Trwa fatalna passa giełd europejskich. W czwartek rolę najsłabszych sektorów przejęły spółki paliwowe, finansowe i lotnicze. Analitycy nie mają złudzeń – tak będzie do przynajmniej do momentu, gdy poznamy sposób, w jaki USA uderzą na Bliski Wschód.
Mocno spadła wycena m.in. British Petroleum, Total Fina Elf i Shella, które w pierwszych dniach po ataku na USA opierały się przecenie. Powodem jest spadek ceny ropy naftowej na giełdach. Fachowcy uważają, że zmniejszy się popyt na surowiec, gdy kryzys dopadnie linie lotnicze, jednego z głównych odbiorców ropy. Czarne nastroje pogłębiło także obniżenie przez Royal Dutch Shell prognoz produkcji paliw do 2005r.
Dramat Boeinga nie pozostaje bez wpływu na wycenę Airbus, jego europejskiego rywala. Spadają także notowania koncernów BAE Systems i EADS, właścicieli Airbus.
Spadały akcje banków. Kursowi Deutsche Banku nie pomogło nawet zdementowanie prasowych doniesień o zwolnieniu 15 tys. pracowników. Mocno zniżkowała także cena szwedzkich banków SEB i Swedbank. Spółki z rezygnowały z fuzji z powodu przeszkód, jakie stwarzała Komisja Europejska.
Nieco lepsze nastroje panowały w branży telekomunikacyjnej. Obserwatorzy liczą, że przydatność telefonów komórkowych przy okazji zamachów w USA, zwiększą popyt w sektorze. Wyjątkiem były papiery brytyjskiego Cable & Wireless, które straciły kilkanaście procent po spodziewanym spadku przychodów.
ONO