Miłe złego początki — tak można scharakteryzować przebieg czwartkowych notowań na amerykańskich giełdach. Po początkowej, spokojnej zwyżce, wskaźniki mocno spadły, za co można winić zarówno Alana Greenspana, szefa Fed, jak i niejednoznaczne dane makro. Alan Greenspan co prawda opowiedział się za reformą systemu emerytalnego, ale zasugerował jej powolne przeprowadzenie. Uważa on bowiem, że uszczupli ona dochody państwa i zmusi rząd do zaciągnięcia kolejnych miliardowych pożyczek.
Na te ostrzeżenia nałożył się zaskakująco wysoki spadek styczniowych wskaźników wyprzedzających koniunkturę. Sytuacji nie była w stanie poprawić kolejna rekordowo niska od czterech lat liczba nowych bezrobotnych. Nawet dobre wyniki kwartalne spółek Wal-Mart i HP okazały się za słabą pokusą dla zdezorientowanych inwestorów. Realizowano zyski na papierach Coca-Coli. W utrzymani zwyżkowej tendencji nie pomogła nawet deklaracja 12-proc. podwyższenia kwoty dywidendy do 28 centów na akcję. Traciły na wartości też akcje Microsoftu, choć tylko 0,5 proc. To i tak należy uznać za dobry wynik, biorąc pod uwagę informacje o możliwej wymianie przewodów zasilających w ponad 14 mln konsol Xbox, które gigant z Redmond firmuje swoją marką.
Po kiepskim finiszu wywołanym spadkami za oceanem, indeksy trzech największych europejskich giełd straciły cały wcześniejszy zysk i zakończyły dzień na poziomach ze środowego zamknięcia. Zadowoleni czuć się mogli jedynie posiadacze walorów spółek wydobywczych i finansowych. Wycenę tych pierwszych wspomagał raport francuskiego Totala, który osiągnął wyniki wyższe od prognoz. Z kolei sektor bankowy zwyżkował dzięki szwajcarskiemu gigantowi finansowemu, Credit Suisse i fińskiemu Sampo.