Giesche - śląski Moloch

Marcin Dobrowolski
opublikowano: 06-10-2015, 09:32

To był prawdziwy gigant. Przedwojenna spółka Giesche miała kapitał zakładowy 172 milionów złotych podzielonych na 172 akcje! Dla porównania, Bank Polski miał tylko 100 milionów złotych kapitału.

Historia firmy rozpoczyna się na przełomie XVII i XVIII wieku, kiedy działał Georg Giesche, śląski przedsiębiorca wywodzący się z małopolskiej szlachty. Zdobył on spory kapitał dzięki wsparciu żony pochodzącej z rodziny wrocławskich handlarzy suknem. Chcąc pomnażać swoje bogactwo zainwestował w kopalnię galmanu w Bobrku, dzielnicy Bytomia. W 1704 r. otrzymał monopol na wydobywanie tej mieszaniny mineralnej, przedłużony potem na kolejne 20 lat.

Zobacz także

Georg von Giesche zmarł w 1716 r., ale cztery lata wcześniej udało mu się uzyskać dziedziczny tytuł szlachecki. Po jego śmierci przedsiębiorstwo prowadziła żona, a po niej syn Friedrich Wilhelm, który z kolei cały majątek przepisał siostrze i siostrzeńcom. 

W XIX wieku firma oddana w zarząd sprawnym menedżerom coraz więcej inwestuje. Firma w 1833 r. zakupiła w okolicy Janowa (obecnie jest to dzielnica Katowic) kopalnię węgla kamiennego "Morgenroth", która z kolei dała początek dzisiejszej KWK "Wieczorek". Rok później dochodzi do uruchomienia huty cynku "Wilhelmina" (istniejącej do 2008 r. Huty Metali Nieżelaznych Szopienice). W 1860 r. spadkobiercy rejestrują spółkę "Bergwerksgeseltschaft Georg von Giesche`s Erben", czyli Spółka Górnicza Spadkobierców Georga von Giesche, która dzierży cały potężny majątek rodziny na coraz szybciej rozwijającym się Górnym Śląsku.

W 1880 r. spółka przejęła od spadkobierczyni innego śląskiego przemysłowca, Karola Goduli, kopalnię Cleophas. Uruchomiono w nim ponownie, po latach przestoju, wydobycie węgla i rozwinięto produkcję na wysoką skalę. Niestety, nie liczono się z bezpieczeństwem pracowników. W nocy z 3 na 4 marca 1896 roku doszło do katastrofy. Jej przyczyną była nieostrożność maszynisty, Karola Kotta, który podczas przelewania nafty do płonącej lampy, spowodował pożar. Płomienie ogarnęły drewnianą obudowę, a pożar rozprzestrzenił się w rejony pozostałych szybów kopalni. W rejonie katastrofy znajdowało się 144 górników, z czego zginęło 105. Była to jedna z największych tragedii górniczych w historii Górnego Śląska. Przyznać jednak trzeba, że akcję ratowniczą prowadził ofiarnie Friedrich Bernhardi, dyrektor generalny przedsiębiorstwa. Za swoje zaangażowanie w ratowanie uwięzionych w płonącym korytarzu robotników otrzymał nawet medal od Cesarza Niemiec.

W 1922 r. podpisano w Genewie konwencję o podziale Śląska. Była ona korzystna dla Polski jeśli chodzi o istniejące na nim obiekty przemysłowe. Rzeczpospolitej przypadło 50% hutnictwa i 76% kopalń węgla. Jeżeli chodzi o firmę Giesche, aż 80% zakładów znalazło się po polskiej stronie granicy znacząco utrudniając dalsze prowadzenie biznesu, którego funkcjonowanie uzależnione było od sprawnej współpracy kombinatu przedsiębiorstw. Nie był to zresztą jedyny taki przypadek. Podział Śląska skomplikował nawet działanie gospodarstw rolnych, zdarzało się bowiem, że granica przebiegała w poprzek zabudowań gospodarczych prywatnych folwarków! 
Cały majątek koncernu Giesche`s Erben, znajdujący się po polskiej stronie – w tym kopalnie Giesche, Kleofas, Orzeł Biały i osiedla Nikiszowiec i Giszowiec, zostaje wniesiony aportem do spółki Giesche Spółka Akcyjna z siedzibą w Katowicach. 

W 1926 r. mając już dość trudnej współpracy z władzami polskimi i śląskimi właściciele spółki za 4 mln dol. sprzedali ją amerykańskiemu holdingowi Silesian – American Corporation (SACO). Wszystkie akcje zdeponowane zostały w Guaranty Trust w Nowym Jorku.

W 1929 r. kapitał zakładowy wynosił 172 miliony złotych. Co ciekawe, spółka wyemitowała 172 akcje na okaziciela, po milion złotych każda! To o tyle niezwykłe, że Bank Polski (będący emitentem) miał tylko 100 milionów złotych kapitału zakładowego, a typowe akcje opiewały na wartość ok 50 - 100 złotych. 

W czasie II wojny światowej władzę w spółce przejęli Niemcy (którzy zaczęli wykorzystywać w pracy jeńców i robotników przymusowych), dlatego w 1946 r. została ona znacjonalizowana przez państwo polskie. Rząd USA upominał się jednak o własność swoich firm w państwach komunistycznych. Negocjacje były bardzo trudne, bowiem Amerykanie żądali aż 117 mln dolarów - taki był punkt wyjścia do negocjacji. Stanęło na 40 milionach, płatnych po 2 mln rocznice, częściowo zresztą w dostawach węgla. 

W 1968 r. akcje znacjonalizowanych firm amerykańskich zostały dostarczone do polskiego Ministerstwa Finansów. Jak wykazało późniejsze śledztwo, zostały one w 1985 r. przekazane na makulaturę, gdzie wypatrzył je magazynier i wykupił po cenie surowca. Sprzedał je potem pewnemu kolekcjonerowi, który w późniejszych latach bezprawnie reaktywował spółkę i żądał ponad 300 milionów złotych odszkodowania. Od samych Katowic zażądał zwrotu ok 30% terenów miasta! O sprawie Puls Biznesu pisał wielokrotnie.

Firma Giesche została utrwalona w nazwie osiedla Giszowiec - zielonej dzielnicy Katowic, wyróżniającej się rozproszoną zabudową domków jedno i dwurodzinnych. Takie domy z ogródkami budowała przed I wojną światową niemiecka spółka. Ilość lokali okazała się jednak za mała i w 1908 r. rozpoczęto tworzenie osiedla Nikiszowiec, będącego dzisiaj jednym z najbardziej znanych kompleksów zabytkowych Katowic.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane