Gilowska: Zastanawiałam się, czy nie odejść - prasa

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2006-05-23 08:14

Logika zdarzeń usytuowała mnie na pozycji strażnika finansów publicznych i zobaczymy, co zdołam zdziałać. Na ile silna jest moja pozycja, nie wiem. To się niebawem okaże - powiedziała wicepremier, minister finansów Zyta Gilowska w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Logika zdarzeń usytuowała mnie na pozycji strażnika finansów publicznych i zobaczymy, co zdołam zdziałać. Na ile silna jest moja pozycja, nie wiem. To się niebawem okaże - powiedziała wicepremier, minister finansów Zyta Gilowska w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Zaznaczyła, że nad nowym składem Rady Ministrów się zastanawia. Jest ciekawa, co z tego wyniknie.

Zapytana jaką właściwie rolę może  odgrywać w rządzie bez zaplecza politycznego i w sytuacji, w której się znalazła? - Z. Gilowska odpowiedziała: "Logika zdarzeń usytuowała mnie na pozycji strażnika finansów publicznych i zobaczymy, co zdołam zdziałać. Na ile silna jest moja pozycja, nie wiem. To się niebawem okaże".

Czy był taki moment, kiedy Pani myślała, żeby pójść w ślady ministra Stefana Mellera i złożyć dymisję? - zapytała "GW".

"Takich momentów było sporo, nawet dziś były dwie takie sytuacje. Nie zapominam, że jestem wolnym człowiekiem, a moje stanowisko nie jest kadencyjne" - stwierdziła wicepremier.

Pytana o szczegóły sytuacji, w której w jednym dniu  dwa razy chciała  zrezygnować z rządu, Z. Gilowska powiedziała: "Dyskutowaliśmy konsekwencje ewentualnego wprowadzenia w Polsce dodatkowej, nowej składki społecznej, tzw. pielęgnacyjnej, którą forsuje minister zdrowia Zbigniew Religa. To był pierwszy moment zniechęcenia.

Drugi dotyczył pytania: dlaczego nie proponuję natychmiastowego wprowadzenia dwóch stawek w podatku od dochodów osób fizycznych , zamiast projektować skomplikowane przedsięwzięcie dotyczące zmniejszenia pozapłacowych kosztów pracy?"

Na temat  nowej składce pielęgnacyjnej i współpłacenia za pobyt w szpitalu i wizytę u specjalisty minister finansów powiedziała:

"Każdej podwyżce pozapłacowych kosztów pracy jestem przeciwna. Na szczęście pomysłodawca, czyli minister zdrowia, nie ma oczekiwań, żeby to wprowadzać natychmiast i jest skłonny do korekt. Natomiast minimalne współpłacenie zawsze uważałam za pomysł dobry, bo już student I roku ekonomii wie, że jeśli popyt na jakąś pożądaną usługę nie jest niczym ograniczany - chyba tylko tym, że doba ma 24 godziny, a życie ludzkie trwa określoną liczbę lat - to ten popyt rośnie i rośnie, teoretycznie do nieskończoności.

A zatem wprowadzenie symbolicznych opłat za dostęp do lekarza pierwszego kontaktu, lekarzy rodzinnych oraz korzystanie z usług bytowych, a nie medycznych, w szpitalach byłoby racjonalne. Są to bezpieczne próby zasilenia finansów ochrony zdrowia i pewnej racjonalizacji popytu. Ale nie jako rozwiązanie docelowe. Perspektywicznie musimy zdobyć się na klarowne zdefiniowanie zawartości tzw. koszyka świadczeń, czyli określenie, co obywatelowi się zawsze i bezpłatnie należy z racji posiadanego ubezpieczenia, a za co będzie musiał zapłacić sam" - stwierdziła Zyta Gilowska.