Giganci walczą o klientów po EdF

Wielka energetyka kusi odbiorców, których dostawcy się przewrócili. Klienci muszą jednak przygotować się na cenowy szok.

Problemy finansowe Energii dla Firm (EdF) i Energetycznego Centrum (EC), czyli alternatywnych sprzedawców prądu i gazu, to dla państwowych firm okazja do promocji. Kilka dni po tym, jak PSE wstrzymała działalność EdF i EC na rynku bilansującym, wielka energetyka ruszyła z kampaniami informacyjno-reklamowymi.

Krzak czy państwowy?

„Tak w praktyce kończy się »zabawa« w kupowanie prądu od firm »krzaków«. Upadło już kilku alternatywnych sprzedawców. Nie warto ryzykować. Warto postawić na sprawdzonego sprzedawcę jak nasz Obrót, lub maluszka, ale pewnego, czyli Lumi” — przekonywał na Twitterze Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE, największej firmy energetycznej w kraju.

— Warto stawiać na sprawdzone i rzetelne firmy. Taką firmą jest Tauron — tak na nasze pytania odpowiedział Daniel Iwan, rzecznik prasowy Tauronu. W podobnym tonie wypowiada się Energa i Enea. „Energa wspiera byłych klientów spółek EdF i EC, którzy stracili swojego sprzedawcę energii elektrycznej” — napisała Energa.

„Klientów, którzy nagle zostali bez sprzedawcy i stoją w obliczu konieczności zakupu energii w cenie wyższej, niż dotychczasowa, zapraszamy do jak najszybszego kontaktu z naszymi przedstawicielami w celu zawarcia nowej umowy na warunkach rynkowych” — zadeklarowała też Enea.

Podwyżka o 100 zł

Odniesienie Enei do „warunków rynkowych” jest trafne. Warto zwrócić uwagę, że z punktu widzenia odbiorców warunki rynkowe są dziś dużo mniej korzystne niż np. dwa czy trzy lata temu, kiedy klienci EdF i EC podpisywali umowy. Hurtowe ceny prądu wzrosły tak, że klientów czeka trudne zderzenie z rzeczywistością.

— Wśród klientów widać pewne zaskoczenie dzisiejszymi warunkami cenowymi. Poziom ofert wynika jednak z sytuacji w hurcie — zauważa Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska.

Menedżerowie z rynku wskazują, że np. umowy z EdF przewidywały stawki na poziomie ok. 240-250 zł za MWh. Dziś ich klienci mogą dostać ofertę o ok. 100 zł droższą. Droższa oferta to wciąż jednak mniej, niż stawka rezerwowa, w którą automatycznie wpadli „osieroceni” odbiorcy. Musi być wysoka i bolesna, by odbiorca był zmotywowany do szybkiego podpisania nowej umowy ze sprzedawcą. Dla państwowych firm energetycznych są to jednak dobre wieści.

— Po pierwsze, duży kapitał stojący za państwowymi firmami staje się gwarancją stabilności dostaw. Po drugie, spółki skarbu państwa korzystają w tej chwili na sprzedaży energii do niektórych odbiorców po stawkach rezerwowych, zdecydowanie wyższych od rynkowych. Po trzecie, korzystają na podpisywaniu nowych umów po istotnie wyższych cenach, odzwierciedlających ceny rynkowe — zauważa Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK.

Mali też walczą

O odbiorców osieroconych przez EdF i EC walczą też mali dostawcy. Enefit, należący do Eesti Energia, czyli estońskiego odpowiednika PGE, wszedł do Polski rok temu.

— W ostatnich dniach widzimy natężenie zapytań od klientów, którzy dotychczas mieli umowy z EdF. Oferujemy im albo umowy na dostawy do końca roku, albo umowy do końca roku plus na kolejny rok lub dwa lata. W naszym przypadku problemy EdF nie mają przełożenia na kwestie wizerunkowe, bo za nami stoi estoński koncern energetyczny, który gwarantuje stabilność biznesową — podkreśla Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska.

Do ataku ruszyła też polska spółka Fortum, należąca do fińskiego państwowego koncernu energetycznego. Przygotowała ofertę i telefoniczne pogotowie informacyjne. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Giganci walczą o klientów po EdF