Po słabym początku, kiedy to dyskontowano pesymistyczne dane z gospodarki, amerykańskie giełdy odrobiły w kolejnych godzinach straty i jeszcze przed połową sesji wyszły na plus. Jednak zarówno potencjał strony popytowej, jak i podażowej wydawały się mocno ograniczone, stąd obserwowane wahania indeksów. Pod koniec sesji znów do głosu doszły obawy o kryzys w Europie, wyniki niedzielnych wyborów w Grecji oraz niejasności związane z hiszpańskimi bankami i obóz niedźwiedzi zaczął mocniej akcentować swoją obecność.
Ostatecznie na zamknięciu środowej sesji indeks DJ IA tracił 0,62 proc. Wskaźnik S&P500 spadał o 0,70 proc. zaś Nasdaq zniżkował o 0,82 proc.
Rozczarowało mocno potwierdzenie „złej” prognozy analityków odnośnie majowej sprzedaży detalicznej. Odnotowano jej spadek o 0,2 proc., czyli w skali przewidywanej przez specjalistów. To pierwszy spadek tego wskaźnika od roku.
Mieszany w odbiorze charakter miały dane o inflacji cen producenckich. Niepokoić mogły też dane o wzroście zapasów niesprzedanych towarów. Zamiast oczekiwanej przez analityków dynamiki w kwietniu rzędu 0,3 proc. zwiększyły się one o 0,4 proc.
Udany dzień mieli posiadacze akcji banku JPMorgan Chase. Kurs momentami zwyżkował o ponad 4 proc. Było to zasługą informacji przekazanej przez Jamie Dimona, dyrektora generalnego, że bank będzie domagał się od menedżerów poniesienia odpowiedzialności za sięgające 2 mld USD straty na handlu spekulacyjnym.
Powody do zadowolenia mieli również udziałowcy Della. Trzeci na świecie pod względem wielkości producent komputerów osobistych zapowiedział wypłatę dywidendy.