Gimmy, czyli handel po sąsiedzku

Marta Bellon
opublikowano: 2014-07-29 00:00

Pomysł na biznes: Polska aplikacja bazuje na sprawdzonych trendach i ideach: popularności smartfonów, lokalnym handlu i aspekcie społecznościowym

Internetowa społeczność to największe i najbardziej zróżnicowane skupisko potencjalnych klientów produktów i usług oferowanych przez biznes. Zespół z Warszawy pod wodzą Olafa Kruka i Roberta Nasiadka próbuje połączyć najnowsze trendy dotyczące e-handlu: systematycznie rosnącą popularność internetowych zakupów, coraz częstsze wykorzystywanie do tego celu urządzeń mobilnych i... to, co w internecie pozornie jest bez znaczenia — odległości dzielące użytkowników.

E-WYPRZEDAŻ GARAŻOWA: Robert Nasiadek (od lewej) i Olaf Kruk stworzyli aplikację Gimmy, która umożliwia sprzedaż nieużywanego produktu — najchętniej po sąsiedzku. [FOT. MW]
E-WYPRZEDAŻ GARAŻOWA: Robert Nasiadek (od lewej) i Olaf Kruk stworzyli aplikację Gimmy, która umożliwia sprzedaż nieużywanego produktu — najchętniej po sąsiedzku. [FOT. MW]

Stworzone przez nich rozwiązanie o nazwie Gimmy to aplikacja mobilna, która umożliwia wystawienie produktu, którego użytkownik nie używa i chce się pozbyć. Powstała z myślą o osobach prywatnych — kolekcjonerach i hobbystach, entuzjastach mody i tych, którzy zmieniają miejsce zamieszkania.

Nie tylko dla hobbystów

— Wbrew pozorom wystawienie dowolnego przedmiotu w serwisach aukcyjnych zajmuje sporo czasu — trzeba się zarejestrować, wybrać odpowiednią kategorię, uiścić opłatę, opisać produkt i wreszcie go dodać. Sami nieraz chcieliśmy szybko i bez większego wysiłku pozbyć się rzeczy, których było nam żal wyrzucić. Wtedy pomyśleliśmy, że przydałaby się aplikacja, która umożliwiałaby łatwąi wygodną sprzedaż komuś, kto byłby zainteresowany przedłużeniem życia naszego produktu — rozwiązanie, w przypadku którego wystarczyłoby zdjęcie i krótki opis. Jest nim Gimmy — mówi Olaf Kruk, współtwórca Gimmy.

Opowiada, że projekt aplikacji udało się stworzyć po roku od momentu, w którym zakiełkowała taka myśl. W tym czasie w różnych miejscach na świecie pojawiło się 17 podobnych aplikacji, wśród nich niemieckie Stuffle i austriacki Shpock. Ten pierwszy ma już ponad 300 tys. pobrań, drugi — milion. W Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii działa natomiast Wallapop.

Czekając na kawę

— Różnica między naszą aplikacją a typowymi serwisami sprzedażowymi czy aukcyjnymi jest taka, że Gimmy ma przyciągać użytkowników ciekawymi produktami. Ma być aplikacją, którą będzie się przeglądać w wolnym czasie, np. czekając na realizację zamówienia w kawiarni, w poszukiwaniu inspiracji — oryginalnych rzeczy w pobliżu miejsca, w którym w danym momencie znajduje się posiadacz telefonu czy tabletu — wyjaśnia Olaf Kruk. Wraz z popularyzacją smartfonów rodzi się też nowy trend — zakupy lokalne.

— Na Gimmy wszystkie produkty znajdują się tam, gdzie zostają wystawione na sprzedaż, czyli w naszej okolicy. Zależy nam na tym, by ludzie wrócili do idei handlu lokalnego — spotykania się po to, by sprawdzić, czy ktoś ma do zaoferowania coś ciekawego — mówi współtwórca Gimmy.

Zasada działania aplikacji jest prosta. Użytkownik robi zdjęcie produktu, dodaje kilka zdań opisu, ustala cenę i publikuje ogłoszenie. Taką ofertę natychmiast widzi każda osoba, która znajduje się w pobliżu sprzedającego i używa aplikacji. Jeśli jest taką ofertą zainteresowana, może wysłać do wystawcy wiadomość i umówić się na dokończenie transakcji w świecie rzeczywistym. Gimmy już na początkowym etapie rozwoju udało się zdobyć pierwszą rundęfinansowania. Teraz zespół rozmawia z dwoma polskimi funduszami. Potrzebuje kapitału na zdobycie użytkowników.

— Za pierwsze zdobyte pieniądze stworzyliśmy gotowy produkt i wykupiliśmy kampanię reklamową na Facebooku. Przez prawie trzy miesiące walczyliśmy o zainteresowanie funduszy inwestycyjnych, co jest niemałym wyzwaniem. W tej chwili jesteśmy na końcowym etapie rozmów z inwestorami. Koncentrujemy się na budowaniu jak największej bazy użytkowników, by później móc wdrażać kolejne systemy i rozbudowywać funkcjonalność — mówi Olaf Kruk.

Plan na zarabianie

Plan jest prosty. Możliwość publikowania produktów do sprzedaży i komunikacja między użytkownikami zawsze ma być darmowa. Ale Gimmy chce poszerzyć ofertę także o płatne usługi premium.

— Chodzi o promowanie danego produktu, wyróżnienie go w danej kategorii czy na mapie oraz sprzedaż reklam dis-playowych. Będziemy je adresować do kilku procent użytkowników, ale by to zrobić, musimy najpierw zbudować odpowiednio dużą ich bazę. Zakładamy, że nasze dochody będą pochodzić z różnych źródeł. Przyglądamy się temu, co robi Stuffle i Shpock. Ten pierwszy chce na przykład zarabiać na współpracy z firmami kurierskimi, z których usług mogą korzystać użytkownicy niemający czasu na spotkanie twarzą w twarz ze sprzedającym — tłumaczy Olaf Kruk.