Giełdowa racja stanu

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-10-22 00:00

GPW już dryfuje, a zmiany w OFE jeszcze ją pogrążą. Można temu zapobiec. Z korzyścią dla wszystkich — twierdzi szef Izby Domów Maklerskich

Gdy w związku ze zmianami w OFE wielu wołało „ręce precz od giełdy”, Waldemar Markiewicz, prezes DB Securities i Izby Domów Maklerskich (IDM), apeluje, by rząd ostro wziął się za rynek kapitałowy. Zwłaszcza w związku z tym, co zgotował funduszom emerytalnym.

SPÓJRZMY
 SZERZEJ: Rynek
 kapitałowy to
 nie jest gra kilku
 facetów, interes
 GPW czy domów
 maklerskich. Jego
 rozwój to polska
 racja stanu
 — podkreśla
 Waldemar
 Markiewicz, prezes
 DB Securities i Izby
 Domów Maklerskich.
 [FOT. WM]
SPÓJRZMY SZERZEJ: Rynek kapitałowy to nie jest gra kilku facetów, interes GPW czy domów maklerskich. Jego rozwój to polska racja stanu — podkreśla Waldemar Markiewicz, prezes DB Securities i Izby Domów Maklerskich. [FOT. WM]
None
None

Niepokojąca diagnoza

— Spadek wpływów do OFE będzie znaczący. Co cztery lata będzie niby można zmienić zdanie, ale cóż z tego, skoro fundusze emerytalne nie będą mogły się reklamować. Do tego dochodzi mechanizm tzw. suwaka i związane z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości otwarcie OFE za granicę. Przez to wszystko na rynku kapitałowym będzie znacznie mniej pieniędzy i będą one trudniej dostępne dla polskich przedsiębiorstw — twierdzi Waldemar Markiewicz. Jego zdaniem, GPW już niebezpiecznie dryfuje, co w połączeniu ze zmianami w OFE może w perspektywie kilku lat bardzo negatywnie wpłynąć na gospodarkę. By uniknąć katastrofy, zmiany w OFE muszą być połączone z gruntowną reformą rynku kapitałowego, która zrekompensuje mniejszy napływ kapitału krajowego poprzez fundusze emerytalne.

— Polską racją stanu jest rozwój rynku kapitałowego. Potrzeby polskiej gospodarki będą się zaś zwiększać, a nie zmniejszać. Bez prężnego rynku kapitałowego ograniczymy rozwój, szczególnie małych i średnich przedsiębiorstw, które mają ograniczony dostęp do kredytów bankowych — podkreśla Waldemar Markiewicz. Jego zdaniem, potrzebna jest rządowa strategia, by tchnąć życie w rynek kapitałowy.

— Tylko na szczeblu rządowym można przeforsować niezbędne zmiany. Tym bardziej, że GPW jako spółka obrała strategię umiędzynaradawiania. Jakie mamy korzyści z tego, że jedno z czołowych biur maklerskich zamknęło podwoje w Warszawie i przeniosło się do Londynu? Nie przybyło od tego kapitału na GPW, a ubyło kilka dobrze płatnych miejsc w pracy w Polsce — przypomina Waldemar Markiewicz.

Lista życzeń

Szef IDM zgłasza trzy postulaty: po pierwsze — potrzebne są zmiany podatkowe dotyczące inwestorów indywidualnych, po drugie — reformy fiskalne dla firm notowanych na GPW, po trzecie — trzeba zwiększyć uprawnienia Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Zdaniem Waldemara Markiewicza, inwestorów indywidualnych należy objąć zachętami podatkowymi wykraczającymi poza te, na jakie mogą liczyć w IKE i IKZE.

— Inwestorzy indywidualni generują 14 proc. obrotów na GPW. W rzeczywistości mają znacznie większy wpływ. Wszystkie TFI to w zasadzie inwestycje klientów indywidualnych, którzy inwestują pośrednio. Tymczasem strat z inwestycji bezpośrednich nie można bilansować zyskami z funduszy, i na odwrót. Trzeba to zmienić. Ponadto podatek od zysków z rynku kapitałowego jest taki, jak od lokat bankowych. Powinien być o co najmniej połowę niższy. To szczególnie ważne, gdy likwiduje się źródło kapitału, jakim były OFE — mówi Waldemar Markiewicz.

Firmy notowane na GPW powinny zaś płacić niższy podatek CIT. Obniżka nie musi być duża.

— Gdyby rekompensowała koszty oferty publicznej i bieżącej obecności na GPW, to pewnie znalazłyby się firmy, dla których byłby to argument za upublicznieniem — twierdzi Waldemar Markiewicz.

Prokuratorzy z nadzoru

Ostatnią jego propozycją jest wzmocnienie uprawnień KNF. W konsekwencji ma to prowadzić do większej ochrony inwestorów.

— Inwestor ceni dostęp do informacji, chce, by rynkowe manipulacje były karane, a kara była surowa i nieuchronna. Tymczasem u nas wiele takich przypadków nigdy nie było ukaranych — podkreśla Waldemar Markiewicz.

Jego zdaniem, konieczne jest, by KNF uzyskała uprawnienia typowo prokuratorskie. Obecnie sprowadzają się one do możliwości włączenia KNF do procesu cywilnego. Waldemar Markiewicz chce, by urzędnicy mogli np. przyjść i zabezpieczyć dokumenty spółki giełdowej lub zablokować jej konta bankowe.

— Dziś urzędnicy KNF mogą tylko składać wnioski, którymi ktoś się zajmie albo nie. Gdyby była grupa prokuratorów, która zajmowałaby się tylko giełdą, a nie raz tym, raz tamtym, to by załatwiało sprawę. Tak jest np. w Kanadzie, gdzie prokuratorzy przechodzą specjalne szkolenie — tłumaczy Waldemar Markiewicz. Szef IDM bagatelizuje obawy o nadużywanie większych uprawnień przez KNF.

— Ryzyko nadużywania prawa do nieuzasadnionego zablokowania konta firmowego przez nieliczną grupę prokuratorów z jednego urzędu jest mniejsze niż korzyści wynikające z ochrony inwestorów — uważa Waldemar Markiewicz.

Najsłabszy element

Propozycje zwiększenia znaczenia KNF są ciepło odbierane przez uczestników rynku kapitałowego.

— To pomysł wart rozważenia. Teraz w Polsce jest problem ze stosowaniem prawa — twierdzi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, które samo jest spółką giełdową. Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII) postuluje, by KNF mogła nakładać więcej kar.

— Nasz wymiar sprawiedliwości na co dzień rozstrzyga zupełnie inne sprawy i ma problemy ze zrozumieniem nawet podstawowych zagadnień z zakresu rynku kapitałowego. Wszelkiego rodzaju zwiększenie uprawnień KNF może więc być tylko korzystne — podkreśla Piotr Cieślak, wiceprezes SII. Popiera też korzystniejsze opodatkowanie inwestycji na rynku kapitałowym.

— Wszelkie korzyści podatkowe są zawsze dodatkową motywacją do inwestycji. Nie potrafię określić skali, ale na pewno wpłynęłoby to na dopływ pieniędzy na GPW — mówi Piotr Cieślak.

— Wydaje się, że są jeszcze możliwe duże przepływy z lokat bankowych do TFI. Bodziec podatkowy mógłby zadziałać zwłaszcza teraz, gdy oprocentowanie lokat jest bardzo niskie. Warto sięgnąć po doświadczenia historyczne. Gdy w pod koniec 2001 r. wprowadzano tzw. podatek Belki, duże pieniądze wpłynęły do TFI właśnie dlatego, że inwestycje w fundusze pozwalały na uniknięcie płacenia tego podatku — wtóruje mu Leszek Jedlecki, prezes ING TFI, których aktywa na rynku publicznym przekraczają 10 mld zł. Nie wszyscy przedstawiciele TFI popierają jednak ten pomysł.

— Myślę, że powinna być równość w opodatkowaniu różnych instrumentów, by nie doprowadzać do różnego rodzaju wypaczeń — mówi Sebastian Buczek. Za wart rozważenia uważa pomysł zmniejszenia podatku CIT dla spółek giełdowych wychodząc z konkretną propozycją — 17 zamiast 19 proc. Sęk w tym, że z punktu widzenia dużych prywatnych firm, które rozwinęły się bez giełdy, to chyba najsłabszy element układanki.

— Rozumiemy spółki, które w ten sposób zdobywają kapitał, ale dla nas obecność na giełdzie nie jest warunkiem koniecznym do rozwoju. Do debiutu giełdowego na pewno nie zachęca nas kilka czynników, m.in. brak obecności na giełdzie naszej konkurencji czy wahania nastrojów inwestorów, co w zestawieniu ze specyfiką naszej branży nie byłoby korzystne. Nawet jeśli podatek CIT byłby niższy dla spółek giełdowych, nie skłoniłoby to nas do debiutu giełdowego, ponieważ ryzyko, naszym zdaniem byłoby znacznie większe niż ewentualne korzyści — mówi Mateusz Figaszewski, zastępca dyrektora ds. PR w produkującym autobusy Solaris Bus & Coach.

Doszliśmy do ściany
W tworzenie nowej strategii rynku kapitałowego chce się włączyć Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP). Zadeklarował to Włodzimierz Karpiński, minister skarbu podczas VIII kongresu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.
— Przed rynkiem kapitałowym są nowe wyzwania. Mamy solidnie zorganizowane podstawy, świetnie zorganizowaną giełdę, infrastrukturę, świetnie funkcjonujące domy maklerskie, ale kończą się naturalne systemy wspomagania rynku — mówił Paweł Tamborski, wiceminister skarbu.
Dodał, że misją MSP jest dbanie o polski rynek kapitałowy.
— Dlatego chcemy jako urząd włączyć się aktywnie do tworzenia nowej strategii (...) by Warszawa stała się prawdziwym City potrzeba wielu sojuszników — mówił wiceminister, wymieniając sektor finansowy, spółki prawnicze i audytorskie oraz firmy PR.