nowych zamówień jest przede wszystkim wynikiem ograniczenia zamówień zagranicznych. Czyżby nasza siła napędowa (eksport) miała się gorzej? Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego — słaba gospodarka Eurolandu wchłania mniej towarów. A lepiej w tym roku nie będzie. Dobrze, że RPP obniżyła stopy procentowe, mimo że zawsze przy okazji będę powtarzał: za mało i za późno. Przynajmniej na tym polu nie będzie wojny na linii rząd — RPP.

Niepokoi mnie, że nadal słabnie złoty. Jeśli zagranica dojdzie do wniosku, że czeka nas dalsze osłabienie waluty, zacznie wychodzić z akcji. A formacja odwróconej RGR wyraźnie sygnalizuje, że powinniśmy przekroczyć poziom 5 zł za euro. To znakomita informacja dla eksporterów (o ile importują mało materiałów do produkcji), ale powinna rosnąć inflacja. Warto pamiętać również o zadłużeniu naszych spółek. Szczególnie źle wygląda TP SA. Nic dziwnego, że banki zwiększyły współczynnik bezpieczeństwa, bo inaczej musiałyby wypowiedzieć kredyty i doprowadzić do bankructwa. Spółki zadłużone w walutach będą miały coraz większe problemy.

Z wypowiedzi wicepremiera Jerzego Hausnera wyraźnie widać, że pójdziemy w kierunku zwiększenia deficytu budżetowego, ale przy założeniu, że wydatki będą ograniczane. Zwiększenie będzie wynikało jedynie z kosztów przystąpienia do UE i ma za zadanie pobudzić gospodarkę. Wydaje się, że to rozsądne założenie, o ile rzeczywiście rozdęty budżet zostanie drastycznie zmniejszony po 2005 r. Warto też zauważyć, że rząd szykuje pułapkę dla prawicy, która zapewne obejmie rządy w końcu 2005 r. Będzie musiała znacznie redukować deficyt budżetowy, ograniczając drastycznie wydatki, a to wyborcom się nie spodoba. Nic dziwnego, że opozycja chce reformy finansów i ograniczenia wydatków już teraz. To jeszcze bardziej zwiększyłoby jej szanse na wygraną w wyborach i na początku jej rządów nie byłoby dużego problemu. Niestety, w podatku PIT rząd rewolucji żadnej nie przewiduje, a co gorsza zrezygnował z objęcia podatkiem CIT wszystkich osób prowadzących działalność gospodarczą. Uważam, że to duży błąd. Jak można wspominać o podatku liniowym, a jednocześnie pozostawiać nierówność między dwom sektorami gospodarki? To kompletny brak logiki. Miejmy nadzieję, że to się jeszcze zmieni w Sejmie.

Nasz rynek podążał drogą wytyczoną przez giełdy światowe. Nie ma za bardzo powód, dla których miałby zachowywać się inaczej. Zakładam, że korekta trzeciej fali Elliotta powinna zacząć się w tym tygodniu. Po korekcie, być może w drugiej połowie sierpnia, wzrosty w ramach fali piątej powinny zacząć się od nowa. Znów mamy jednak problem — zadziwiający jest odczyt WIGOMETRU. Tylu niedźwiedzi (63 proc.) nigdy w krótkiej historii tego wskaźnika nie było. Ja też jestem już w tym gronie, ale tak wielka ilość niedźwiedzi każe się zastanowić, czy się nie mylę. Nie może być tak, że wszyscy zawodowcy mają rację. Może więc będzie tak, że korekta istotnie rozpocznie się w tym tygodniu, ale jego początek będzie jeszcze bardzo mocny? Na przykład z dniem euforii? Albo po prostu indeks zmieni się o mniej niż 1,5 proc. — wtedy rację będą mieli tylko ci, którzy typowali „bez zmian”. To mogłoby być logiczne rozwiązanie tej zagadki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Giełdom należy się odpoczynek po trzech miesiącach wzrostów